Supermoto czy motocross?

Są takie rzeczy na świecie, w które jestem dobra. 

 

Są takie czynności, że wychodzą mi one doskonale, nie męczę się wtedy wcale, jasność mam umysłu i ogólnie to mam taki dar, że je umiem. Mam do nich talent, no dar Boży mam do nich, co tu się będę skromnością zasłaniać.

Żeby nie przedłużać wstępu, bo ja wiem, że Wy teraz w napięciu siedzicie i boicie się, że przeskrollujecie niechcący, co to były za rzeczy, co ja je tak umiem i tak się nimi na wstępie chwalę, to ja już piszę oczywiście, już mi się literki pod palcami wciskają, już enter zaraz kliknę, uwaga uwaga, ze wszystkich aktywności świata, to ja najbardziej umiem:

płacz (i tutaj kolejno, różne rodzaje, bo wiadomo, że z tym płaczem to wcale nie jest tak hop siup, tam są jeszcze gatunki, rodzaje, rzędy i inne klasy, a wszystko to z rodziny beksowatych, oczywiście. Z takich najważniejszych, to wymieniłabym tutaj: płacz na zawołanie, płacz niechcący, płacz ja wcale nie płaczę tylko mi się oczy spociły, płacz bo Mufasa nie żyje, płacz bo ta pani tak ładnie śpiewa, płacz z wyciem, płacz ze śmiechem, bo ja tak śmiesznie płaczę, i, oczywiście, płacz najważniejszy, to jest płacz bo Russel Crowe umarł w „Gladiatorze”. Pamiętam jeszcze płacz że Leonardo nie zmieścił się na drzwiach na oceanie i posuń się idiotko, ale to było 15 lat temu, sporo czasu minęło, nie ma co żyć przeszłością koniec nawiasu).

wakacje. Oooh, wakacje to ja umiem doskonale! Ci, co jeszcze nie wiedzą, że ja umiem wakacje tak bardzo, niechaj zerkną tutaj, bo ja tu akurat brawurowo szpanuję swoimi wakacyjnymi umiejętnościami i zdjęcia są i przygody są też.

życiowy stunt to też jest rzecz, w której doskonalę się odnajduję, a przejawia się to głównie tym, że mam 29 lat i wciąż nie skończyłam studiów, ale za to nakręciłam reklamę traktorów z Hindusami na polu pod Leoncinem, dotykałam włosów Joanny Brodzik, widziałam nagie Playmates i zamknęli dla mnie Bibliotekę Uniwersytetu Warszawskiego. Czyli całkiem, kurde, imponująco.

No tych talentów to ja jeszcze oczywiście mam sporo, ale nie jesteśmy tutaj dla przyjemności, ja tu dla nas dzisiaj inny powód spotkania wymyśliłam, mianowicie ja Wam chciałam opowiedzieć o tym, że oprócz mnóstwa cech absolutnie wspaniałych i imponujących, mam też jedną taką, która mi sen z powiek spędza, a dokładnie to

ja zupełnie nie umiem podejmować decyzji.

Z takich sytuacji, kiedy nie wahałam się wcale i odpowiedź znałam doskonale, to myślę, że wymienić mogłabym dwie, z czego jedna wydarzyła się w sierpniu, kiedy to pan w sukience zapytał się mnie czy chcę Andrzeja, i ja wtedy powiedziałam że chcę, i to była Naprawdę Dobra Decyzja, a drugiej to chyba jednak nie pamiętam, ale strzelałabym, że coś związanego z mopsem.

Z tymi decyzjami to naprawdę trudna sprawa. Do tego stopnia trudna, że jak się mnie zapytasz, czy wolę kanapkę z serem czy z jajkiem i majonezem, to najpewniej udam, że nie zrozumiałam pytania, albo żeby zyskać na czasie spojrzę na ciebie z przerażeniem, mrugnę rzęsą parę razy (bo to wiadomo, dodatkowe sekundy), głośno przełknę ślinę, wgapię się w twoją twarz i wydukam:

-Cco?

Podsumowując – nie jest łatwo.

Nie jest też łatwo, kiedy w którymś momencie życia w posiadanie bierzesz YZ 125 i jeździsz sobie w błotku, i jest naprawdę całkiem spoko, co prawda trochę się męczysz, trochę obijasz, ale ogólnie to jesteś zadowolonym człowiekiem i pyrgasz sobie na crossie, a potem wsiadasz na CRFę 450 (dla zainteresowanych post ze Zdzisławą Sośnicką w tytule, oczywiście polecam) i okazuje się że wszystko to szlag. I teraz tak: błotko – no przecież dalej jest spoko, wciąż lubisz polatać sobie w piachu, gdybyś mogła to dzieciaka nazwałabyś Tor Mysiadło, a na widok nowych ciuchów z Foxa pocą ci się dłonie. Wszystko gra, jarasz się motocrossem tak jak się jarałaś zawsze, dwa razy na trening cię nie trzeba zapraszać, już nawet prawie obczajasz o co chodzi w zakrętach i mogłabyś przysiąc, że jeszcze miesiąc i przelecisz tego skoka z dziurą.

Ale kiedy zasypiasz, pod kopułą powiek, za rzęs pierzyną czeka…

(nie, nie książę z bajki, błagam, to jest blog o poważnych rzeczach).

Tam czeka CRFa. 

Ostatnim obrazem, zanim cię utuli Morfeusz, jest właśnie to cudo o błyszczącym licu i gładkich oponach, nieskalanych piachem, błotem ani kamykiem.

I co z tym zrobić teraz? Jak się handluje z takim zagadnieniem? Motocross czy supermoto? Piach czy asfalt? Ortezy czy kombinezon? Skoki czy zakręty na kolanie? Przed takimi oto stanęłam wyborami.

Wszyscy wiemy, że w życiu nie można mieć wszystkiego. Nie ma tak, że zjesz tabliczkę czekolady i ona nie wędruje do bioder. Albo że zostaniesz w domu w deszczowy poranek, a pies się sam wyprowadzi. Albo, że wypijesz butelkę wina, a… a nie, wtedy i tak jest jest spoko. No ale wszystkiego na raz się nie da. Trzeba się w którymś momencie na coś zdecydować, a jak się wróciło na studia i zrezygnowało ze stałej pracy, to trzeba się decydować szybciutko szybciutko!

Kilka nieprzespanych nocy, niekończące się analizy, kilka kartek z rozpisanymi „za i przeciw”, dużo rozmów, lekcja jogi, debata z mopsem…

fullsizerender

 

dobra, wiem.

Oczywiście, że Wam teraz nie powiem!

I teraz, żeby Was jeszcze w tym napięciu potrzymać, to ja tę opowieśc rozłożę na odcinki, tak tak, na odcinki, a każdy będzie długi i będzie miał mnóstwo wątków niczym „Moda na sukces”, a na koniec okaże się, że Andrzej jest moim ojcem, Browar bratem, a Jadźka z CRFą od pół roku ukrywały romans. W międzyczasie, ażeby czekanie lżejszym Wam było, proponuję:

  • ankietę „Co wybrała Monika?”
  • diagramy „Supermoto vs motocross”
  • rozprawkę na temat: „Piach czy asfalt? Życiowe rozterki Moniki H.”
  • plakat „WYBIERZ MĄDRZE”.

I jakoś dotrwamy do następnego posta!

Czeeeść!

 

4 komentarze

  1. Justyna
    • Monika Harwas
      • Justyna
        • Monika Harwas

Skomentuj