5 złotych zasad wizażysty…

…czyli mini-dekalog prawdziwego make up artist.

 

Prawie 10 lat temu wykonałam swój pierwszy makijaż na zlecenie w postaci make up’u do sesji zdjęciowej. Od tamtej pory zrobiłam mnóstwo rzeczy fajnych, kilka takich, których wolałabym nie oglądać i kilka takich, z których jestem prawdziwie dumna. Poznałam ludzi, których podziwiałam za dzieciaka, byłam w miejscach, których pewnie nigdy nie miałabym okazji zobaczyć, robiłam rzeczy, o których marzyłam jako młode dziewczę wpatrzone w ekran Fashion TV.

monika harwas

Przez jakiś czas uczyłam też wizażu w szkole. Patrzyłam na te wszystkie zafascynowane światem mejkapu i mody dziewczyny, i one tak bardzo czasem przypominały mi mnie z początków wykonywania zawodu… No niesamowita sprawa.

I tak sobie pomyślałam (nie chcę się wymądrzać, bo wiecie, ja się cały czas uczę, dokształcam, rozwijam – ta droga nie ma końca), tak sobie poobserwowałam trochę przez ostatnie parę lat, wyciągnęłam parę wniosków…

i postanowiłam spisać Dekalog Wizażysty, taki mój osobisty, ale mam nadzieję, dość uniwersalny.

W naszym zawodzie nie ma jakiejś specjalnej etykiety, jakiejś moralnej i etycznej normy zachowań spisanej odgórnie – wszyscy jesteśmy artystami, wolnymi duszami, kolorowymi ptakami…

Ale może warto by było zastanowić się chwilę i pochylić nad zagadnieniem – gdyby istniało jakieś savoir-vivre naszego zawodu, to jakby ono wyglądało?

Bazując na swoich dotychczasowych doświadczeniach, postanowiłam spisać swoje:

Przeczytajcie, i dajcie znać, co myślicie 🙂

MINI-DEKALOG PRAWDZIWEGO MAKE UP ARTIST

1.Prawdziwy wizażysta nie krytykuje publicznie pracy innego wizażysty.

Ani się z niego nie naśmiewa. No nie, po prostu nie. To jest kwestia kultury, elegancji i dobrego wychowania. Robię swoje i odpowiadam za swoje. Nie zaglądam ci przez ramię, nie oceniam głośno (no chyba, że akurat pieję z zachwytu, to wtedy fakt, głośno pieję), tak samo jak nie zaglądam ludziom do szaf, lodówek czy łóżka. To jest moje, to jest czyjeś, nie wnikam, nie włażę nieproszona. Jeżeli zapytasz mnie o zdanie na temat swojej pracy, jasne, bardzo chętnie ci podpowiem, pokażę na co zwrócić uwagę. Niepytana nie odezwę się pierwsza. Takie mam zasady. Ja wiem, że niektórzy potrafią walnać takie kapeluchy, że nie sposób trzymać języka za zębami, ale moim zdaniem lepiej go tam trzymać. Byłam naprawdę jedną z nielicznych osób, która nie wyśmiewała się publicznie z pamiętnego sylwestrowego makijażu w TVP2. Nie skomentowałam, nie udostępniłam, nie obśmiałam. Dlaczego? Bo uważam, że nieuzasadniona krytyczna uwaga świadczy o mnie, a nie o osobie przeciwko której jest skierowana. Moje wyśmiewanie się nikomu nie pomoże, a zaszkodzić może, i to bardzo. Znajome „Boże, kto ci to zrobił?!?” uważam za szczyt nietaktu. Nauczyłam się tego dzięki pewnej fryzjerce, która na mój widok kiedyś wykrzyknęła: „OJEZU! Kto ci tak spieprzył koloryzację włosów???”.

Kolor był mój, naturalny. 🙂

2.Nie oceniaj czyjegoś prywatnego makijażu.

Dopóki mnie o to nie poprosisz – nie powiem ani słowa o twoim make upie. Dlaczego? Ano dlatego, że to tak z wszystkimi niechcianymi radami – nie mówimy ludziom jak mają wychowywać dzieci, ubierać się, czesać, malować ani zachowywać. Jeżeli masz jakąś wątpliwość – jasne, super, chętnie podpowiem. Ale niepytana nie skomentuję. Kiedyś znajoma powiedziała mi, że krępuje się przychodzić na spotkania ze mną w swoim ulubionym makijażu, bo boi się, że będę ją oceniać.

OJEZU! Nigdy w życiu!

Wiecie, to jest to, co zawsze powtarzam w transmisjach live (każdy czwartek o 20:00 na FP Piach i puder, przypominam!): jasne, są pewne zasady dotyczące makijażu. Ale główną (oprócz oczywiście zasad BHP) jest ta, która mówi, że nie ma żadnych zasad. Dobrze się czujesz w swoim make upie? Czujesz się piękna? Atrakcyjna? Pewna siebie? No to przecież o to w tym wszystkim chodzi! Nie będę ukrywać, miałam taki moment w swoim życiu, że jechałam na przykład, takim tramwajem, i najchętniej to wzięłabym megafon i po kolei poinstruowała każdą współpasażerkę jak się ma malować i co robi „źle”, ale na szczęście przeszło mi. Chyba dojrzałam, zorientowałam się, że wcale nie zjadłam wszystkich rozumów i nie jestem Jedyną Na Świecie Posiadaczką Racji, i po prostu dałam sobie (i ludziom) spokój. Gapię się natomiast czasem na kobiety i wyobrażam sobie, co bym tam przyświrowała i jakby było pięknie. No takie zboczenie zawodowe, cóż poradzić.

3.Pilnuj swojego ego.

No tu chyba będzie kontrowersyjnie. Są takie osoby, które wchodzą na przykład, na plan sesji zdjęciowej, i wszystko się musi kręcić koło nich. Wszystkich rozstawiają po kątach, tu światło nie takie, a tu niewygodnie, a kto mi przyniesie kanapkę, a modelka brzydka, a ja taka zmęczona, a taka zapracowana, a… JA. JA. WIĘCEJ MNIEEEEE!

I teraz tak – jak ktoś ma taką osobowość (sama bywam głośna i absorbująca), no to spoko, ja tam nic nie mówię.

Ale.

Praca przy sesji/pokazie/czymkolwiek to praca zbiorowa. Przynajmniej w pięknej teorii, jest to wysiłek zbiorowy kilku zaangażowanych osób, które wspólnie starają się, żeby efekt końcowy był jak najlepszy. W idealnych warunkach szanujemy się nawzajem, staramy się o miłą atmosferę i wyciszamy swoje ego w imię fajnego efektu.

Szczerze?

No rzadko się tak zdarza, żeby było tak, jak w opisie wyżej.

Czemu tak jest?

Wydaje mi się, że w świecie, w którym przyszło mi pracować (ale pewnie w innych branżach też tak jest) ludzie zagłuszają swoje wewnętrzne niepokoje wielkim, wybujałym, głośnym i nieszanującym innych ego. Takie ego nie dość, że karmi się umniejszaniem wszystkich dookoła, to jeszcze zjada swojego właściciela, tylko, że on najprawdopodobniej jeszcze o tym nie wie.

I co się robi w takiej sytuacji, jak się z takim ego-człowiekiem pracuje?

Ja tam nie robię zazwyczaj nic. To znaczy robię, ale swoje, stawiam se wewnętrzną ścianę, koncentruję się na tym, żeby ze swojej pracy być dumną i zadowoloną, z szacunkiem się staram do każdego, ale granice też stawiam wyraźne. Rezultat? Ostatnimi czasy praktycznie z każdego „joba” wychodzę zadowolona.

Czy zawsze tak było?

Buahaha. Dużo już w swojej robocie przeżyłam/widziałam – był i mobbing, i zazdrosne koleżanki, i krzyki, i płacze, i histerie (wcale nie moje), były złośliwości i komentarze, i rzucanie rzeczami nawet było też. Na szczęście, póki co, im jestem starsza, tym jestem też mądrzejsza. Po prostu nie bawię się w zabawę Moje-Ego-Zje-Twoje bo wiem, że w gruncie rzeczy to są wszystko turbopierdoły, i uwierzcie mi, odstający włos aktorki na planie to nie jest dramat, to jest po prostu zabawna rzecz i da się to naprawić w trzydzieści sekund bez niepotrzebnego stanu przedzawałowego.

Dystans. Dystans, tak bardzo.

4.Twój wizerunek to wizytówka Twojej estetyki.

Tak. Ludzie oceniają po wyglądzie. Jeżeli pracujesz w zawodzie, który na wyglądzie bazuje (wizażysta, fryzjer, stylista, kosmetyczka itp itd…) no to nie ma przebacz, ludzie odruchowo będą oceniali Twoje zdolności przez pryzmat tego, jak wyglądasz. O ile na co dzień najprawdopodobniej spotkasz mnie nieumalowaną w luźnej bluzie, o tyle, kiedy gdzieś idę, a już w szczególności do pracy, staram się być reklamą swojej stylistyki – schludnie, minimalistycznie, naturalnie. Przerobiłam już wszystko – mocne mejkapy (przecież musi być widać, że jestem wizażystką!), „modne” stylizacje (w końcu robię w modzie!) i parę innych stylizacyjnych wariactw, aż w końcu doszłam do wniosku, że najlepiej się czuję jako ja, a ja to znaczy białe, szare albo czarne i ulubiony mejkap, i wiecie co? Ojezu jak mi lekko teraz. Droga do odnalezienia własnej estetyki jest długa i wyboista i błądzi się w niej aż miło, ale warto spróbować. Być sobą i wyrażać siebie w swój własny, ulubiony sposób jest zawsze spoko.

5.Nie narzucaj swojej wizji na siłę.

Moim zdaniem ważne. Makijaż to sztuka kompromisu.

Zazwyczaj zanim spotkam się z przyszłą Panną Młodą albo z panią zainteresowaną makijażem pytam, czy widziała makijaże na moim Fan Page’u i czy odpowiada jej mój styl. Uważam, że to jest uczciwe stanowisko – ja maluję tak, to jest moja estetyka, najprawdopodobniej pójdziemy w tym właśnie kierunku jeżeli chodzi o make up. Jeżeli Pani marzy o kolorowym, pawim oku to chętnie polecę koleżanki, które preferują taki właśnie styl. Ale do tego też musiałam dorosnąć i wcale nie zawsze mam rację.

Malowanie ludzi zawodowo nie jest łatwe – zderzasz się z czyjąś wizją siebie, czasem odległą od rzeczywistości, z czyimiś wyobrażeniami o make upie, często zdeformowanymi przez instagramowe filtry i ulepszacze. Sztuką jest pomalować kogoś tak, żeby ta osoba czuła się najpiękniejsza na świecie i samemu z dumą podpisać się pod swoją pracą imieniem i nazwiskiem. Do tego staram się dążyć i uważam, że to najlepszy z możliwych kompromisów. Tutaj też czyhają na nas zasadzki w postaci naszego ego – a my wcale nie jesteśmy nieomylni, ale o tym zaraz.

Kiedyś na siłę wciskałam kobietom swoją wizję ich wizerunku – pani ABSOLUTNIE niech unika kreski, a pani pasuje tylko taki odcień szarości itp itd. Dzisiaj oduczyłam się tej zero-jedynkowości, a nauczyłam się rozmawiać – ja panią widzę tak i tak, ale dostosujemy to do pani wizji, spotkajmy się pośrodku, spróbujmy, zobaczmy… TAK, w nasz zawód wpisane jest to, że powinniśmy wiedzieć lepiej, TAK, jesteśmy ekspertami, TAK, już na pierwszy rzut oka często wiemy, w czym komuś będzie dobrze, ale hej, nie siedzimy w środku tej osoby. Niech spróbuje, poczeka chwilę, oswoi się, niech sprawdzi sama – to jest zawsze lepsze niż zakrzyczana przez nas pani zmywająca w domu make up, w którym nie czuje się sobą. Znowu – dystans, pokora i dużo serdeczności. Magiczna broń najlepszych makijażystów.

A tak naprawdę, naprawdę, naprawdę najważniejsze jest… żeby kochać to co się robi. Iść do pracy z uśmiechem na ustach, spełniać się w niej i wracać zadowolonym i dumnym z siebie. Niełatwo jest czasami – godziny na planie dłużą się, czas pracy jest niczym nienormowany, zdarza się, że po piętnastu godzinach na nogach człowiek już nie wie gdzie je ma włożyć. Kręgosłup boli, stres jest spory, konkurencja ogromna.

No i co z tego?

Głęboko wierzę, że jeżeli robi się coś uczciwie, względem siebie i swojego wewnętrznego „ja” i innych… nie ma innej opcji – będzie pani zadowolona!

Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii – zgadzacie się/dodalibyście coś/z czymś się absolutnie nie identyfikujecie? Dajcie znać 🙂

Do zobaczenia!

M.

 

10 komentarzy

  1. Ania
    • Monika Harwas
      • Ania
        • Monika Harwas
  2. Kasia
    • Monika Harwas
    • Monika Harwas

Skomentuj