Mąż, Monster Girls i motocykle…

…czyli fajna to była sobota! 

 

Z rzeczy na M to ja bardzo lubię dwie.

-Mojego Męża

-i motocykle

I teraz jak się połączy Mojego Męża i motocykle, do tego dodamy nachosy z sosem pomidorowym, popcorn, trochę wybuchów i dźwięk czterosuwa, to wiecie co nam wyjdzie?

Bardzo fajna sobota.

Czyli byłam na imprezie o dumnie brzmiącej nazwie Supercross King of Poland i tak, opowiem Wam o tym, jak tam było.

img_1510-2

Ogólnie rozmach.

Reklama na fejsbuku, reklama w telewizorze, ludzie od miesięcy mówili, że Supercross is coming, brace yourself i kupuj bilety, szaleństwo motocyklowe wielkimi krokami nadchodzi. Nie powiem, marketingowo naprawdę zacnie rozkminione, a co jak co, ale na marketingu to ja się znam doskonale, bo nie dość, że urwałam kiedyś sąsiadowi kwiatki z ogródka, to mu je jeszcze potem sprzedałam, i to za cenę nie byle jaką, bo za 50 groszy, a lat miałam około pięciu, więc to nie są jakieś przelewki kochani, to jest czysty biznes.

No więc marketing jest, tłumy są, sobota upragniona nadeszła, siedzimy na trybunach, czekamy co to teraz nastąpi. Następują dziewczęta tańczące z ogniem, bardzo zresztą ładnie z ogniem tańczące, następuje także dziewczyna wijąca się na firanie, ale tutaj to naprawdę szacun, bo ja nawet pamiętam, że raz też chciałam się tak zawinąć na zasłonie, i ani to było ładne, ani seksowne, a i chyba nawet skończyło się urwanym karniszem. Naprawdę jest cacy – w powietrzu unosi się zapach radosnego oczekiwania, popcornu, stówy wydanej na bilet i entuzjazmu, głównie mojego, no ale kto zna, ten wie. Czyli coś jak Święta, pierwszy dzień wiosny i dożywotnia zniżka 90% w Inglocie w pigułce.

Pierwsi zawodnicy stają na starcie. Motocykle ustawiają w równej linii, odpalają się silniki, para buch, silnika warkot, drgać ziemia zaczyna…

I mi się, słuchajcie, w tym właśnie momencie przypomniał mój pierwszy start w życiu, jak to ja ruszałam w nieznane przestworza piachu, a była to rzecz równie zabawna, co w skutkach tragiczna, i to może nawet nie dla mnie tragiczna, bo ja tam się jakoś doczłapałam do mety, ale dla tych, co to mi musieli po drodze pomagać, żebym dojechała w miarę możliwości w jakimś jednym, sensownym kawałku.

No ale po kolei, opowiem wam, bo to śmieszne naprawdę.

Nie powiem, żeby od początku nie zapowiadało się wesoło. No bo czego innego się spodziewać, jeśli decyzja o starcie zapada dość spontanicznie, i to na tyle spontanicznie, że w karcie zdrowia masz swoje profilowe z fejsbuka, bo w tym całym szaleństwie nie zdążyłaś sobie nawet ogarnąć zdjęcia? Dodam, że w tamtej epoce dziubki cieszyły się niegasnącą popularnością, więc już na wejściu miałam plus 10 do Jasia Fasoli i jego paszportu.

Niepomna, że jazda 85tką przez 45 minut w głębokim piachu to wcale nie jest dobry pomysł, któregoś pięknego, wiosennego (chyba) dnia stanęłam ci ja na starcie zawodów cross country w Górze Kalwarii. Zaraz też się okazało, że marzenia o spektakularnym wyjściu z bramki, wśród okrzyków zachwytu, rozstępującego się pod kołami piasku i wystrzeliwujących fajerwerków są zupełnie złudne, a to dlatego, że w cross country, pani kochana, do swojego motocykla się dobiega i odpala z kopniaka. Czyli już na wejściu dostajesz naleśnikiem w twarz bo a) weź dobiegnij gdziekolwiek w butach motocrossowych b) haha kto mi odpali z kopniaka.

1267844_522076924528814_303220172_o

Nr 87 jak widać, gotowa do startu.

No ale wystartowałam. Potknęłam się, pomyliłam motocykl, zapomniałam, gdzie się wciskało, że jedziesz, ale wystartowałam.

Jadę. Znaczy jadę ha ha. Po 5 metrach zorientowałam się, że ja plus moje ówczesne umiejętności plus małe, zgrabne kółeczka osiemdziesiątki plus pustynia równa się nieplanowana, niemalże godzinna walka o życie z żywiołem. Tak, żywiołem, bo kto nigdy z uszu piasku nie wysypywał niech pierwszy rzuci kamieniem!

A jaka to była walka, słuchajcie!

Za każdą gałęzią czaiły się moje powybijane zęby, w każdej dziurze mój kręgosłup zostawiał kawałki swoich kręgów, temu wszystkiemu przygrywały rozpacz i chęć przetrwania, a za nimi dzielnie truchtała wola walki i uderzała miarowo w talerze. Jak Varius Manx tonący w ruchomych piaskach, jak Mufasa otoczony przez antylopy, jak Braveheart przedzierający się przez zastępy Anglików, tak ja pełzłam ku mecie, a zwycięstwo to już wtedy miałam głęboko w kalesonach, ja tylko cholera, chciałam dożyc do końca.

1185124_439403762846380_1023679582_n

tu akurat nie z zawodów, ale to już widać, że jest nielatwo

I był tam też Karol, taki z tych lepszych Karoli, taki z tych, co to kilkadziesiąt razy stawali na podium Mistrzostw Polski, i nie powiem, obecność Karola znacznie podnosiła rangę mojego startu, toteż jadąc tak trochę byłam Karolem, a trochę wciąż jednak sobą, to znaczy wciąż walczyłam o życie. O życie moje walczył też Karol, gdyż niefortunnie był on stanął w takim feralnym zakręcie, gdzie trochę było z górki, a trochę pod górkę, no i to mnie ewidentnie przerosło. Karol ten biedny człowiek musiał mnie za każdym jednym razem podnosić, a oprócz mnie podnosić też motocykl, a oprócz tego, że podnosić, to i odpalać, i powiem Wam szczerze, że jak już tak z piąty raz się do owego zakrętu zbliżałam, to w oczach Karola zobaczyłam cień rozpaczy, a nawet rzec by można że rozpaczy zasłonę.

Ale dzielnie przedzierałam się przez zastępy piachu dalej, mając na uwadze już tylko to, że jeszcze chwila i już zaraz koniec, no bo przecież ileż tych kółek można nachapać, i co spojrzałam na zegar, to się okazywało, że jeszcze z 40 minut, i mówię Wam, że na bank tam coś nietegez było z bateriami, ale ja się oczywiście nie poddawałam i byłam wtedy najwaleczniejszą z Monik Harwas jakie aktualnie znałam.

A kiedy w końcu dojechałam, cała pokryta kurzem i przegranymi marzeniami, z językiem na wysokości brody, obitym każdym centymetrem ciała, powiekami sklejonymi piaskiem i potem, kiedy nadszedł moment, że i mi należały się fanfary i brawa i okrzyki, że moje imię ten tłum skandować powinien…

…to wtedy…

to wtedy właśnie się okazało że nikogo już nie ma, bo zawody dawno skończone.

Na otarcie Waszych łez mam parę fajnych zdjęć z Supercross King of Poland. Bardzo proszzz.

img_1510-5

img_1534-2

img_1543

img_1548

no i to są, kurcze, fanfary!

One Response

  1. Olo

Skomentuj