Kurz, wesoły mops i zimne piwo…

 Czyli wróciłam do piachu!

No bo dlaczego to jest tak, że to jest takie niełatwe to wszystko?

Dlaczego to jest tak, że człowiek nie ma na przykład, gumowych kości? Uderzy się, ale zaraz się odbije, łańcuchy polimerowe mu zamortyzują wszystko pięknie, otrzepie się, rozejrzy, odpali motocykl i pojedzie dalej. Nie tam, że siniaki, krwiaki i ACL do zrobienia, tylko cyk, padłeś, powstań, zasuwaj dalej, nic się nie stało, czysta frajda, żadnym pękniętym naczynkiem nieskażona.

Albo dlaczego na przykład, człowiek się nie rodzi z takim pięknym przekonaniem, że on to najbardziej na świecie lubi na przykład, klocki Lego? I on już od najmłodszych lat wie, że klocki Lego to mu dają największe szczęście, i on te klocki Lego pieczołowicie całe życie układa, i on wie, że to jest właśnie to, on i te klocki Lego i on już szukać dalej nie musi, bo on już ma siebie i klocki Lego.

 Dlaczego tak jest, że jak człowiek odnajdzie swoje wewnętrzne „ja”, ukryte gdzieś pomiędzy dohamowaniem do zakrętu a wyjściem z niego z odwinięciem gazu, to się zaraz okazuje, że jest już bardzo dużym człowiekiem, ma pionową lwią zmarszczkę, dużo zajęć na studiach i pracę, a w najbliższych planach ma także stworzenie jakiejś fajnej zygoty i to się jakoś wszystko wcale nie zazębia i nie układa w jedną, logiczną całość???

Motocykle, motocykle.

Ale to wcale nie było tak, że Bozia nie ostrzegała.

No ale od początku.

Zdarzyło się tak było, że wolny piątek. Postanowiłam więc wykorzystać go w jedyny słuszny sposób, to jest odpalić w końcu Jadźkę, bo aż przykro było patrzeć jak się kurzem pokrywa, zupełnie jak te garnki co je kiedyś kupiłam bo będę robić fondue, ale potem sobie przypomniałam, że właściwie to nie mam pojęcia co to jest fondue.

Jedziemy. Jadźka na pace, mąż prowadzi, Browar wesoło merda ogonem, w końcu czeka ją kurz i błoto czyli helooooł najlepiej, ja siedzę zaczytana w portalu o wątpliwej jakości merytorycznej, ale za to obożejakonamogłasięwtoubrać, no lepszego piątkowego popołudnia być nie może!

 Po lewej korek jak stąd do Świnoujścia. Umęczeni popołudniowym słońcem bijącym prosto w twarz, upoceni i wkurzeni kierowcy suną powoli w piątkowe popołudnie, a sprzęgło wciska im tylko nadzieja, że jeszcze jakieś półtorej godziny i wreszcie napiją się zimnego, weekendowego piwa.

Jedziemy. Opony nam wesoło piszczą, na desce rozdzielczej entuzjastycznie trzęsą się gogle, jadźka radośnie podskakuje przy każdej zmianie pasa, ja się do tego wszystkiego uśmiecham szeroko, i jeśli my nie jesteśmy teraz jeżdżącą reklamą rozradowanych, kolorowych emenemsów, to ja naprawdę nie wiem czym my teraz jesteśmy.

Nagle mąż zerka w moja stronę, przez twarz mu przelatuje taka chmura, co zwiastuje jakąś myśl głęboką pod spodem, zerka na sznur aut po drugiej stronie, potem jeszcze raz na mnie i pada pytanie:

– Ej, a kask wzięłaś?

Nożesz kurde.

img_1260

(No ale człowiek nie jest taki, żeby sobie nie poradził)

I to było pierwsze ostrzeżenie od Bozi. Żółta kartka, pani kochana!

Czerwona przyszła bardzo szybko. 

Sezon motocrossowy przebimbałam spektakularnie, zdradzając Jadźkę najpierw z Hondą, potem z Hooligunem, a potem jeszcze raz z Hondą, to znaczy parę razy, ale każdy, no mówię Wam, był tego warty. Zafascynowała mnie przyczepność asfaltowej powierzchni, przycieranie tej powierzchni różnymi rzeczami, prędkość i skórzane kombinezony. Ale to nie jest tak, że jak się Jadźkę parę dobrych razy zdradziło, to się za Jadźką nie tęskni!

Tęskni się okropnie!

I jak się w końcu, po tej rozłące Jadźkę odpali… jak ta tęsknota z człowieka wyjdzie…jak się w końcu od tej ziemi człowiek oderwie…jak się w zakręt tak fajnie wejdzie…jak się prawą rękę odblokuje… jak się na skok napędzi… jak się złoży w zakręcie…

img_1311

img_1306

img_1312

To się można nieźle wywrócić. 

 No i teraz sprawa wygląda następująco:

  1. Gdzie dobrze robią ACL?
  2. Kombinezon skórzany kupię tanio.

5 komentarzy

  1. Ania
    • Monika Harwas
      • Ania
  2. Olo
    • Monika Harwas

Skomentuj