Czy Harleyem da się jeździć po torze?

Czyli o tym, jak Street Rod 750 został motocyklem sportowym.

 

Człowiek w życiu wpada na różne pomysły. Czasem są genialne, patrz majonez, czasem może mniej udane, patrz spodnie-dzwony. Testujemy co się da i jak się da, badamy granice, na własnej skórze sprawdzamy, czy jeszcze tak można, czy już nie bardzo, patrz nastoletnia ja próbująca wyprasować strój kąpielowy. Kto nie próbuje, ten świata nie podbije, wiadomo.

Wyobraźcie sobie teraz z jakim niedowierzaniem przyjęłam więc z mężowych ust wiadomość o zbliżającym się wydarzeniu, marką Harley-Davidson sygnowanym, który odbyć się miał na torze, nota bene, kartingowym. Oto ci pomysł z prawdziwego zdarzenia, rzec by można. Aż głupio nie zobaczyć.

Harley-Davidson to taka stateczna marka – z historią sięgającą początków XX wieku (115. urodziny w przyszłym roku!). Wymyślili dwucylindrowy silnik w układzie V i setki wolnościowych haseł idealnie komponujących się z archiwalnymi zdjęciami buntowników wszelkiej maści. Harley-Davidson… zamykasz oczy i widzisz rosłego, brodatego Amerykanina sunącego trasą nr 66 w stronę zachodzącego słońca z piosenką Guns’n’Roses w tle.

A tu…Niespodzianka!

Jedziemy na tor w Słomczynie.

O ile byłam raczej sceptycznie nastawiona do testowania ciężkich maszyn na torze (ah! jakiej małej wiary człowiek ze mnie!), o tyle na tor do Słomczyna przyciągnął mnie ON.

Street Rod 750.  

street rod 750 test

Szansa była jedyna w swoim rodzaju – w tym roku wyjątkowo zawiodłam zmotoryzowaną cześć swojego jestestwa i nie zdążyłam zrobić prawa jazdy, więc większe pojemności muszą poczekać do wiosny. A tu okazja sama pchała mi się pod nos – i ja też, najzwyczajniej na świecie, wepchałam się w kolejkę jeżdżących.

harley davidson street rod test

Szybciutko szybciutko, bo się zorientują!

Street Roda byłam ciekawa z dwóch powodów – po pierwsze z kontrowersji, jakie budzi ten „najmniej harleyowaty harley świata”, a po drugie – po prostu uważam, że jest ładny.

Co do kontrowersji – Harley-Davidson co rusz próbuje otworzyć się na nowe pokolenia motocyklistów. Żeby to osiągnąć, trzeba do marki przekonać ludzi, którzy niekoniecznie się z nią utożsamiają. Trzeba im zaproponować coś nowego. Przed testem zrobiłam mały internetowy research i jadąc na tor wiedziałam już, że Street Rod to jedna z wielu prób przyciągnięcia „świeżej krwi”. Był XR1200 o sportowym charakterze, był V-Rod (bestia prawdziwa!), był Roadster, aż w końcu przyszedł czas na Street 750. No i tu zdania są podzielone, i za każdym razem, kiedy pojawia się odstępstwo od tradycyjnej linii, równie głośno słychać zachwyty, co okrzyki sprzeciwu.

Street Rod to wariacja na temat Street 750, aczkolwiek dowiedziałam się też, że różnice są tak znaczące, że możemy tu mówić o nowym motocyklu. Mamy tu: mocniejszy silnik (High Output Revolution X) i lepsze podwozie. Nowe są wszystkie amortyzatory, w tym odwrócony widelec. Jak to działa i czemu jest lepsze, już tłumaczę – „grubsza część” lagi jest na górze i to ona jest objęta półkami. Dzięki temu konstrukcja jako ogół jest sztywniejsza. Sam widelec jest nową konstrukcją, więc oferuje lepszą amortyzację i sprawniej to wszystko pracuje w zakręcie. Hamulce są również o wiele bardziej wydajne niż w pierwowzorze.

harley davidson street rod recenzja

Tu ładnie widać odwrócony widelec.

No dobrze, ale to wszystko suche dane techniczne, a jak się tym jeździ po torze? 

Jest… zaskakująco. Przede wszystkim – jestem przyzwyczajona do zupełnie innych wrażeń. Supermoto jest leciutkie, w zakręt praktycznie samo się składa, zmieści się wszędzie (nawet pod obcym łokciem) a i momentem obrotowym dysponuje całkiem przyzwoitym.

Tutaj dość szybko musiałam zweryfikować swoje wyobrażenia o tradycyjnym zaiwanianiu – ale Ameryki raczej nie odkryję. Porównywać dwustu-trzydziestokilogramowego właściciela dwucylindrowej „fałki” do  jednocylindrowego czterosuwa o wadze piórkowej to jest tak, jak poprosić Usaina Bolta żeby pościgał się chwilę z twoim mopsem. Czyli całkiem śmiesznie, ale zupełnie bez sensu.

Fajne było to, że okazało się, że Harleyem można. Po torze można i jest całkiem wesoło, no, może do pierwszego przytarcia podnóżkiem jest wesoło, bo potem już zastanawiasz się, czy i kiedy wystawią ci za niego rachunek.  Musiałam się też przyzwyczaić do większego promienia skrętu (ale, no właśnie, porównuję z supermoto więc wiadomo).

street rod recenzja

_DSC1596

street rod test polska

Jeżeli chodzi o plusy:

  • Street Rod 750 łagodnie oddaje moc. Dzięki temu łatwiej jest jechać płynnie, a i błędów wybaczy sporo.
  • Miał nie skręcać, a skręca. W zakrętach zachowywał się przewidywalnie. Może nie da się nim spektakularnie złożyć (podnóżki!), ale motocykl jest stosunkowo krótki, więc w zakręt wchodzi naprawdę przyzwoicie.
  • Jest piękny! Mówcie co chcecie, ale ja tam jestem estetą – mi się podobają czarne maty, perforowane wykończenia, prosta kiera i okrągłe lusterka. Do tego skóra, zdjęcia w sepii i cały Instagram mój. Ah, i zapomniałabym – można do niego w nieskończoność dobierać akcesoria, czyli uznajmy go za lepszą wersję Barbie dla dorosłych.
  • Ma dobrą cenę – w porównaniu z innymi z rodziny H-D 30 tysięcy można chyba uznać za konkret propozycję.

Przejdźmy do minusów:

  • Zastanawia mnie pozycja na nim – nogi są tu dość wysoko, nie wiem, czy na dłuższą metę nie byłoby to męczące. Trzeba byłoby zainicjować dłuższy test i wtedy oceniać – na torze wcale mi to nie przeszkadzało, ale generalnie na torze mało rzeczy mi przeszkadza 😉
  • Jestem przyzwyczajona do bardzo ostrych hamulców – trochę mi w Street Rodzie tego brakowało. Na torze zazwyczaj wystarcza mi przedni hebel, tym razem jednak trzeba było sobie pomagać tylnym, co z kolei owocowało slajdami (co może jednak jest zaletą?)

Plus i minus jednocześnie:

  • mało w nim typowego Harleya – tu wymądrzać się nie mogę, bo Street Rod to jedyny motocykl, na którym jeździłam tego dnia, więc porównania z typowymi Harleyami nie mam. Zwolennicy „dawnych porządków” zwracają przede wszystkim uwagę na miejsce produkcji (Indie) i na cylindry rozwarte pod nie takim kątem, „jak trzeba”. Z drugiej strony dla grupy, która niekoniecznie identyfikuje się z wizerunkiem typowego Harlejowca i nie jest do tych motocykli przekonana, będzie to całkiem nowy motocykl.

Podsumowując – Harley-Davidson Polska, przynajmniej w przypadku Street Rod’a 750, moim zdaniem osiągnął swój cel. Udowodnili, że nowy, mocniejszy silnik, mniejsza waga i porządne zawieszenie obronią szalony pomysł testowania H-D na torze.  Ja się bawiłam doskonale – towarzystwo było wyśmienite, pogoda dopisała, jeść też nam dali. Czego tu chcieć więcej, może dłuższego sezonu?

To ja jeszcze chciałam pokazać ludzi, którzy potrafią:

_DSC1390

_DSC1452

_DSC1664

Jest stylówa:

_DSC0748

fot: oczywiście Tomazi!

 

One Response

  1. Olo

Skomentuj