Nikt tak nie przyfasoli kobiecie, jak druga kobieta…

Czyli o tym, jak to Gretkowska pożarła się z Rozenek-Majdan.

 

Z zainteresowaniem śledzę wymianę postów na linii Gretkowska – Rozenek-Majdan. I bynajmniej nie dlatego, że lubuję się w konfliktach, bo te akurat staram się w życiu minimalizować, ale dlatego,  że w argumentach zarówno jednej, jak i drugiej pani jest sporo racji.

Mamy tu starcie dwóch sił – siły intelektu z siłą telewizyjnego PRu. Obie osobowości są ciekawe – pani Małgorzata zgrabnie tuszuje rozbieżność pomiędzy swoim ekranowym wizerunkiem, a zawartością swoich kanałów social media, a pani Manuela z kolei boleśnie przypomina nam, że life jest jednak brutal i różami nie usłane, czym wpędza swoich czytelników w regularne stany depresyjne.

Konflikt cały tyczy się sesji Perfekcyjnej Pani Domu w pewnym poczytnym magazynie, w której to wspomniana celebrytka pławi się w luksusach razem z mężem swym Radosławem Majdanem, a tłem do miłosnej sesji jest pysznie rozbuchany Dubaj. Trzeba to przyznać otwarcie – kurcze, no trochę obciach. Kiczem to pachnie na odległość, odrealnione to jest totalnie, raczej wywołuje śmiech niż zachwyt. Słowem – Dynastia poszła w tango z tym bogatym wujkiem kaczora Donalda, co to nurkował w złotych monetach.

Natomiast nie można też zaprzeczyć – fotki z mężem każdy ma prawo sobie cykać jakie chce. Estetykę każdy dobiera sobie sam, według własnego uznania – czy to będzie wanna pełna dwuzłotówek czy pluszowy strój Kłapouchego. Nasuwa się tu natomiast pytanie, zgrabnie ujęte w wywód w wykonaniu Gretkowskiej – jaki to wszystko ma wpływ na społeczeństwo, a przede wszystkim na młode dziewczyny?

Czy, jeżeli epatujemy głównie ciałem i bogactwem, nastolatki nie uznają tego za normę zachowań?

Wszak z Instagrama co rusz zalotnie zerkają na nas seksowne pół-lalki, pół-kobiety, ogólne entuzjastyczne fit-szaleństwo to też jest przecież sztuczne nastawianie na „sukces”, a przekaz niewerbalny, niestety, często odczytywany jest jednoznacznie – bez sześciopaka i brazylijskich pośladków nie jesteś super. Jeżeli nie wyglądasz super, nie jesteś super. Jeżeli nie masz super telefonu, nie jesteś super. I takie dziewczę, otumanione wirtualną super-rzeczywistością, otwiera gazetę, a tam dostaje jeszcze w twarz czterdziestoletnią kobietą o aparycji dwudziestolatki (tutaj akurat propsy, pani Małgorzato, wow, serio) w sowitej panierce ze złota. Aha, czyli to tak trzeba, to się w życiu liczy. To jest super.

I ja tu rozumiem postawę Gretkowskiej – mnie też martwi, że to już norma. Powtórzę za Sylwią Chutnik – a gdzie zdjęcia kobiet z encyklopedią w dłoni, kobiet-naukowców, kobiet-pilotów, kobiet-polityków? Dlaczego my nie wychwalamy publicznie zalet umysłu, wykształcenia, hobby? W którym momencie to się przestało opłacać, powiedzcie mi?

Niech internetowe dziewczyny będą superseksowne, niech się wypychają, czym tam chcą – sama byłabym hipokrytką mówiąc, że wygląd dla mnie nie ma zupełnie znaczenia i doprawdy nie wiem co te wszystkie pudry robią w mojej kosmetyczce – ale na Boga, niech te idealnie wykonturowane piękności pokażą też, że coś tam się pod burzą loków dzieje ciekawego. Takiego świata potrzebujemy – potrzebujemy porządnych wzorców. Wzorców, co mają nie tylko fajnie na zewnątrz, ale przede wszystkim zajebiście świetnie w środku.

Tym samym trochę rozumiem oburzenie Gretkowskiej. Rozenek, chcąc nie chcąc, próbuje nam wmówić, że sukces to znaczy oblepiona błyskotkami siedzieć w wannie, a za lokaja mieć swojego męża. To jest pewnie niespecjalnie i to jest totalnie podprogowe, ale niestety, może być szkodliwe. A będąc osobą publiczną powinno się mieć tego świadomość.

Odpowiedź Rozenek-Majdan na zarzuty Gretkowskiej jest może mało elegancka (prywatne wrzuty o dzieciach), ale trafia w jeden czuły punkt.

I ja dzisiaj chciałabym o tym.

My, kobiety, mało się wspieramy. 

Oceniamy się zazwyczaj najsurowiej, często jesteśmy pierwsze do wypunktowania porażek tej drugiej, rośniemy czasem wprost proporcjonalnie do malejącego autorytetu innej. Kopiemy dołki, knujemy intrygi, opanowałyśmy emocjonalny szantaż w stopniu mistrzowskim.

Nikt ci tak nie wbije szpili nagle i zaskoczenia, jak druga kobieta.  

Nikt nie umie tak ubrać obrazę w słowa, tak pięknie zawoalowaną ci ją podać, że będzie cię bolała jeszcze długo po aplikacji.

Nikt tak celnie nie zdiagnozuje Twoich słabości.

Nikt nie jest tak bacznym obserwatorem, gotowym wychwycić najmniejsze drgnięcie Twojej powieki.

Ale z drugiej strony – nikt tak kobiety nie zrozumie, jak druga kobieta.  

Pięknym jesteśmy dziełem – równie skomplikowanym, co prostolinijnym. Kiedy trzeba, rzucamy wszystko i biegniemy na pomoc. Organizujemy się i jednoczymy w obliczu zagrożenia. Wspieramy się jak nikt inny. Rozumiemy swoje słabości. Godzimy się i wybaczamy. Razem płaczemy, razem krzyczymy, razem przeżywamy chwile wzruszenia i radości. Gotuje się w nas, buzuje, przelewa, bucha ogniem. Jesteśmy wulkanami energii albo ostojami spokoju. Jesteśmy tak różne, że to aż nieprawdopodobne. Nie zgadzamy się, ale szukamy porozumienia. Jesteśmy mądre życiowo, mądre, bo naczytałyśmy się książek, mądre, bo po terapii, mądre, bo po babci. Jesteśmy absolutnie jedyne w swoim rodzaju. Z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Jesteśmy fascynujące. 

Ja nie mówię, że teraz powinnyśmy wszystkie radośnie i bezkrytycznie sobie przyklaskiwać rączkami, i że jedynym kryterium naszej oceny powinien być brak chromosomu Y, i że to wystarczy. Nie, nie, absolutnie. Nie głosuj na kobietę tylko dlatego, że jest kobietą. Głosuj na mądrego człowieka. Mądrość nie ma zestawu chromosomów.

Chodzi mi bardziej o to, żeby poluzować szelki. Pośmiać się z siebie nawzajem, z dystansem spojrzeć na siebie, okiem łaskawym.

I nieważne kto tu ma rację – Rozenek może sobie z mężem robić zdjęcia jakie tylko chce, a Gretkowska ma święte prawo martwić się o intelektualną przyszłość Polski – ważne jest, żebyśmy wyluzowały. Obciachowa sesja, no to obciachowa, no trudno, przybij, Gośka, piątkę, chodź, zróbmy coś fajnego razem – może jakąś kampanię o tolerancji i dogadywaniu się mimo dzielących nas różnic?

jerry-kiesewetter-195442

2 komentarze

  1. Olo
    • Monika Harwas

Skomentuj