Po co się jeździ na motocyklu?

No właśnie – dlaczego my to w ogóle robimy?

 

Spotkałam się ostatnio z moim przyjacielem z dawnych lat – takim, co to znacie się od dekady, widzicie się może raz na rok, ale jak już się spotkacie, to czasoprzestrzeń trochę się zagina, bo rozmawiacie od kilku godzin, a przysiąc byście mogli, że minęło może piętnaście minut.

I przypomniał mi się, jak tak z nim rozmawiałam, taki jeden szczególny wieczór, może z sześć lat temu. Wiecie, taki z tych wieczorów, co to z jednego piwka robi się kilkugodzinna debata o sensie istnienia, a na koniec rzucacie się w sobie objęcia przysięgając wieczną przyjaźń i zamaszyście oblewacie się łzami wzruszenia. Jak by to było wczoraj pamiętam, jak siedziałam wtedy na fotelu i popijając jabłkowego redsa usilnie próbowałam przekonać mojego przyjaciela, że zobaczysz, G., zobaczysz, za kilka lat o tej porze to ja będę śmigać na motocyklu, a on uprzejmie potakiwał, że tak tak, będziesz, będziesz.

Ha.

Kilka lat później nawet na zawody przyjechał mi kibicować.

No i taka śmieszna sprawa, bo jak tak sobie myślę o swojej motocyklowej przygodzie, to ja teraz jeżdżę z zupełnie innych powodów niż te, dla których w ogóle kupiłam motocykl.

Motocykle podobały mi się już jak byłam małą dziewczynką – fajnie się robiło brum resorakami, ktośtam z zagranicy miał Hot Wheelsy… szybko jednak moja fascynacja dwoma kółkami zamieniała się miejscami z lalkami Barbie, te z kolei przekształcały się w Czarodziejkę z Księżyca, by następnie ustąpić Ginger Spice ze Spice Girls. O motocyklach przypomniałam sobie w gimnazjum – ale też tylko na moment, bo już za chwilę miałam w planach międzynarodową karierę tenisistki.

I stało się. Dorosłam, „dwójka” wybiła mi z przodu – marzenie o dwóch kółkach wróciło ze zdwojoną siłą. Oczywiście zanim doszło do jego realizacji – minęło jeszcze parę nierozgarniętych lat, trochę przygód i cała masa życiowych dylematów. Ale nadszedł taki dzień, a było to latem 2012 roku, że kupiłam. Motocykl kupiłam! Najprawdziwszą Yamahę YZ 85, oczywiście za małą i oczywiście przepłaciłam, ale niech to, mój pierwszy motocykl, mój, mój, mój na własność!

I pewnie myślicie teraz, że wsiadłam na tą Jadźkę, odpaliłam z kopniaka i poczułam…no właśnie,co? Wolność? Wiatr we włosach?

Niee.

Własną zajebistość poczułam. I siłę spełnionego marzenia.

Chyba nic mi takiego kopa pozytywnego nie dało, jak udowodnienie sobie samej że hej, mogę. Że zrobiłam to. Jadę. Buty mam i kask, a pode mną warczy całe osiemdziesiąt-pięć centymetrów sześciennych silnika. Piękna sprawa.

Ideologię miałam wtedy oczywiście zsynchronizowaną z wiekiem i stanem emocjonalnym – jazda na motocyklu to jest walka, tu się człowiek mierzy ze swoimi słabościami i z motocyklem, tu jest krew, pot i łzy i tu jest Sparta. Jak masz kontuzję, to wstajesz i jedziesz dalej, nie ma, że tam boli i nie ma mazania się. Jeździłam z wykręconymi kostkami, z krwiakami wielkości dłoni, z naderwanym więzadłem, z katarem i gorączką. Im większy siniak, tym bardziej byłam z siebie dumna, twardziel taki w końcu. Zawody? Jak najważniejsza walka Rocky’ego. Trening? Nie zjadę dopóki mnie nie zmachają. Oczywiście wiecie – my cały czas mówimy o dwudziestopięciolatce pyrkającej na przymałej osiemdziesiątce-piątce, obczajcie zabawny wydźwięk całej tej sytuacji walczę-o-życie-to-jest-sparta-w-górze-kalwarii.

Po fazie Motocykl-To-Bunt dość szybko i sprawnie przestawiłam się na jazdę towarzyską. Przyjeżdżałam sobie na trening, koleżanki już czekały. Zdejmujemy motocykl z paki? Czekacie, jeszcze wam opowiem, co ja w zeszłym tygodniu… Zawody? Najlepsza impreza świata! Ścigałam się z dziesięciolatkami, po wyścigu łapało się towarzyskiego papieroska ze znajomymi, wszystko do pełna – ploteczki, tańce, śmiechy… Ejjj, piękne czasy! Nie powiem – towarzyskie jeżdżenie bardzo mi odpowiadało, w szczególności jak odpuściłam sobie marzenia o mistrzostwie Polski (ha ha. Ha) i po prostu fajnie się bawiłam. Bez spiny, w doborowym towarzystwie… Wspaniałe czasy, będzie mi ich bardzo brakowało.

12039152_997817050268594_5937396321462132845_o

foto: X-cross

 

11057443_861835553886281_7135430580820319724_o

12120046_732652786864748_9215116708561322065_o

foto: Marcin Konopczyński 

 

12248212_563452217141914_4852033465604912379_o

foto: MXLipno

I przyszła kolejna faza – mąż mnie zaraził supermoto. Crossówkę sprzedałam, Ci, co czytają na bieżąco, są z moimi ówczesnymi dylematami za pan brat. Jest Honda, 450 ccm, czterosuw, poważna maszyna. I ja jestem zupełnie inna niż te pięć lat temu. Nic już nie muszę udowadniać, sobie ani komuś, mam męża, przyjaciół, naprawdę przyzwoity motocykl, po mieście pyrgam sobie 125tką…

Jeżdżę dla czystej przyjemności. 

Żadnej w tym nie mam ideologii.  

Gdybym teraz zaczynała swoją przygodę z motocyklizmem, to byłaby zupełnie inna. Nie mówię tu o konkretnej dyscyplinie czy motocyklu – zmieniły mi się powody, dla których w ogóle wsiadam na motocykl.

13177264_707342826074562_7582570173209658151_n

WP_20160506_14_16_01_Pro (3) ()

Nie „zarzynam” się już – słucham swojego organizmu. Jak mi mówi, że na dzisiaj dość i nie „czuję” już ręki na manetce – to już dość, pojeździmy jutro/na następnym treningu. Priorytety mi się zmieniły – ja mam się dobrze bawić, nie muszę imponować nikomu, nawet sobie. Schodzę sobie na dół, zakładam kask, odpalam Pszemka (kto pamięta Pszemka?), jedziemy sobie popyrgać po mieście, wiaterek nam wieje, słoneczko przygrzewa…Jest dobrze. Jazda na motocyklu to już nie jest przyjemność przeplatana z bólem, chociaż wiadomo, upadki są mi nieobce – to już jest pewien rodzaj relaksu i odpoczynku, przede wszystkim dla mojej głowy. To jest takie skupienie i wyciszenie, tylko ja i motocykl, motocykl i tor… Chyba odkryłam nową formę medytacji.

Fajnie, że dorasta się razem ze swoją pasją. Bardzo mi to odpowiada. Za parę dobrych lat widzę się na jakimś wypasionym czoperze, czemu by nie, albo na ogromniastym turystyku. Albo na skuterze. Na czymkolwiek, co będzie mi dalej sprawiało taką frajdę, jaką mam teraz, kiedy odpalam swój motocykl.

Jakie są Wasze historie? Dlaczego jeździcie? Co sprawiło, że zaczęliście jeździć? Czekam z niecierpliwością na Wasze opowieści!

Do zobaczenia niedługo!

M.

7 komentarzy

  1. Olo
    • Monika Harwas
      • Olo
    • Monika Harwas
  2. Justyna
    • Monika Harwas

Skomentuj