O demakijażu słów kilka…

Czyli mój sposób na zmycie makijażu krok po kroku.  

 

Bycie kobietą jest super. Robimy wszystkie te fajne rzeczy, co mężczyźni, plus my jeszcze chodzimy w szpilkach i mamy superciuchy do wyboru. I mejkap. I kolorowe lakiery do paznokci. I śmieszne kubki z napisami! Jak by to powiedziała wygadana córka mojej koleżanki – „Bycie kobietą to moja ulubiona rzecz na świecie!”.

Bardzo się cieszę, kiedy obserwuję znaczny wzrost świadomości babeczek – między innymi w strefie zdrowia, odżywiania czy urody. Chcemy wiedzieć, co tam w środku jest w tym kremie, czego potrzebuje nasza skóra, jak o nią dbać i gdzie o tym wszystkim szukać informacji.

No i fantastycznie. Ja też chcę wiedzieć jak najwięcej!

Już Wam kiedyś opisywałam swoją walkę z trądzikiem – długą i nierówną, ale zakończoną względnym sukcesem. Dla tych, którzy jeszcze nie widzieli – zapraszam 🙂

Jednym z kluczowych elementów dbania o skórę jest demakijaż. I ja dzisiaj chciałam o tym, i to nawet w punktach, bo powiem Wam szczerze, że jak słyszę że ktoś śpi w makijażu i ojtamojtam, to mi trochę słabo. A to się wszystko bierze z niewiedzy, więc poedukujmy się dziś trochę, nie będziemy żałować.

Zacznijmy od początku, to jest od budowy skóry.

budowa_skory_gł

To, co powinnaś wiedzieć, to to, że komórki naskórka odnawiają się co 28 dni – to znaczy, że najgłębsze warstwy naskórka cały czas produkują nowe komórki, które „wypychane” są do góry. Najbardziej zewnętrzna warstwa to warstwa zrogowaciała, gdzie znajdują się martwe już komórki.  Czyli, jeżeli te zdechlaczki będą nam zalegać i ich nie usuniemy – bieda nam i naszej twarzy. Dlatego tak ważne są regularne peelingi.

Druga ważna sprawa – gruczoły łojowe produkują łój (sebum). Jeżeli taki gruczoł troszkę poszaleje i wyprodukuje za dużo łoju, zatyka się ujście mieszka włosowego. Dodajmy do tego rogowacenie (obumieranie) komórek przy mieszku i imprezę z bakteriami- pryszcz i stan zapalny gotowy. Czy można było temu zapobiec? Na pewno pomógłby porządny demakijaż.

O budowie skóry i dbaniu o nią mówiłam też w transmisji live na Facebooku: TUTAJ

Zrzut ekranu 2017-03-09 o 18.56.16

No to do rzeczy.

Jak wygląda mój codzienny, wieczorny rytuał demakijażu? Ano tak:

  1. Olejek myjący. Mój ulubiony produkt do demakijażu. Używanie olejków jest całkiem logiczne – w końcu sebum, które produkują nasze gruczoły to też olej, a co najlepiej łączy się z olejem? No właśnie, olej. W olejkach bardzo dobrze rozpuszczają się kosmetyki do makijażu. Zazwyczaj na zmianę stosuję nierafinowany olej kokosowy z olejkiem myjącym z drogerii (np z Biochemii Urody albo Resibo). Jeżeli mam akurat mocniejszy makijaż oka – najpierw zmywam same oczy płynem dwufazowym (nie trzemy!!!). Olejek nakładam na suchą skórę zwilżonymi dłońmi. Kiedy czuję, że produkty do makijażu zmieszały się już z olejkiem, przechodzę do następnego kroku.
  2. Żel myjący lub pianka na bazie wody. Dzięki temu kosmetykowi mam pewność, że usuwam resztki olejku i makijażu z twarzy. Staram się wybierać możliwie jak najdelikatniejsze produkty, mocno alkoholowe żele robią mi na twarzy straszne kuku i wysuszają skórę. Sprawdzony produkt – emulsja micelarna do mycia twarzy Tołpy.
  3. Peeling. Tutaj w zależności od tego jaką masz cerę – wybierz chemiczny lub mechaniczny. Uwaga na peeling mechaniczny przy cerze trądzikowej! Rozniesiesz stany zapalne po całej twarzy i podrażnisz skórę. Mój ulubiony peeling – zmielona kawa! Ujędrnia, poprawia krążenie, usuwa martwy naskórek. Zmieszaj ją z peelingiem z drogerii, dodaj odrobinę wody i gotowe. Odkrycie ostatnich miesięcy – domowa nawilżająca mikrodermabrazja firmy Mincer. Wow, skóra po tym jest gładka jak… coś bardzo gładkiego! Aha, peeling robię 1, 2 razy w tygodniu.
  4. Tonik. Po osuszeniu (nie trzemy, przykładamy tylko ręcznik, najlepiej mieć oddzielny do twarzy) wjeżdża tonik. No i teraz po co – ano przywraca skórze równowagę kwasowo-zasadową, czyli pH. Ja wybieram takie bez alkoholu, a w ogóle to najbardziej lubię hydrolaty z http://www.biochemiaurody.com.
  5. Krem. Koreanki używają jeszcze esencji, ampułek lub serum przed nałożeniem kremu, ja jestem na etapie poszukiwań tych cudów. Ogólnie zasada jest taka – krem na noc powinien być bardziej odżywczy i „mocniejszy”. Jeżeli chodzi o mnie – jestem chodzącym testerem. Bardzo lubiłam krem na noc Avebio, ale nieobce są mi Wianki, Sylveco, Ireny Erisy i generalnie wszystko, co przejdzie mój Test Składu Z Aplikacją Cosmetic Scan. Aczkolwiek tutaj też nie ma co wariować, bo ostatnio rozmawiałam z takim jednym panem profesorem, który na co dzień składem kosmetyków zajmuje się właśnie, i on też mówił, że bez przesady. Czasem podobno nawet lepszy mocniejszy środek konserwujący w mniejszym stężeniu, niż słabszy w znacznie większym. Wszystko z głową, wiadomo.

I tak wyglądają u mnie moje wieczorne rytuały 🙂 Czy to jest czasochłonne? Myślę, że nie bardziej niż moje niegdysiejsze tarcie oka wacikiem. Czy zauważyłam poprawę swojej skóry po przyłożeniu się do demakijażu? O rany, tak. Serio.

Oczywiście, najpierw najlepiej skonsultować się z dermatologiem, zanim zaczniecie szaleć z nowymi kosmetykami, ale jeżeli chodzi o mnie – porządny demakijaż bardzo pomógł mojej skórze.

A jak wygląda Wasz demakijaż? Jestem bardzo ciekawa!

Do zobaczenia wkrótce!

M.

2 komentarze

  1. Ania
    • Monika Harwas

Skomentuj