4 motocyklowe kobiety, które inspirują.

Łapcie kilka niesamowitych historii fajnych babeczek!

 

Zazwyczaj kobiecie nie jest łatwo w motorsporcie. Najpierw, jak już sobie ten wymarzony motocykl przytarga, spotyka się z pytaniami: „a po co ci to?”, „a innych hobby nie było?”, „a nie pomyliło ci się z rowerem, dziewczynko?” (true story), potem spotyka się z uśmieszkami pod nosem, komentarzami, niby-żarcikami-ale-jednak-docinkami, czasem spotyka się też z lądowaniem (haha), a czasem zupełnie nie (też ja). Droga cierniami usłana!

Oczywiście na potrzeby wstępu literacko przesadziłam, bo, między nami mówiąc, na jedną niemiłą sytuację przypada pięć superprzyjaznych, ale pisarz nie ciastko, trochę solą sypnąć trzeba. (Proszę, jeden kurs pisania online, a już takie zacne metafory, no no, jeszcze kilka tygodni i prosto do kanonu lektur!).

Są jednak takie panie, które sobie z tym życiowo-płciowym torem przeszkód poradziły, które ani razu nie zlękły się ZNP, które same sobie odpalają z kopniaka, zawstydzają większość na torze, wykręcają piątkę, a te, co mają, to wykręcają też i szóstkę i ogólnie to wymiatają. I ja dzisiaj chciałam o nich, bo niby się mówi, że kobiety, że motocykle i sukcesy, ale na te same hasła w wyszukiwarce wciąż najpopularniejszym obrazkiem jest roznegliżowana modelka w bikini z Yamahą R1 w tle. A szkoda, bo wszystkie bohaterki, o których ja dzisiaj tentego, to chodzące inspiracje. Przykłady na to, że jak się bardzo chce, to można i że talent plus pracowitość równa się sukces, a to wszystko okraszone jeszcze odrobiną szczęścia równa się sukces że ojezusmaria.

No to zapraszam.

1.Ashley Fiolek.

Od niej się wszystko zaczęło.

Kilkukrotna Mistrzyni Motocrossu (WMA), zwyciężczyni X Games, pierwsza kobieta na okładce TransWorld Motocross (lepiej niż Vogue), pierwsza amerykańska zawodniczka, która podpisała kontrakt z fabrycznym teamem Hondy (lepiej niż Victoria’s Secret), twarz rajstop Red Bulla (lepiej niż… Belvedere?). Ogólnie – dała dziewczyna czadu w życiu. Ale jakbyś chciał jej złożyć gratulacje, to nie dzwoń – od urodzenia jest niesłysząca. Pani jej w szkole powiedziała, że może by sobie znalazła „plan B” zamiast tych motocykli. A Ashley Fiolek pokazała pani ze szkoły, żeby sobie wsadziła swoje plany B w… gdzieś, gdzie jej się być może kiedyś przydadzą, i wyjeździła Mistrzostwo Wszystkiego. Więcej o Ashley tutaj, bo oprócz tego, że najszybsza, że okładki, że sława, że epizod w serialu, że Red Bull i że różowe włosy, to jeszcze machnęła sobie wykład na TEDx, no bo to przecież taka zupełnie zwyczajna historia zupełnie zwyczajnej dziewczyny z zajawką, no posłuchajcie zresztą sami:

 

2.Laia Sanz.

Wstajesz rano, włosy Ci się nie układają, kawa się skończyła, znowu się do roboty spóźniasz i na bank dzisiaj dostaniesz okresu. Wychodzisz na zewnątrz i… cholera jasna, wdeptujesz w pustynię pośrodku zupełnie niczego, bo jakbyś zapomniała, to właśnie uczestniczysz w Rajdzie Dakar i musisz dzisiaj pokonać kilkaset kilometrów w piachu, a za towarzyszki będziesz mieć wydmy, swój własny pot i może jakąś zabłąkaną jaszczurkę.

laia-sanz-dakar-2015_02

Tak mógłby wyglądać trailer filmu o życiu Lai Sanz.

Laia Sanz to Hiszpanka rodem z Barcelony, kobieta-żyjąca legenda w świecie enduro. 17 (!!!) tytułów Mistrzyni Świata (4 enduro, 13 trial), 5 medali X Games (4 złote, 1 srebrny) plus 9 pozycja w Rajdzie Dakar w 2015 roku (pierwsza kobieta z tak wysoką pozycją w Dakarze) zagwarantowały jej miejsce w historii motorsportu. Uwielbiam przeglądać jej profil na Instagramie – zawsze uśmiechnięta, czasem zakurzona, czasem w maseczce błotnej, buchająca entuzjazmem. Podgląda sobie człowiek taką Laię i uśmiech sam na twarz wskakuje – właściwy człowiek, na właściwym motocyklu, podczas właściwego wyścigu. Przykład na to, że w świecie enduro też znajdzie się miejsce dla fajnej babki. W tym roku Laia znowu reprezentuje naszą płeć podczas Dakaru – trzymamy kciuki!

3.Maria Costello

johnny-sweeney-photos

Nie można nie wymienić, bo to grzech byłby straszny. Chyba najbardziej rozpoznawalna motokobieta – założycielka fundacji Women On A Motorcycle, organizatorka track days dla kobiet (ŚWIĘTY MIKOŁAAAAAJUUUUU!) odznaczona Orderem Imperium Brytyjskiego (Karol jej dał), pierwsza kobieta na podium TT, w latach 2004-2009 autorka najszybszego okrążenia na TT wśród kobiet, chyba nawet ustrzeliła tam rekord Guinnessa. Wydawała też autobiografię o zupełnie niezaskakującym tytule – „Queen of bikers”. No nie da się zaprzeczyć. Tym bardziej, że Maria z powodzeniem ściga się z mężczyznami podczas najbardziej niebezpiecznych rajdów świata, a tam się jedzie tak:

Jeżdżąca kobieta wspierająca i inspirująca inne jeżdżące kobiety. TAK. TEGO CHCEMY.

4.Last but na pewno nie least – Joanna Miller. 

2-195

Cześć Asia!

Nie mogło tu zabraknąć polskiego akcentu.

Stałam ci ja kiedyś przy skoku w Sochaczewie. Zawody były, parę lat temu. Rajd Niepodległości, a więc listopad, zimno i błoto. Trwa wyścig licencji A, czyli creme de la creme, the best of the best, tam nie ma ludzi z przypadku. Wpadają wszyscy na skok (a jeszcze przypomnę, że ja nieopodal stoję, i buzię mam rozdziawioną a oczy jak pięciozłotówki). Bach! Przeleciał pierwszy! Bach! Bach! Kolejni za nim! Jezusmaria ile oni w powietrzu lecą, ile to metrów nad ziemią, z jaką oni prędkością na ten skok się rzucają! Słyszę nagle gdzieś obok siebie (ja wciąż zamurowana, błoto z policzka wycieram):

-O patrz, Joasia Miller.

Joa-CO?!

Tam jest DZIEWCZYNA?!?

Czy ona chce zginąć?!?

Osz cholera.

Piąta jedzie.

Tego dnia postanowiłam, że któregoś pięknego poranka ja też stanę na sochaczewskich bramkach i wystartuję. Jak widać, słowa dotrzymałam, a już jak mi poszło, to każdy sobie sam doczyta, a warto, bo DiCaprio na pewno czytał jak się do „Zjawy” szykował, i proszę, Oscar.

Ale ja o Asi, a mamy się czym chwalić: 6 (!) miejsce w Mistrzostwach Świata (!!!) 2013, 13  miejsce w Mistrzostwach Świata 2014, 3 (CZY WY TO WIDZICIE) miejsce w zawodach Mistrzostw Świata w Arco di Trento 2012, nie wiem ile Mistrzostw Polski zakończonych na pierwszym miejscu, ale tutaj to Asia może nam, zawodniczkom pomachać na starcie, skończyć wyścig i zrobić nam kanapki na drogę, bo to w ogóle nie te progi. No duma. No duma taka na poziomie światowym. Taka duma, że aż wstajemy z kolan, odpalamy motocykl z kopniaka i walimy 30-metrowego skoka.

Ostatnio znajomy zapytał się mnie, czy w motocrossie mamy kogoś w Polsce, kto ściga się na światowym poziomie.

Mamy.

Joasię Miller 🙂

Patrzcie, zima za oknem, a jak się poczyta o fajnych babkach to od razu jakoś raźniej! Na koniec trochę polecę rzewną nastolatką, ale jeśli nie mam tutaj racji, to już naprawdę w takim razie nie wiem, kiedy ją mam:

Tak naprawdę, to nieważne jakie się ma hobby. Można się lubować we wjeżdżaniu w zakręt z prędkością 260 km/h, można latać kilkunastometrowe skoki, ale można też z zapałem sadzić truskawki albo piec superpyszne ciasta. Można uwielbiać uczyć w gimnazjum, albo mieć zajawkę na wychowywanie dzieci. Grunt, żeby to robić z pasją. I to jest szczerze imponujące.

No dobra.

Faktycznie rzewnie.

Do zobaczenia w następnym poście,

M.

8 komentarzy

  1. Olo
    • Monika Harwas
      • Monika Harwas
          • Olo
          • Monika Harwas
          • Monika Harwas

Skomentuj