Pierwszy raz na Eicma…

czyli jak wyglądają największe targi motocyklowe na świecie. 

 

Do Eicmy szykowałam się jak do najtrudniejszego egzaminu. Prześledziłam topowe modele znanych marek, dzieje samych targów, ba! zrobiłam nawet notatki z najważniejszymi wydarzeniami w historii Mediolanu. Wszystko miałam przygotowane – listę potencjalnych kandytatów do wywiadów, krótką filmografię Keanu Reeves’a, który na targach miał się pojawić z marką Arch Motorcycle, był zapał i gotowość do działania.

Ale do Eicmy nie da się przygotować.

Oczywiście, wiedza co, jak i dlaczego działa w motocyklu, znajomość marek i ich produktów jest niezbędna do docenienia w pełni oferty targów, ale i tak na pewno zostaniesz czymś zaskoczony. Trudno jest mi natomiast być obiektywną jeżeli chodzi o ocenę tegoż eventu – była to dla mnie pierwsza Eicma w życiu. Jakby Wam to opisać…

Kiedy byłam małą dziewczynką, rodzice obiecali mi, że zabiorą mnie kiedyś do Disneylandu. Jakoś tak to się w życiu potoczyło naszym, że nigdy tam nie dotarliśmy, co nieraz, w żartach lub we łzach, raczyłam swoim rodzicielom wypominać. I kiedy tak chodziłam teraz korytarzami Eicmy, przechodziłam z hali do hali, a każda jedna wypełniona była po brzegi motocyklami i akcesoriami, kiedy źrenice rozszerzały mi się coraz bardziej z każdą kolejną prezentacją nowości, kiedy to się wszystko działo, te motocykle i te prezentacje, i te motoryzacyjne nowości… wiecie, ja miałam wtedy w głowie jedną główną myśl:

Chryste Panie, walić ten Disneyland!

Ale do rzeczy. Po pierwszym szoku (a dodać warto, że targi były w tym roku o dwie hale mniejsze niż w poprzednich latach) uznałam, że faktycznie najlepszym dla mnie planem na Eicmę będzie brak planu, i zaczęłam po prostu radośnie szwendać się między stoiskami. Odkryć podczas tych targów miałam wiele, nie wszystkie wcale były nowościami (np Yamaha XSR700 – czemu ja się tym nie jarałam wcześniej??), a spośród moich nowych fascynacji wybrałam kilka:

  • Honda Monkey – na razie koncept. Zebrała chyba największy aplauz wśród uczestników prezentacji nowości Hondy na rok 2018. Nowość to może niekoniecznie, bo motocykl ten (o pojemności 50 ccm) stworzony został już w latach 60 dwudziestego wieku i nazywał się wtedy Honda Z50 Monkey. Ciekawostka – pierwsza wyprodukowana „małpka” miała pojemność 100 ccm, ale do masowej produkcji w 1967 poszły już tylko motocykle z o połowę mniejszym, czterosuwowym silnikiem. Kolejna ciekawostka – nazwa wzięła się od pozycji, jaką chcąc-nie-chcąc przybierają kierujący tym pojazdem. Czasem nazywana jest też „Gorilla”, z tego samego względu. Nowa Monkey to tak naprawdę wnętrzności i rama MSX125 (oprócz silnika MSX oddało Małpce też swoje hamulce, rozmiar kół i przednie zawieszenie) w charakterystycznym dla klasyka z lat 60 opakowaniu. Ale, uwaga, odrobinę większym. A czemu ja się tym jaram? No cóż, mnie ominęły czasy motorynek, nie miałam nigdy żadnej Jawy, Rometa czy WSK, wspomnień związanych z tymi maszynami też nie. Dlatego tym bardziej doceniam takie maszyny – przecież jazda na tym to musi być czysta dziecięca frajda i radocha!  Już widzę tych wszystkich ojców podwędzających swoim pociechom ich pierwsze Hondy…

honda monkey 2018

IMG_7528 2

honda monkey 2018

  • Yamaha Niken – o skubaniutka, na ustach wszystkich. Yamaha Niken jest jak Natalia Siwiec polskiego motocyklizmu – niby wszyscy hejtują, a każdy chciałby z nią małe rendez-vous. Co to właściwie jest, ten trójnóg osławiony? To forma przejściowa pomiędzy motocyklem a samochodem z rzędowym, trzycylindrowym silnikiem od MT09 i systemem dwóch niezależnych zawieszeń. Ten sam system sprawdził się w Tricity, o którym kiedyś też pisałam i podjęłam nawet próbę wyjaśnienia jak takie zawieszenie działa (dzisiaj ten tekst wydaje mi się strasznie infantylny, ale na blogu widnieje cały czas – tutaj tekst o Tricity). A dlaczego mi się to podoba? Ja tam japońskie tęgie głowy cenię za odwagę i chęć wprowadzania nowego. Oni cały czas szukają, kombinują. Czy podoba mi się ta maszyna, jeszcze nie wiem. Ale podoba mi się natomiast to, że Yamaha ma pewnie gdzieś co myślę o Nikenie ja, Ty czy jakiś inny Marian. Zhejtują ludzie? No to zhejtuja. Będą się śmiali? No to się będą śmiali. Ale nikt nie powie, że Yamaha nie próbowała. A idąc tokiem myślenia wiecznych krytykantów: Na drzewie też w sumie było spoko. Może trzeba było tam zostać?
yamaha niken

fot: www.ridetobe.com

 

yamaha niken 2018

yamaha niken 2018

  • Husqvarna Vitpilen i Svartpilen – w 2014 roku Husqvarna pokazała światu całkiem nowe oblicze. Vitpilen 401 i Svartpilen 401 (tak, mi też nazwy kojarzą się z Ikeą) były jasnym sygnałem, że od teraz marka kojarzona raczej z offroadem idzie w zupełnie świeżym kierunku. 3 lata czekać trzeba było na nowe wersje tych futurystycznych cafe racer’ów, no i mamy. I to z jeszcze większym silnikiem, bo z KTMa 690 Duke’a (to też ten sam, co w Husqvarnie 701 Supermoto). Svartpilen nieco bardziej zbliża się z kolei w stronę Scramblera (18-calowe koła zamiast 17stki, jak w Vitpilenie), ale na razie pozostaje konceptem. Zachwycił mnie wygląd tych maszyn – surowy look, rodem z Matrixa. Piękna, piękna maszyna.
svartiplen 2018

fot: www.ridetobe.com

 

IMG_7634

fot: www.ridetobe.com

Nie sposób jest wymienić tu wszystkich motocykli i stoisk, które przykuły moją uwagę – ale być może w przyszłym roku, wiedząc już, czego się po Eicmie można spodziewać, uda mi się zmontować bardziej profesjonalną relację. Bardzo, bardzo cieszy mnie jedna rzecz – na nowo zakochałam się w motocyklach. Dzięki tym targom przypomniałam sobie, skąd się u mnie w ogóle to całe zamiłowanie do dwóch kółek wzięło. Zrozumiałam, że motocykle przede wszystkim się kocha, a dopiero później się na nich jeździ.

A wiecie, co najbardziej podobało mi się na targach? 

Najfajniejszą chwilą była ta, kiedy stałam pośród tłumu wgapiając się w pracujący za szklaną szybą silnik Ducati Panigale V4.  Obok mnie stali ludzie, różni, przeróżni. I wiecie co? I nie obchodziło mnie, jaki mają kolor skóry, gdzie mieszkają, w co wierzą i do kogo przytulają się na dobranoc. Tak samo jak ich nie obchodziło, skąd jestem i co w życiu robię ja. Jedyne, co się liczyło, to to, że wszyscy patrzymy na ten sam cud techniki, na te opuszczające i podnoszące się zawory, na ten wynik wytężonej pracy umysłu człowieka połączonej z pasją. I że wszystkich nas te zawory, i te tłoki, i te wały… że wszystkich nas po prostu cieszą motocykle.

panigale v4 engine

fot: www.ridetobe.com

3 komentarze

    • Monika Harwas
  1. Olo

Skomentuj