Mój pierwszy motocykl…

Czyli motocyklowe początki jeżdżących dziewczyn.

 

Pamiętacie tę chwilę, kiedy odpaliłyście motocykl po raz pierwszy?

Tę niezwykłą mieszankę adrenaliny i szczęścia? To poczucie wolności? Tę myśl, że Chryste Panie, od teraz nic już nie będzie takie samo?

Wróćmy na chwilę myślami do tego dnia. Ja wracam do niego często, był dla mnie przełomowy. Tego dnia uświadomiłam sobie, że mogę. Mogę, jakkolwiek szalone i nielogiczne by się to wydawało, robić wspaniałe rzeczy w postaci zakupu motocykla. Spełniać marzenia mogę. I to dało mi, słuchajcie, tak porządnego i pozytywnego życiowego kopa, że jego podmuch czuję po dziś dzień.

Myślę, że wszystkie miałyśmy tak samo.

Niektóre z nas zaczynały jako dziewczynki, niektóre spełniły swoje marzenia dopiero jako dorosłe kobiety. Każda z nas przeszła swoją drogę. Nasze historie, mimo, że często tak różne, mają jeden wspólny mianownik – wszystkie poszłyśmy za głosem serca. Może wbrew logice, może na przekór wszystkiemu i wszystkim, dopięłyśmy w końcu swego.

Tym, może nieco patetycznym (a co tam!) wstępem chciałam przedstawić dziś historię kilku niezwykłych dziewczyn. Poprosiłam je, żeby pokrótce opisały swoje motocyklowe początki. Punktem wyjścia miał być pierwszy motocykl – ciekawa byłam, jakie to były maszyny, jak się sprawowały, jak je wspominają ich właścicielki. Z tych opowieści niespodziewanie wyłonił się jednak inny, przepiękny obraz – wspaniałych, odważnych, upartych, żyjących z zgodzie ze sobą kobiet.  Kobiet – inspiracji.

Każda z poniższych historii to fantastyczny przykład podążania za swoim wewnętrznym głosem. Każda wzrusza, daje przykład, w każdej z tych opowieści czuć ducha jej bohaterki. Dla mnie samej czytanie poniższych relacji było dużym przeżyciem, w końcu zaczęłyśmy wszystkie tak samo. Od jednego, szalonego marzenia.

Zapraszam Was do lektury, zaczytajcie się i Wy:

Joanna Miller, trzykrotna Mistrzyni Polski Motocrossu w klasie kobiet, zdobywczyni 5 miejsca w klasyfikacji generalnej w Mistrzostwach Europy w 2017 roku i miejsca na podium w Mistrzostwach Świata w Arco di Trento w 2012 roku, bezapelacyjnie jeden z najlepszych polskich riderów offroadowych na arenie światowej:

„Moja przygoda z motocyklem zaczęła się kiedy miałam 12 lat, w 2006 roku. Zobaczyłam pierwszy trening chłopaków na jednym z gdyńskich torów i od tamtej chwili pytałam taty kiedy pojedziemy na trening… Był tylko jeden mały problem – nie miałam motocykla. Po około pół roku ciągłego dopytywania tata zlitował się nade mną i kupił mi pierwszy motocykl. Był to HM 50cc wielkości aktualnej 125… Można sobie więc łatwo wyobrazić jak jako dwunastoletnia dziewczynka ledwo sięgałam na nim do podnóżków, a co dopiero do ziemi. Jednak nie zniechęciło mnie to do tego sportu. Musiałam tylko pamietać, żeby zatrzymywać się koło taty albo trenera żeby mogli mnie złapać. Kilka treningów później tata wymienił motocykl na Yamahę YZ 85cc. To idealna pojemność dla kogoś, kto zaczyna trenować motocross w wieku 11-14 lat.

Treningi…na samym początku to nawet za dużo powiedziane. Motocross miał być formą zabawy i spędzania wolnego czasu. Jeszcze wtedy nawet nie marzyłam, że będę startować z sukcesami w Mistrzostwach Świata czy Europy.
Pierwsze kilka lat rywalizowałam tylko z chłopakami bo nie było żadnej innej dziewczyny w Mistrzostwach Polski. Wydaje mi się, że dzięki temu znajduję się dziś tu, gdzie jestem. Nauczyło mnie to woli walki i oczywiście pokory… Z wiekiem chłopcy robili duże postępy, a ja malutkie kroczki przewlekane kontuzjami. Była to jednak lekcja, którą musiałam odrobić. Bez niej nie stanęłabym pewnie na podium.”

https://www.facebook.com/joannamillermotocross/

Joanna Miller pierwszy motocykl

co tu się odjamasza…

 

Joanna Miller motocykl

 

Ola, działaczka w ekipie Moto Lejdis Lublin, mama dwóch dziewczynek, regularnie jeździ i zawstydza innych po torach w Polsce i Europie:

„Przygoda z motocyklami zaczęła się u mnie trochę niestandardowo. Kurs na prawo jazdy zrobiłam… No właśnie… Po urodzeniu pierwszej córki:) Dlaczego wtedy? Szukałam dla siebie jakiejś odskoczni, jeżdząc na motocyklu zaczęłam stopniowo odkrywać swoją prawdziwą naturę i siłę, która najwyraźniej gdzieś głęboko drzemała we mnie. Nie mam w rodzinie motoryzacyjnych zapaleńców, nie jeździłam jako dziecko na motorynce. Swoje pierwsze „motocyklowe kroki” stawiałam w 2011 roku mając 24 lata, a w 2012 zapisałam się na kurs. Jako, że egzamin zdawałam na Hondzie Varadero 125, na pierwszy motocykl wybrałam Kawasaki Ninje 250R. Chciałam zacząć od małej pojemności, bo nauka jazdy dla takiego świeżaka to jedno- a ja najbardziej obawiałam się jak sobie poradzę podczas samodzielnego przemieszczania się po mieście po odebraniu prawka. Cieszę się, że na „pierwszy rzut” wybrałam 250-tkę, Kawa sporo mnie nauczyła a i wybaczyła parę błędów… przejeździlam nią niepełny sezon, aż poczułam się na tyle pewnie by spróbować czegoś mocniejszego. Następne były już Kawasaki ZX-6R 636, ZX-6RR, ZX-6R (kupiłam będąc w ciąży z Oliwią, moją drugą córką), aż po ostatnie moto jakim był Triumph Daytona 675R. W tej chwili szukam inspiracji na kolejny motocykl, możliwe że będzie to coś o większej pojemności, chociaż na 600 jeździło mi się świetnie. Czas pokaże!”

https://www.facebook.com/motolejdis/

moto lejdis lublin

jakie motocykl na pierwszy

 

Monika Jaworska „Katanka”, II wicemistrz Polski w klasie Supersport 600 w 2013 roku, Wicemistrzyni Europy w klasie Kobiet i Wicemistrzyni Włoch Kobiet Superstock 600 z 2009 roku, Mistrzyni Włoch Trofeo Femminile Stock 600 z 2011 roku, Mistrzyni Polski Honda Gymkhana w klasyfikacji kobiet, najbardziej utytułowana polska zawodniczka motocyklowa, członkini Kadry Narodowej, założycielka i trener w szkole doskonalenia techniki jazdy motocyklem „Katanka”:

„Czy chciałabyś napisać gościnnie parę zdań o swoim pierwszym motocyklu?
O motocyklach mogę rozmawiać godzinami, więc trafiłaś w dziesiątkę! Pierwszy motocykl to było spełnienie moich największych marzeń, tym bardziej, że przed nim miałam skuter – SUZUKI AY50 KATANA ( stąd też wziął się mój pseudonim KATANKA). Przygodę z motocyklami zaczęłam od pojemności 125. Mimo, iż technika od tamtych czasów niesamowicie się rozwinęła, uważam, że nadal jest to idealna pojemność dla początkujących kierowców. Potępiam ludzi, którzy ledwo zrobią prawo jazdy kat.A , a zaczynają od 600-tek, bądź większych maszyn, czasami dla lansu, czasami dlatego, że kolega polecał i też ma taki, czasami z niewiedzy… przyczyn może być wiele, ale uważam to za głupotę. Często powtarzamy uczniom naszej szkoły techniki jazdy – najpierw technika, a potem prędkość, nigdy na odwrót.
Bardzo długo suszyłam głowy rodzicom, prośbami o kupno pierwszego motocykla. Mój Tata był za tym, ale niestety Mama była nieugięta. Dlatego kupiliśmy moto z Tatą w tajemnicy przed Mamą. Kiedy została postawiona przed faktem dokonanym już było za późno, ale myślę też, że pękła na widok mojej radości.
Dzięki temu motocyklowi, zaczęła się moja przygoda z wyścigami na torach. Po pewnym czasie planowałam kupić motocykl o większej pojemności. Pojechałam przyjrzeć się kilku modelom w salonie Hondy w Krakowie. Trafiłam na właściciela, który przekazał mi informację, że odbywają się bardzo ciekawe zawody – Puchar Hondy CBR 125 CUP i zaczął namawiać na start. Tutaj znowu musiałam wiele czasu poświęcić aby namówić Mamę, żeby się zgodziła. Już wcześniej ciągnęło mnie do tego sportu, od kilku lat próbowałam przekonać Mamę, żebym mogła spróbować swoich sił. Byłam wtedy jeszcze niepełnoletnia, więc zgoda rodzica była konieczna. Niestety nie udało się. Za to kiedy przyszedł czas Pucharu Hondy, miałam już 20 lat, więc, kolejny raz w tajemnicy przed Mamą, dopięłam swego. Wystartowałam i wtedy zrozumiałam, co tak naprawdę chcę robić w życiu, co daje mi największą radość, satysfakcję i jednocześnie wolność.
Moim pierwszym motocyklem był CAGIVA MITO 125, odkupiłam go od poprzedniego właściciela z Bielska-Białej. Zaczęłam jeździć dużo wcześniej, bo w wieku 8 lat. CAGIVĘ kupiłam w wieku 15 lat. Jeździłam na niej przez rok i bardzo sympatycznie wspominam ten czas. Pierwszy motocykl to niesamowite przeżycie dla każdego motocyklisty.
Skąd marzenie o motocyklu? Myślę, że szczęśliwie samo mnie znalazło. Z dwoma kółkami miałam styczność już w wieku przedszkolnym, kiedy Tata woził mnie do przedszkola Simsonem. Już wtedy największą radość dawało mi kręcenie manetką kiedy Tata mi pozwalał. Do tej pory mam ten obraz przed oczami, kiedy siedzę na baku i trzymam kierownicę. Od tamtej pory nie rozstawałam się z maszynami na dwóch kołach, towarzyszą mi do dziś.”

https://www.facebook.com/Katanka100/

https://www.facebook.com/MotoSzkolaMonikiJaworskiej/

Katanka

panigale

I na koniec pozwolę jeszcze sobie na parę słów ode mnie, bo w takim doborowym towarzystwie się znaleźć to niecodzienna sprawa, więc chętnie skorzystam:

W mojej głowie pomysł posiadania własnego motocykla zakiełkował gdzieś w okolicach gimnazjum. Na początku nieśmiało przeglądałam gazety z motoryzacyjnymi nowinkami, rozumiejąc z technicznych opisów całe nic, ale za to intensywnie podziwiając obrazki. Spełnienie marzenia o własnych dwóch kółkach wydawało się być na tyle nierealne, a mój zapał na tyle słomiany, że po krótkim okresie męczenia rodziców o skuter odpuściłam temat i skupiłam się na innych hobby. Ale marzenie bulgotało sobie cały czas ukryte gdzieś pod powierzchnią, aż dnia któregoś dostałam znak od niebios. W wieku 25 lat wygraliśmy ze znajomymi konkurs na You Tubie i wpadła nam niespodziewana gotówka. To był TEN moment. Kompletnie zielona w temacie, w google wpisałam po prostu  „motocross Warszawa” – uznałam, że na taki motocykl najprędzej będzie mnie stać, poza tym znajomy doradził mi, żeby zacząć od crossówki i zobaczyć, czy w ogóle będzie mi się jazda na motocyklu podobała. Nie miałam bladego pojęcia o jeździe i o motocyklach, nie znałam nikogo, kto jeździł i mógłby mi podpowiedzieć. Miałam tylko swoją wizję i niepohamowany entuzjazm. Moim pierwszym pojazdem została Yamaha YZ 85ccm, oczywiście za mała i oczywiście przepłacona. I się zaczęło. Zapał nie ostygł, a wręcz przeciwnie – każdą jedną zarobioną za kelnerską pensję złotówkę wydawałam na treningi, po każdej glebie (a trochę ich było…) z bananem na twarzy otrzepywałam kolana i wskakiwałam na Jadźkę z powrotem. No nie było takiej siły, która mogłaby mnie wtedy zniechęcić. Zawzięłam się okrutnie. Ciężko mi było, nie będę ukrywać – byłam sama jak palec w zupełnie nowym i nieznanym świecie, parę razy dałam się wybitnie brzydko oszukać, supłanie pieniędzy na treningi było mistrzowskim logistycznym wygibasem, a jakiegoś specjalnego talentu do jazdy od Opatrzności też niestety nie dostałam. Dostałam za to porządną dawkę uporu. Wyszarpałam, wymęczyłam i wyharowałam sobie drogę do swojego marzenia. I nieskromnie powiem – no cholernie dumna z siebie jestem. Od tego czasu minęło 5 lat – zdążyłam w międzyczasie przesiąść się na rozmiar większą YZ, a następnie sprzedać ją ku chwale supermoto i czterosuwowego silnika o pojemności 450ccm. Teraz celem jest prawko i prawilna jazda na większych pojemnościach – dojrzałam, czy co? Jedno natomiast nie uległo zmianie – cieszą mnie te motocykle okropnie, nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że z każdym rokiem coraz bardziej.

yamaha yz85

Motocross w Mysiadle

większa pojemność, większy… fart 😉

 

Jeszcze coś, w ramach zakończenia – bardzo zależało mi na powyższym poście. Chciałam zaangażować do niego wszystkie dziewczyny, które są (i były) dla mnie ogromną inspiracją. Oddaję dzisiaj w Wasze monitory tekst, który sama chciałabym przeczytać w czasach, kiedy własny motocykl był jedynie w strefie marzeń. Mam wielką, wielką nadzieję, że być może chociaż jedna z powyższych historii zainspiruje kogoś do ruszenia po swoje. Czekam na Wasze historie, jestem ich szalenie ciekawa – może któraś z Was zechce się pochwalić swoją motocyklową drogą na łamach tego bloga? Inspirujcie kolejne pokolenia jeżdżących babeczek :))

Do zobaczenia niebawem,

M.

3 komentarze

  1. Justyna
    • Monika Harwas
  2. Justyna

Skomentuj