Koniec z tym!

Internet i ja jakoś średnio się dogadujemy.

 

Ci, którzy czytają mnie już jakiś czas pewnie pamiętają wpis o tym, jak to mi obrzydł Internet.

Był taki moment, niecały rok temu, że miałam dość. Opatrzyły mi się instagramowe filtry, sztuczne, pozowane zdjęcia „tylko lepszym profilem”, opatrzyło mi się to całe internetowe udawanie, że jest cacy kolorowo, bezstresowo i w ogóle jakby luksusowo. Nie chciałam się tak eksponować, wystawiać, pokazywać swojego prywatnego życia, bo nic tak nie przyciąga lajków jak prywata, gdzieś miałam te lajki, to wyginanie się, te sztuczne uśmiechy, idiotyczne pozy. Skoro tak wygląda Internet i blogowanie, to ja dziękuję.

Wylogowałam się. 

Akurat przygotowywałam się do swojego ślubu, i była to sprawa tak dla mnie prywatna i intymna, że postanowiłam zachować ją tylko dla siebie. Postanowiłam też sprawdzić czy pamiętam, jak to było bez Internetu i zrobiłam sobie od niego przerwę. Blog przez parę miesięcy leżał odłogiem, na Facebooka wchodziłam tylko po to, żeby odczytać wiadomości, o Instagramie zapomniałam całkiem.

Było wspaniale. 

Czytałam książki, pracowałam, jeździłam na motocyklu, wyszłam za mąż… raz na jakiś czas przewijała się myśl, że może by coś napisać, w końcu lubiłam to przecież, ale odsuwałam ją na bok, później o tym pomyślę, wiecie, jak to jest.

Któregoś dnia moja mama napomnknęła: „Już nic nie piszesz, lubiłam Cię czytać”. Coś mnie tknęło. Otworzyłam piachipudrowego maila.

Nie, nie zalała mnie fala nieodczytanych maili od miliona stęsknionych czytelników, którzy nie potrafią żyć bez mojego bloga, nie będę Was oszukiwać.

Maile były dwa.

I były tak szczere, ciepłe, naładowane taką fajną energią…

Fajnych ludzi ten blog przyciągał.

Cholera, chyba się za nimi stęskniłam. 

Wtedy zdałam sobie sprawę z bardzo ważnej rzeczy – to MY jesteśmy Internetem. My go tworzymy. My zostawimy po sobie wpisy, zdjęcia, blogi i video – i to od nas zależy, czy będziemy ludzi ogłupiać w pogoni za pustymi lajkami, czy pokażemy im coś fajnego i wartościowego, czy czegoś ich nauczymy. Wreszcie to my klikamy, oglądamy, lajkujemy – to MY wybieramy.

Pierwszą transmisję live na Facebooku odpaliłam, bo był Sylwester i dziewczyna właśnie odwołała umówiony wcześniej make up. Zostałam z dwiema wolnymi godzinami w sylwestrowe popołudnie.

No to może pokażę dziewczynom, jak się malować?  

Chyba nigdy tak bardzo nie pragnęłam żeby wysiadły korki, niż jak wtedy przed kliknięciem „Rozpocznij transmisję live”.

Chwyciło. Takiego zasięgu w życiu nie miałam na FP, zaintersowanych było sporo, były pytania, wątpliwości, były komentarze, że takiej lekcji było potrzeba.

Serce mi podpowiedziało, żeby w to wejść.

Wiecie, ja w tych transmisjach postawiłam na szczerość i naturalność – ma być rzetelna lekcja makijażu, podparta moją wiedzą i doświadczeniami. Dzielę się tym, co wiem i umiem, a jak czegoś nie wiem, to sprawdzam albo podpowiadam, gdzie poszukać informacji. Te transmisje są prawdziwe – jak mam nagły atak trądziku, to robimy lekcję o korektorach, jak się przejęzyczę albo sypnę suchym żartem, to wiecie, że taki ze mnie człowiek – suchar i trzeba się z tym pogodzić. Chcę przekazywać swoją wiedzę, ale też pokazać, że siebie, swoją skórę i swój organizm trzeba kochać, szanować i o niego dbać. Chcę pokazać, że makijażystka to wspaniały zawód, gdzie pracuje się z drugim człowiekiem, gdzie wydobywa się z niego to, co w nim najpiękniejsze i to nie tylko w aspekcie fizycznym. Wreszcie chciałabym udowodnić, że nie można dać się włożyć do szufladki, że pani od pudru nie musi być głupią pindzioliną, że może mieć coś w głowie a po godzinach zgłębiać, na przykład, tajniki momentu obrotowego, i że jeśli oceniasz kogoś po okładce to coś jest po prostu z Tobą nietegez.

Koniec z tym! Koniec z Internetem, który pielęgnuje głupotę!

Idziemy z transmisjami o krok dalej. Zagłębiamy się, uczymy nowych rzeczy – zaprosiłam ekspertów, którzy razem ze mną będą odpowiadać na Wasze pytania i dzielić się tym, co najlepsze i najbardziej wartościowe – wiedzą.

Już w następną środę, 21.06 o 20:00 wyjątkowa transmisja – razem z ekspertem w dziedzinie żywienia, dietetyk Anetą Łańcuchowską opowiemy Wam jak dbać o siebie od wewnątrz. W końcu jesteś tym, co jesz! Dowiecie się jakie produkty są dla naszej skóry zbawienne, a co może nam zaszkodzić. Przygotowałyśmy też dla Was niespodziankę w postaci konkursu z nagrodą, a podczas transmisji zrobimy pyszny koktajl.

Włożyłyśmy w ten projekt nasze serca – nakręciłyśmy trailer, wymyśliłyśmy scenariusz, przygotowujemy się do transmisji jak do występu na olimpiadzie. To wszystko dlatego, że obie mocno wierzymy w to, że sieć to nie tylko śmieszne koty, wyginanie się w dziwnych pozach i lukrowane zdjęcia bez żadnego przekazu.

My robimy swój własny Internet.

I zapraszamy Was do niego serdecznie 🙂

2 komentarze

  1. Gosia N.
    • Monika Harwas

Skomentuj