Nude Spectrum i Cocoa Blend…

…czyli recenzja palet cieni marki Zoeva. 

 

Bardzo często pytacie o najlepsze cienie na pierwszą paletkę. Na rynku faktycznie, wybór jest ogromny i trudno się w tym wszystkim połapać. Większość z Was, a przynajmniej ta, która na co dzień nie zajmuje się makijażem, chciałaby mieć jedną, sprawdzoną paletę, która pozwoli na wykonanie prostego makijażu dziennego, ale też wieczorowego, a i ze smokey eye też by człowiek chętnie poszalał.
Do tej pory na takie zapytania odpowiadałam bez zająknięcia, że najlepszym wyborem będzie Urban Decay Naked Basic lub Basic 2. Te paletki mają wszystko – przystępne kolory, pigmentacja jest bez zarzutu i pięknie się blendują.

Ale do grona polecanych przeze mnie palet dodałabym jeszcze kilka nowości, na które skusiłam się dopiero niedawno. 

zoeva cienie

O Zoevie zawsze dużo dobrego słyszało się w kategorii pędzli do makijażu. Wśród makijażystek już kilka lat temu panowało przekonanie, że jak miałaś pędzle Zoevy, to jesteś gość i ogólnie szacunek ludzi pudernicy.
No i się okazuje, że Zoeva to nie tylko fajne pędzle, ale też cały asortyment innych ciekawych bajerów, w tym cieni do powiek.

Zachęcona pozytywnymi opiniami, nabyłam drogą kupna dwie paletki: Zoeva Nude Spectrum i Cocoa Blend.

Czy było warto i jakie są moje spostrzeżenia?
Już spieszę z recenzją.

Już wyjmując Nude Spectrum z pudełka uśmiech zadowolenia pojawia się na twarzy. To lubię – głęboka czerń, dyskretne logo, oddzielne pudełko, z którego wysuwamy paletkę. Samo opakowanie jest delikatnie zamszowe w dotyku. Włosi to potrafią zapakować (firma jest niemiecka, ale paleta produkowana jest we Włoszech). Niestety, podczas użytkowania okazuje się, że może i pięknie to wszystko wygląda, ale jest koszmarnie trudne w utrzymaniu w nieskazitelnej czystości – na czarnym tle odbija się wszystko („zapalcowane”, fuuuj!), a i w środku cienie robią sobie małe exchange party i wymieniają się nawzajem swoimi pigmentami. Oczywiście trochę przesadzam, i jestem w stanie wybaczyć Zoevie to małe potknięcie, zresztą jakość cieni wystarczająco rekompensuje odciski palców na opakowaniu.

zoeva cienie

No właśnie, meritum. Zawartość. mamy tu szeroką gamę kolorów – od jasnych, niemalże białych beży, przez matowe, satynowe i połyskujące brązy aż po głęboką czerń. Wszystko na miejscu. Pigmentacja, w szczególności tych satynowych, jest bardziej niż zadowalająca. Trochę przyczepiłabym się brązowych, chłodnych matów – moim zdaniem powinny nieco mniej się sypać, ale też nie przesadzałabym z krytyką. Połyskujące cienie mają konsystencję „masełka” – przepięknie wyglądają nałożone palcem, ale pędzlami też spokojnie sobie poradzicie (lub pacynką – zwiększy intensywność). Podsumowując – jeżeli zaczynasz przygodę z makijażem, albo po prostu szukasz palety, która miałaby w sobie wszystko (szeroka gama kolorów, maty i błyski), śmiało możesz sięgać po Nude Spectrum (159 zł). Jednego tylko mi tu brakuje – fajnego, matowego, orzechowego cienia, takiego jak w Naked 3 – jest niezastąpiony.

Dobrze, a co na temat Cocoa Blend?

Tu opakowanie zdecydowanie mniej przypadło mi do gustu, choć jest bardziej praktyczne – wykonane ze sztywniejszego materiału. Ja jednak lubię prostotę, jak coś jest czarne, szare albo białe, to ja się raczej na pewno tym zainteresuję. Cocoa Blend bardziej jednak przypomina mi obicie kanapy niż elegancką paletkę z porządnymi cieniami. No ale nie oceniajmy książki, przepraszam, cieni, po okładce i zajrzyjmy do środka.

zoeva cienie

Na stronie głównej Zoevy piszą, że przy tworzeniu Cocoa Blend inspirowali się marcepanem, truflami i orzechami. Brzmi pysznie, zobaczmy, co my z tego upichcimy.

Moim zdaniem gwiazdami tej paletki są ciepłe odcienie – w szczególności piękny, świetlisty róż, połyskujące złoto i matowy, ciepły brąz. Dla tych trzech warto było zaopatrzyć się w ten produkt. Nie mam za bardzo pomysłu na chłodnych kolegów – jak dla mnie nie prezentują się zbyt zachęcająco i niebezpiecznie kojarzą mi się z zasinieniami, ale dam im jeszcze szansę – może przy jakimś mocniejszym smokey?

Blenduje się to wszystko bardzo ładnie, napigmentowane jest porządnie – tak jak w przypadku Nude Spectrum, największą intensywność zyskacie nakładając je palcem lub pacynką. Czy warto było? (95 zł). Tak jak pisałam, wciąż uczę się tej paletki, ale uważam, że dla intensywności tych odcieni, z którymi już się zaprzyjaźniłam – tak, zdecydowanie warto.

Jeżeli chodzi jeszcze o formułę samych kosmetyków: nie znajdziemy tu parabenów, olejów mineralnych i substancji zapachowych, za to producenci jakimś cudem wpakowali do środka witaminę E. Brawo oni!

Dobra, Wasza kolej – Wasze ulubione paletki to…? Z ciekawością czekam na polecenia!

Do zobaczenia niebawem,

M.

Skomentuj