Shimmering Skin Perfector i Soft Light Blurring Powder…

…czyli moja recenzja kosmetyków Becca.

 

Becca wchodzi do Polski!

Na tę wiadomość rozszerzyły się źrenice większości rodzimych wizażystek, ze mną włącznie.

Becca, kraina rozświetlonych kości policzkowych, błyszczących dekoltów, połyskujących grzbietów nosa, łuków kupidyna, a nawet nóg otworzyła w końcu dla nas, małego kraju w samym środku Europy, swe migoczące progi.

Szturmem ruszyły fanki błysku na zakupy online, entuzjastyczne „kup teraz” zatrzymały na chwilę serwery, opróżniły magazyny, a całą resztę świata (ze mną włącznie) zostawiły z rozdziawioną buzią przed ekranem monitora.

Ale nie ma tego złego, czego nie można by nabyć później drogą kupna – wszyscy mają Beccę, mam i ja!

Na razie stan mojego konta zdecydował się na dwie rzeczy – klasyczny, najbardziej znany rozświetlacz w pudrze Shimmering Skin Perfector i puder rozświetlający Soft Light Blurring Powder.

I teraz zapytacie mnie pewnie, czy warto było?

Już spieszę z odpowiedzią.

Jeżeli chodzi o

Shimmering Skin Perfector Pressed (mój jest w odcieniu „Moonstone”) – to jest to najbardziej znany produkt z fabryki. Kosmetyk z klasy KK – kultowy klasyk. Co tu dużo mówić – dobry jest. Konsystencję ma ciekawą, bo jest czymś pomiędzy pudrem a kosmetykiem w kremie, przychodzi mi do głowy jedno słowo – „masełko”. Tak. To jest takie rozświetlające masełko. Na kościach policzkowych, grzbiecie nosa i obojczykach wygląda, wiadomo, pięknie. Dobrze sprawdzi się też, uwaga, na ramionach i nogach (możemy go rozprowadzić np szerokim, miękkim pędzlem). Wklepany palcami (np na policzki) prezentuje się bardzo przyjemnie. Jeszcze nie wiem, czy łatwo z nim przesadzić i wyglądać jak statuetka Oscara w blasku słońca, ale wydaje mi się, że raczej nie. Kolor „Moonstone” jest złotawy, bez wyraźnych drobinek i „brokatowego” wykończenia. Data ważności – 24 miesiące. Zważywszy na to, że produktu mamy w opakowaniu 8 gramów, to wcale nie musi być takie łatwe, żeby go do tej pory zużyć (no chyba, że będę w nim panierować swoje klientki).

Ah, opakowanie. Mają polot, ci Amerykanie. Metal plus guma – ciekawe połączenie, które daje nowoczesny, nieco surowy wygląd. Kasetka bardziej kojarzy mi się ze sportową, męską elegancją niż ze światem błyszczących drobinek, i nie ukrywam, że jest to dla mnie bardzo fajne rozwiązanie. Osobiście nie jestem fanką dziecinnych, różowiutkich albo brokacikowych opakowań (no dobra, chyba, że rozmawiamy o laleczce z „Pupy”. Laleczka z „Pupy” zawsze jest spoko) więc taki „ostry” design to dla mnie strzał w dziesiątkę. Jeszcze aluminowa bańka na wahę do tego i będzie mi idealnie pasował do ekwipunku na supermoto.

rozświetlacz Becca

Czy warty swojej ceny? (159zł)

Powiem tak – jest spoko, daje naprawdę świetne wykończenie, ale nie doznałam szoku, nie miałam objawienia, promień światła nie padł mi prosto na twarz dramatycznie oświetlając moją rozdziawioną szczękę, a na drugim planie nie pojawiła się tęcza. ALE na razie malowałam nim tylko siebie, a siebie to się zawsze widzi jakoś inaczej. Poczekam na pierwszy test na obcej skórze, i zapodam Wam update.

Processed with VSCO with a5 preset

Soft Light Blurring Powder – o rany, na to się czaiłam jak Browar na spadające z kuchennego blatu kawałki kiełbasy. Ależ były oczekiwania! I nie ma się co dziwić, bo tutaj to dopiero naobiecywali ci Amerykanie – „Sypki, półprzezroczysty puder, który na skórze zamienia się w mgiełkę korygującą niedoskonałości i dającą makijażowi subtelnie rozświetlone wykończenie. Dodaje głębi, jednocześnie eliminując świecącą skórę, a nadając jej naturalny, perfekcyjny efekt gładkiej, zdrowej cery.

Soft Light Blurring Powder idzie o krok dalej niż zwykły puder sypki, działając na twarzy jak wymarzony, unikatowy filtr. Lekki jak piórko, drobno zmielony puder jest nasycony ceramicznymi mikrosferami, które miękko rozpraszają światło, żeby odwrócić uwagę od niedoskonałości. I nadać skórze gładki i jednolity koloryt.” (to akurat opis z www Sephory, ale na oryginalnej stronie Becca jest mniej więcej to samo).

I jak tu się nie nastawić?

Pierwsze wrażenia nie były zbyt obiecujące – pudru nałożyłam za dużo, zrobił się brzydki, widoczny filtr na twarzy, skóra zbyt mocno się wyświeciła, odłożyłam zakup na bok. Nie dla mnie, rozczarowanie. Z czasem jednak, zachęcona instruktażem na oficjalnej stronie, spróbowałam jeszcze raz. Bardziej miękkim i puchatym pędzelkiem, znacznie zmniejszoną ilością kosmetyku, z większym wyczuciem. Akurat Matka Boska Trądzikowa postanowiła pobłogosławić mnie kolejną partią przyjaciół na czole, więc testować magiczne działanie kosmetyku miałam na czym. I okazuje się, że odrobina cierpliwości, dwa wdechy i wydechy… no i jest bardzo ładnie!

Efekt, jaki daje puder jest całkiem całkiem – w szczególności pod oczami, na policzkach, na czole. Rozświetlona, zdrowa skóra. Kolor pięknie się wtapia, mimo, że na początku wydaje się być nieco pomarańczowy (dostępny jest tylko jeden). Myślę, że na zdjęciach (jeszcze nie testowałam) będzie to wyglądało naprawdę pysznie.

kosmetyki Becca

Ale jest to kosmetyk trudny, przynajmniej moim zdaniem. Potrzeba tu wprawnej ręki, bo łatwo można przesadzić. Początkowo jest dość widoczny na skórze, dopiero po chwili zaczyna pracować razem z nią i staje się mniej zauważalny.

Czy było warto? (139 zł/10g)

Myslę, że tak. Podoba mi się efekt wygładzenia, jaki daje ten puder. Będę go pewnie stosować zamiennie z moim ukochanym Illuminating Powder z Ireny Eris, który jak dotąd nie ma sobie równych. Niesamowicie natomiast spodobało mi się opakowanie – futurystyczne, ostre w formie, z plastiku przypominającego szkło. Mniam. Małe dzieło sztuki. Po prostu uwielbiam piękne opakowania, doceniam każdy szczegół wykonania. Uważam, że produkty z górnej półki właśnie tak powinny wyglądać – tak, żeby moment rozpakowywania był ucztą dla oka.

puder Becca

Poprosiłam znajomą panią doktor (Natalka, moja wdzięczność taka wielka!) o zerknięcie na skład obu tych produktów: są ok. Składniki mineralne plus syntetyczne, raczej obojętne dla skóry (jedynie EDTA zwróciło jej uwagę – może podrażniać, ale nie jest szkodliwy).

Wy juz jesteście posiadaczkami bajerów z Ameryki? Planujecie zakup? A może macie jakiś ukochany rozświetlacz, którego nie zamieniłybyście na żaden inny? Czekam na opinie!

Do zobaczenia!

M.

Skomentuj