Co czuje kobieta, kiedy sprzedaje motocykl?

Zaraz się dowiecie, że… 

 

My, kobiety, jesteśmy wyjątkowe.
Pod powłoką wydepilowanej i wybalsamowanej skóry buzuje w nas ocean emocji. Matko święta, czego tam nie ma, w tej głębi! Jest miejsce na szkołę, pracę, obiad dla dzieci, zakupy na Zalando, jest reklama Allegro z dziadkiem co się uczy angielskiego, jest ostatnia nieudana wizyta u fryzjera i nowa seria „Kochanych kłopotów”, a jakby trochę pogrzebać, to i znaleźć by można tą niemiłą panią z przedszkola, co to nas zmuszała do leżakowania. Wszystko się tam u nas kotłuje, miętoli, wrze i bulgocze, jak w najprawdziwszym wulkanie.

alpinestars

Emocje.

My jesteśmy złożone z emocji.

Przywiązujemy się do ludzi i do rzeczy. Nadajemy samochodom imiona, nie jesteśmy w stanie pozbyć się ukochanej pary spodni z czasów liceum, a piwnica w domu rodzinnym to zbiór naszych ukochanych zabawek z dzieciństwa mamo nie wyrzucaj to przecież miś Edward. 

No i bądź tu teraz mądra, jak już postanowiłaś, i właśnie jesteś w trakcie procesu sprzedaży swojego motocykla, to jest niby wiesz, że sprzedajesz, ale jednak wcale nie jesteś tego taka pewna.

Sprzedaż swojego pierwszego, prawdziwego motocykla to jest dla kobiety trochę, jakby stracić przyjaciela. Niby wiesz, że idzie nowe, że ogólnie to super i krok do przodu, ale za każdym razem jak zerkasz na te znajome błotniki, na tą kostkę na oponach i na plastiki z numerami, to jakoś tak… No właśnie.

Ale decyzja zapadła. 

img_1715

Trzeba się było godnie pożegnać. Pożegnać się, to znaczy zejść do garażu, przyodziać czerń szary dres, w oczach mieć łzy i głaskać Jadźkę po kanapie, wspominając dawne czasy.

A trochę tego było.

Wszystkie Mistrzostwa Polski, Międzynarodowe Mistrzostwa Lubelszczyzny i Mistrzostwa Okręgu Warszawskiego, a przygód tam było bez liku, i z takich, które mi się akurat przypomniały, jak Jadźkę po kanapie głaskałam, to będą te:

1.Raz stałyśmy z Blanką na starcie, pod nami motocykle buzowały, wrzawa panowała okrutna, a tłum kibiców temu wszystkiemu wiwatował, i po chwili bramki opadły i kurz był opadł też, a spod tego opadniętego kurzu wyłoniła się Blanka leżąca ze swoim motocyklem nieopodal mych stóp. No więc ja, Monika Harwas numer startowy osiemdziesiąt siedem zrobiłam to, co każdy porządny zawodnik zrobić był takiej chwili powinien, to jest nie ruszyłam się z miejsca, odwróciłam głowę w koleżanki stronę i dziarskim głosem zaczęłam nawoływać:

„Blankaaa, jedź!”

A potem chyba był zakręt.

2. Raz pan w biurze zawodów raczył sobie zażartować, i on tak żartem się mnie na odchodne zapytał, a ile to biegów ma ten motocykl, a ja mu wtedy odpowiedziałam, że panie, ja trójkę wykręcam i na skok walę i reszta to mnie nie interesuje, i wiecie co, ja wtedy uznałam że strasznie śmiesznie mu odpowiedziałam.

Update: już ogarniam wyższe biegi i reszta też mnie interesuje.

3. Raz jechały nas cztery i tak blisko pudła to ja w życiu nie byłam, i słuchajcie, jak ja walczyłam tam o to trzecie miejsce to jezusmaria klękajcie narody jaka to była walka. Ze startu to wyleciałam, jakby mi obiecali, że na mecie będą szczeniaczki mopsów, w każdym zakręcie zmawiałam modlitwę do Matki Boskiej Przyczepnej, żeby mi tylko kółka nie pouciekały, chyba nawet pierwszy raz się wtedy poznaliśmy z czwartym biegiem, no niesamowite z mojej strony to było ściganie, takie czyste, prawdziwe i pełne zawziętości, i już już jechałam po zwycięstwo, już brązowy medal na swojej szyi widziałam, już wymyślałam mowę z podziękowaniami…

No i wtedy właśnie jakieś dziecko mi wjechało prosto w szprychy.

Haha. Ha.

4. Ale żeby być już tak całkiem uczciwym, to właściwie większość zawodów w moim wykonaniu to była niezapomniana przygoda. Jeździłam tam, bo było fajnie, dużo znajomych i super trening, a jeżeli chodzi o ściganie, to chyba głównie z Karoliną o to, która pierwsza do tojtoja. Szczerze? Super czasy. Chciało mi się wsiadać w busa, jechać 400 kilometrów w jedną stronę na zawody, stawać na bramce, ruszać na kole, wywalać się, podnosić motocykl, jechać znowu, ścigać się z samą sobą i z tymi, co tam też zostały na tyłach, chciało mi się napędzać na skoki, niektóre przelatywać, a niektórych zupełnie nie, chciało mi się tego błota, piachu, potu, krwi i siniaków, chciało mi się tego zmagania ze strachem, zmęczeniem, adrenaliną i z więzadłami bocznymi.

12901146_1100457790004519_8383524172108745305_o

I wiecie co?

I kurcze, no już mi się nie chce po prostu.

Przeżyłam przygodę życia z motocrossem. Poznałam mnóstwo przewspaniałych ludzi, z pasją, pomocnych, pełnych humoru i entuzjazmu. Takich, co kibicowali, podpowiadali, pomagali, dopytywali, takich, co się się ze mną cieszyli i przeżywali emocje, jakie ten sport ze sobą niesie. Poznałam twarde, pełne energii i zapału babeczki, które z uśmiechem na ustach wjeżdżały na tor, żeby mieć radochę ze swojej pasji, a każda jedna z nich to piękna historia spełnionego marzenia. Poznałam mężczyzn, którzy podawali pomocną dłoń, kiedy było trzeba, a kiedy indziej zagrzewali do walki. Dostałam mnóstwo, mnóstwo, ale to mnóstwo świetnej energii i nie wiem, czy jestem w stanie wygenerować tyle, żeby oddać ją dalej światu 🙂 Wszystkim z całego serca za tę przygodę dziękuję. Róbcie dalej to, co robicie, bo robicie to świetnie.

12088028_997817050268594_5937396321462132845_n

I, słuchajcie, w którymś momencie spoliczkowała mnie myśl, że to chyba już.

Że juz sobie coś udowodniłam.

Wymyśliłam sobie znikąd jeden z trudniejszych sportów świata, nie znając w tym światku nikogo i nie mając nawet pojęcia, jak się w ogóle odpala motocykl. Kupiłam swoją pierwszą Yamahę, chociaż chyba nikt mi do końca nie wierzył, że ja tak na serio z tym motocrossem. Łapałam każdą możliwą pracę i przerzuciłam się na ryż z jogurtem, żeby wyciułać na treningi. Parę razy dałam się oszukać, parę razy się potłukłam, raz zostałam na lodzie z motocyklem bez planu, co to dalej z tym zrobić, za to z jedenastoma mandatami za parkomaty do opłacenia. Cholerka, no nigdy się  nie poddałam. No cisnęłam jak mogłam i jak umiałam, bo miałam to swoje marzenie i nie chciałam z niego zrezygnować. I w końcu, JA, takie chuchro zawsze, co to szmery w sercu miało w podstawówce, co nigdy nie zrobiło szpagatu i do dzisiaj nie umie stać na rękach (ale trenuje), takie dziewczę, co to zawsze było trochę nieśmiałe i radośnie piegowate, no ja, ja po prostu, stanęłam na bramce Mistrzostw Polski w Motocrossie gotowa do startu, z własnym motocyklem, numerem startowym i nazwiskiem na plastikach.

No i powiem Wam, że całkiem duma. TAKĄ długą drogę zrobiłam.  Można, wszystko można w życiu. Co się chce, można. Tylko  trzeba być gotowym na siniaki.

I teraz, wyobraźcie sobie Kochani, teraz to ja jestem w takim fajnym momencie życia, że już nic nie muszę udowadniać. Ani sobie, ani nikomu. I to jest takie absolutnie wspaniale uwalniające uczucie, nie wiem, czy to za sprawą magicznie zbliżającego się 3 z przodu, czy tego, że okres buntu już za mną, czy tego, że najlepszy mąż świata i taka też rodzina i przyjaciele, ale ja mam teraz taki chillout w głowie świetny, że każdemu życzę.

Myślę też, że to jest doskonały moment, żeby zacząć coś nowego.

Idę dalej.

Witaj, supermoto 🙂 

wp_20160515_15_54_21_pro

14 komentarzy

  1. Anka
    • Monika Harwas
    • Monika Harwas
        • Monika Harwas
  2. marcin
    • Monika Harwas
  3. Olo
    • Monika Harwas
        • Monika Harwas
  4. Louis
    • Monika Harwas

Skomentuj