KTM SX-F 250 czy Honda CRF 450R?

Który motocykl jest lepszy do supermoto? 

 

Z motocykla zsiadam obrażona.

Dzieci mnie wyprzedzają, zakręty jadę tak, jakby nikt jeszcze nie wymyślił promienia okręgu, jazda miała być szybka, a jest w slow motion…

No łomot w tej Hiszpanii, łomot dostaję. Ego mnie pali, łzy się cisną do oczu… Na szczęście chłopcy dość szybko sprowadzają mnie na ziemię – nieważne, jak się jeździ, ważne, że się jeździ, przestań się mazać, zapinaj ten kombinezon. W sumie racja.

piach i puder

– A może na sx f’ie spróbuj?

KTM SX-F 250

O.

To nowość. Dwieście pięćdziesiątki jeszcze w rękach nie miałam. Ja to lubię sobie przyfasolić skrajnościami – od 125tki do 450ccm, co tam się będę bawić w półśrodki, jak spadać to z przepastnego czterosuwa, i tak najważniejsze, żeby mi do kombinezonu najbardziej pasował.

Motocykl to nie byle czyj, bo samego Buły z Poznania, jak coś spsocę, to w Wielkopolsce już nie mam czego szukać…

KTM SX-F 250

Oj tam! Jak się przewracać, to z „mistrzowego”!

Podczas naszego pobytu w Hiszpanii jeździłam na zmianę KTM’em SX-F 250 i Hondą CRF 450R. Na początku złościłam się trochę na te ciągłe zmiany, bo co się przyzwyczaiłam do jednego i zaczynałam łapać rytm, to sesja się kończyła i przesiadałam się na drugiego, ale patrząc z perspektywy czasu – super sprawa, tak sobie potestować. Inaczej nie mogłoby powstać moje babskie porównanie obu tych sprzętów. Postanowiłam napisać test obu tych maszyn. Taki, jaki sama chciałabym przeczytać, gdybym zastanawiała się nad którymś z nich.

No dobrze, ad rem, bo tu nam się wstęp przedłuża, a konfrontacja czeka!

PORÓWNAJMY

Jeżeli chodzi o KTM SX-F 250, to moje spostrzeżenia są następujące:

Plusy:

  • zdecydowanym atutem jest odpalający maszynę guzik. Dzięki rozrusznikowi nie trzeba machać nogą w tą i z powrotem, robiąc sobie przy okazji cholerne interwały, tylko pyk, i odpalone za nas. Pyszne rozwiązanie dla ważącej 50 kg kobietki która ze sportów cardio, to najbardziej lubi pilates. To jeszcze może babskie wyjaśnienie, co robi rozrusznik, bo to wcale nie wszyscy muszą wiedzieć, a warto, bo rzecz ciekawa. Rozrusznik to jest taki sprytny elektryczny przyczłap zamontowany przy cylindrze, który kręci silnikiem jak wciśniemy kateemowy guzik. Czyli nic innego, jak sprytne zastępstwo tradycyjnego kopniaka. Dzięki, Austrio! A teraz serio – myślę, że dla każdego, kto nie lubi machania i pocenia się w kombinezonie przed rozpoczęciem jazdy, albo jest drobnych rozmiarów, albo po prostu nie chce się męczyć – takie rozwiązanie jest naprawdę ok.
  • łatwiej wchodzi w zakręty – zdecydowanie łatwiej było mi trafić a apex, kiedy przesiadałam się na SX-F’a. Dlaczego tak się dzieje? Czysta fizyka. Po pierwsze, 250tka jest lżjesza, a co za tym idzie, lżjesze są części jej silnika, czyli przede wszystkim wał. Mniejsza waga wału oznacza mniejszy efekt żyroskopowy (czyli zdolność do utrzymania orientacji w przestrzeni przez obracającą się bryłę, w tym przypadku wał. Tutaj polecam pana na YT, który pięknie to wszystko tłumaczy i udowadnia, że Internet to nie tylko śmieszne koty i roznegliżowane dziewczęta na plaży). Efekt? Po prostu łatwiej się skręca.
  • łatwiej daje się kontrolować – na początku miałam wrażenie, że jadę nim szybciej niż na 450stce. Być może to zasługa jego wycia (o tym zaraz), a być może lekkości, z jaką się prowadzi. Mniejsza waga i słabszy silnik z pewnością tu pomagają. Łagodniej reaguje na gaz i odejście jest delikatniejsze niż w CRF’ie, nie masz wrażenia, że moc zaraz wyrwie cię z kanapy, a wręcz przeciwnie – panujesz nad wszystkim, co się dzieje. Czułam się trochę pewniej niż na Hondzie – czułam, że nawet jeśli ręka trochę mi się „omsknie” na manetce gazu, to nic strasznego się nie stanie.

piach i puder

Minusy:

  • strasznie wyje – w skrzyni są małe różnice pomiędzy biegami (krótko zestopniowane). Moje odczucia – silnik wyje cały czas, tak jakby skończył ci się bieg. Wbijasz wyższy i… nic. Dalej wyje. Nie ma tego momentu „uff”, jeżeli wiecie o co mi chodzi, tego odpuszczenia i odejścia po zmianie biegu na wyższy. Bardzo trudne było dla mnie wyczucie biegów, w pewnym momencie miałam wrażenie, że nic tylko majtam nogą w tą i z powrotem, skupiając się tylko i wyłącznie na tym, czy to już „piątka” i czy jeszcze coś mi zostało. W uproszczeniu – w 250tce trzeba cały czas mieszać dźwignią, w 450tce na dwóch biegach dasz radę przejechać cały tor (ja daję ;p)

KTM SX-F 250

A co z Hondą CRF 450R?

Plusy:

  • przyspieszenie – masz pod sobą kawał porządnego, czterosuwowego silnika, i to czuć. Większa pojemność komory spalania to po prostu większy wybuch. Większy wybuch równa się większe brum. Wystarczy delikatnie odkręcić manetkę… i trzymać się mocno nogami, bo odejście ma niesamowite. To jest motocykl do wyprzedzania – wiesz, że wystarczy ruch prawą ręką na wyjściu z zakrętu i już jesteś z przodu (fajne uczucie, mam nadzieję, że będzie mi dane zaznajomić się z nim bardziej).
  • oddaje moc bardzo płynnie – dla mnie ogromna zaleta. Mimo mocnego odejścia, Honda nie szarpie. To wszystko dzięki wtryskowi paliwa – silnik precyzyjnie reaguje na komendy.(„precyzja” to chyba ulubione słowo Japończyków, nie?)
  • zdecydowanie łatwiej operuje się biegami – jak skończy ci się bieg i wbijasz wyższy, ulga jest zauważalna, zarówno Twoja, jak i motocykla. Łatwiej się je wyczuwa i są dłuższe niż w KTMie (tak jak wyżej – w moim przypadku na razie zakumplowałam się z dwoma i wystarczy. Koncentruję się na liniach, na miejscach dohamowania, nie muszę jeszcze zaprzątać sobie głowy machaniem nogą – myślę, że początkujące koleżanki motocyklistki teraz kiwają głową ze zrozumieniem).

honda crf 450

Przejdźmy do minusów:

  • kopniak, niestety. Nie chcę jednak dramatyzować – nawet drobna kobietka jak ja jest w stanie sama odpalić CRFę i nie wymaga to jakiejś nadludzkiej siły, jednak trzeba się trochę pogimnastykować. W moim przypadku – ustawić motocykl, przytargać sobie stołek, ustawić stołek obok motocykla (ja mam akurat taki mało poręczny, więc może dlatego sprawia mi to trudność). Trzeba jeszcze wdrapać się na motocykl i utrzymać na nim równowagę rozkładając kopniaka, też wcale nie tak hop! No i trzeba jeszcze zebrać wszystkie wewnętrzne siły do tego jednego, precyzyjnego, idealnego kopnięcia.
  • trudniej się skręca – przynajmniej w porównaniu do 250tki. Tutaj wszystko tak jak wyżej w przypadku KTM’a, tylko zamieńcie sobie „lżejszy” na „cięższy” 😉

Honda crf 450

Powiem Wam szczerze, że gdybym miała teraz wybierać pomiędzy jednym a drugim, to miałabym poważną rozterkę. Jeszcze w Hiszpanii myślałam sobie, że chyba trzeba będzie wkrótce zamieniać Hondę na 250tkę, ale już w Polsce, jeżdżąc w Radomiu, cieszyłam się, że CRFa pozwala mi skupiać się na poszczególnych aspektach jazdy nie dekoncentrując przy okazji wyciem silnika. Jeden i drugi motocykl jest po prostu świetny i daje niesamowita radość z jazdy. Jak widzicie, każdy ma swoje wady i zalety, i tu juz trzeba by indywidualnie dopasowywać do swoich własnych wymagań i oczekiwań.

Mi pozostaje być tylko wdzięczną, że mogę w ten sposób spełniać swoje marzenia.

(i że mąż mój ma w sobie tak duże pokłady cierpliwości, tłumacząc mi w nieskończoność zasady działania wszystkich motocyklowych bebechów)

A Wy? Które moto bardziej by Wam odpowiadało?

Do zobaczenia niebawem!

M.

6 komentarzy

    • Monika Harwas
  1. Tmk
    • Monika Harwas
  2. ta_ka_es
    • Monika Harwas

Skomentuj