Tor Łódź – pierwsze wrażenia.

Czy warto zabrać tam motocykl?

Wolna niedziela!

Takie rzeczy to się w naszej dwuosobowej rodzinie zdarzają wyjątkowo rzadko, więc trzeba sytuację dobrze wykorzystać. A jakby tu najlepiej skonsumować dzień wolny, żadnymi obowiązkami i pracą nieskażony?

Na motory jedziemy!

Pakujemy supermociaki, kierunek – tor Łódź!

Usłyszawszy to hasło, ucieszyłam się niezmiernie – tam mnie jeszcze nie było, a słuchy mnie doszły, że zacne to miejsce, na fejsbuku wyczytałam, że zakrętów mnogość, różnica poziomów, że proste takie długie… Sprawdźmy, co tam nam producent obiecuje.

Akurat do Łodzi przyjechać to z Warszawy żaden problem – autostradą sunie się aż miło, ładnie w radiu śpiewają, w dłoni kawa, w ręku gazetka, mąż obok… ahh więcej takich niedziel poproszę! Dobrze jeszcze nie zdążyłam zagłębić się w najnowsze plotki z wielkiego świata, a tu już się okazało, że dojeżdżamy. Tor Łódź w Łodzi nie jest w samej Łodzi, a w Strykowie, więc jeszcze bliżej bo dwa zakręty za autostradą.

Wychodzę z samochodu, przeciągam się, rozglądam…

Całkiem profeska.

Przede mną rozciąga się tor, i już widzę, że to nie byle co – wszystkich zakrętów wzrokiem nie ogarniam, znaczy się, że całkiem spory. Po lewej parking dla samochodów, po prawej budynek główny (a w środku czyściutko, nowością pachnie – wszystkie przebierające się w toaletach dziewczyny z pewnością mnie teraz zrozumieją).

Tor Łódź

Pierwsze wrażenie – bardzo pozytywne. Nie mogę doczekać się jazdy!

Zanim zaczniemy – odprawa. To dla mnie nowość, bo dotychczas odprawa zawodników kojarzyła mi się tylko z zawodami motocrossowymi, a tu proszę – zwykły trening, a pogadanka musi być. Na ekranie wyświetla się tor, objaśnienie flag, krótka instrukcja BHP – jeżeli chodzi o mnie, to podoba mi się taka forma zaznajomienia z torem, w końcu jestem tu pierwszy raz, chętnie dowiem się co i jak. Pewnie z kolejnej odprawy już się zwolnię, ale jak na debiut – fajnie, że przewidzieli coś takiego.

Ok, przejdźmy do samego toru – najpierw dwa okrążenia zapoznawcze, jedziemy wszyscy, powolutku, zaznajamiamy się z torem. Już widzę, że w wąskich zakrętach będę cierpieć (szczególnie jeden taki w prawo, ale o nim za chwilę). Jest jedna fajna, długa prosta – przełamana, więc trochę zdradliwa, ale wiążę z nią nadzieję na zapoznanie się z wyższymi biegami.

Wcześniej zostaliśmy podzieleni na dwie grupy, nareszcie czas na naszą – chodźcie tu zakręty, ale was będę łokciem brać i kolanem! Tor w Łodzi jest ciekawy – są tu i łagodne zakręty do których nie musiałam nawet hamować (wystarczyło delikatne odjęcie gazu) a są i takie, które będą wyzwaniem przez wiele kolejnych treningów (wąski w prawo, nie mam na ciebie pomysłu – próbowałam hamować wcześniej, później, wystawiałam nawet nogę z braku innych idei, a na koniec zabawy z tobą uciekł mi przód. A niech cię, jesteś moim wakacyjnym wyzwaniem). Tor faktycznie jest dość długi (Na stronie podają 1,5km. Dla porównania Radom ma 870m długości). Zakrętów jest sporo – na Fejsbuku jest informacja że 17, ale że to zależy zapewne od konfiguracji. Długa prosta (wbita czwórka, oszaleję) jest jedna, ale fajna, bo niestandardowa – aczkolwiek pan przed wjazdem straszył, że przełamana i uwaga, bo wynosi. Jak Was poniesie to przy wyprzedzaniu można na kogoś wpaść. Odpukać, nie wpadłam.

Jak każdy obiekt, tor Łódź ma swoje plusy i minusy. I postanowiłam subiektywnie go podsumować.

Jeżeli chodzi o plusy, to tutaj zaliczyłabym:

  • ciekawą nitkę – tak, jak wyżej. 1,5 km, zróżnicowanie zakrętów, to wszystko sprawia, że jazda nie nudzi, a wręcz przeciwnie – z kółka na kółko jest coraz fajniej. Aha, i istnieje możliwość zmiany kierunku jazdy – a to kolejne urozmaicenie, jakby nie było.
  • profesjonalne przygotowanie – na miejscu jest karetka, tor jest zadbany, czysty, żadne tam kamienie czy plamy oleju. W budynku przy torze napijesz się kawy (chociaż, jeśli mam być szczera, zupełnie tego nie zauważyłam w amoku jeżdżenia, a dopiero przeczytałam na stronie), spokojnie przebierzesz się w nowej łazience (wszystkie dziewczyny noszące kombinezony łączcie się!), a na zewnątrz usiądziesz sobie przy jednej z ław
  • dobry dojazd – blisko A2, z Warszawy jechaliśmy ok godzinę
  • przyjazną atmosferę – miło, sympatycznie, no ale wiadomo, wszyscy motocykliści to fajne człowieki!

Tor Łódź

Są i minusy, i tutaj:

  • stosunek ceny do długości jazdy – w tygodniu 89zł, w weekendy 119zł za 2,5 godziny jazdy, z czego tak naprawdę jeździliśmy połowę (my byliśmy podzieleni na dwie grupy, więc w ciągu tych 2,5h wyjechaliśmy 4 razy. Pozostał niedosyt – chciałoby się trochę więcej i dłużej). Jestem w stanie zrozumieć tak wysoką kwotę – na miejscu jest karetka, tor jest przygotowany fest, ktoś włożył mnóstwo prywatnej kasy, żeby w ogóle takie miejsce powstało, ale jednak zdążyłam przyzwyczaić się do standardów motocrossowych, gdzie płacisz 20 złotych i jeździsz dopóki nie odpadają ci ręce. Że tak powiem, asfalt kosztuje!
  • Coś by może zjadł człowiek? Taka sugestia – skoro wszystko na torze Łódź jest pro i nówka sztuka, to może warto by pomyśleć o jakimś zapleczu gastronomicznym? Nic wielkiego – ot, jakaś kanapka? Do najbliższej stacji jest kawałek, a nie zawsze się zdąży człowiek przygotować – tyle rzeczy do zabrania, kto by tam o prowiancie pamiętał!

Nie wiem co mam myśleć o:

  • podziale na 10-osobowe (motocyklowe) grupy – z jednej strony super, bo wszyscy dość szybko się rozjechali i mogłam trenować sobie swoje rzeczy, nie martwiąc się, że

a) ktoś za mną próbuje mnie wyprzedzić i mnie stresuje

b) ja próbuję wyprzedzić kogoś przede mną, co jest chyba jeszcze bardziej stresujące (na razie!)

ale z drugiej strony, no właśnie – wszyscy się rozjechali i nie było z kim pojeździć ani za kim się złapać. Może po prostu prędkość jeszcze nie ta, więc zostawiam tu margines na dalsze rozmyślania o moich umiejętnościach jazdy i szkolenia.

Najważniejsze pytanie – czy warto?

Z tym torem w Łodzi, to jest trochę tak, jakby się wybrać na wakacje do pięciogwiazdkowego hotelu na greckiej wyspie. W trzygwiazdkowym też byłoby spoko, i plaża jest tak samo piękna, ale… no właśnie. I tak odbieram tor Łódź – niby kawa to kawa, ale w porcelanie jakoś lepiej smakuje. Na pewno jeszcze nie raz tam zajrzę, bo uważam, że do nauki jest świetny – dużo elementów do trenowania, zakręty i takie, i takie, i jeszcze takie… Tak, będę tam wracać.

Tor Łódź

A tu link do strony toru: Tor Łódź

Wasze wrażenia? Ktoś był, jeździł, trenował? A może jeździliście w Łodzi na czterech kółkach? Dajcie znać!


 

2 komentarze

  1. Olo
    • Monika Harwas

Skomentuj