Benzyna, LPG i olej napędowy muszą prędzej czy później odejść w niebyt. Eksperci rynku motoryzacyjnego nie mają co do tego najmniejszych wątpliwości. Co je zastąpi? Samochody z bateriami wydają się naturalnym sukcesorem, jednak zdania są podzielone. Oto przewidywania!

Silniki spalinowe generują mniej zanieczyszczeń niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Jeden z producentów aut twierdził, że jego jednostki napędowe w ciągu roku emitują mniej gazów cieplarnianych niż krowa. Problemem dla środowiska jest nie tyle emisyjność, co liczba samochodów wytwarzających szkodliwe substancje. Większość koncernów motoryzacyjnych stawia teraz na auta elektryczne i hybrydowe – ale dla niektórych to rozwiązanie tymczasowe, do czasu udoskonalenia silników na wodór. Możliwe jest także połączenie tych technologii, jakim byłyby samochody na prąd uzyskiwany dzięki najpowszechniejszemu pierwiastkowi na Ziemi i we wszechświecie. Jakie są prognozy ekspertów?

Auta elektryczne, a może hybrydy? Różne wizje producentów

Niemieckie i francuskie firmy – Opel, Volkswagen, Peugeot, Renault – w swoich prezentacjach koncentrują się wyłącznie na klasycznej elektromobilności. Inne plany ma Toyota, dla której podstawą oferty w najbliższych latach mają być hybrydy. Po 2030 roku (jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem Japończyków) dominującą rolę mają odgrywać samochody z ogniwami paliwowymi na wodór. Być może tą decyzją azjatycki producent wyprzedzi konkurencję, a może Toyota skończy w ślepym zaułku. Infrastruktura dla samochodów elektrycznych rozwija się dynamiczniej, dzięki czemu łatwiej o upowszechnienie aut na prąd niż tych na wodór.

Wystarczy spojrzeć na dane statystyczne, również w naszym kraju – samochody elektryczne w Polsce sprzedają się coraz lepiej, przybywa też stacji ładowania. Na początku 2022 roku zarejestrowano u nas 41 tys. osobowych „elektryków”, a na koniec sierpnia było ich już ponad 54 tys. Jednak argumenty o zerowej emisji nie wszystkich przekonują do zmiany. Niektórzy pozostają sceptyczni pomimo dopłat do aut na prąd, które wynoszą nawet 27 tys. zł – to ponad 25% ceny niektórych modeli z salonu! Największe wątpliwości względem samochodów elektrycznych dotyczą:

  • całościowego wpływu akumulatorów na środowisko;
  • konieczności wykorzystania metali ziem rzadkich do budowy baterii;
  • ogromnego zużycia wody przy produkcji baterii;
  • ograniczonego zasięgu, zwłaszcza zimą;
  • czasu trwania ładowania na większości stacji.

Technologie wodorowe mogą szybko wyprzeć akumulatory

Zastąpienie silników spalinowych elektrycznymi na masową skalę wymagałoby ogromnego zwiększenia produkcji prądu. Już teraz elektrownie mogą mieć realne problemy z zaspokojeniem 100% zapotrzebowania na energię elektryczną – w jeden z wrześniowych piątków rezerwa mocy w Polsce spadła do zaledwie 4%! Do tego prąd staje się coraz droższy – wystarczy zajrzeć na stronę davinci.pl i przejrzeć dane. Upowszechnianie OZE może (przynajmniej częściowo) rozwiązać ten problem, ale w skali globalnej niedostateczna ilość energii jawi się jako realne wyzwanie. Dobrze byłoby mieć jakąś dobrą alternatywę.

 

Na taki scenariusz przyszłości motoryzacji szykuje się część producentów, a także samorządów. Niektóre polskie miasta planują zakupić autobusy z silnikami wodorowymi, mają już podpisane umowy na budowę odpowiednich stacji tankowania (np. Wałbrzych). Obecnie największą przeszkodą w upowszechnieniu ogniw paliwowych są wysokie koszty wydobycia wodoru. Są też jednak pozytywne sygnały w tym sektorze. Firma Bosch twierdzi, że już wkrótce budowa ogniw paliwowych na wodór będzie generować porównywalne koszty, co budowa silników wysokoprężnych. Chodzi głównie o zmniejszenie potrzebnej ilości platyny. Część ekspertów uważa, że najlepszym rozwiązaniem będą samochody elektryczne na wodór, ponieważ:

  • takie silniki mają mniej złożoną budowę, co powinno poprawić ich żywotność;
  • ewentualna naprawa jednostki napędowej będzie tańsza;
  • pozwolą na dłuższe wyjazdy (większy zasięg od obecnych „elektryków”);
  • będą mniej wrażliwe na czynniki zewnętrzne, w tym temperatury. 

W przyszłości motoryzacji jedno wydaje się pewne – będzie coraz drożej

Nieuchronny wzrost cen samochodów pojawia się praktycznie we wszystkich prognozach i przewidywaniach. Niektórzy specjaliści uważają, że kupienie samochodu na własność będzie zdecydowanie trudniejsze, co spowoduje upowszechnienie wynajmu krótkoterminowego. Jednak dostępność carsharingu musiałaby się znacznie poprawić.

Część ekspertów twierdzi, że spadnie tylko sprzedaż nowych samochodów – elektrycznych i/lub wodorowych. Auta używane zyskają na znaczeniu, jest też szansa przerobienia dzisiejszych samochodów spalinowych na wodorowe. Zmiana byłaby wprawdzie kosztowna, ale to wciąż lepsze rozwiązanie niż brak własnego środka lokomocji lub możliwości zaparkowania albo wjazdu do centrum.