Zrób sobie wolny poniedziałek…

Czyli wagary w słusznej sprawie. 

 

To oficjalne. 3 października nie idę na zajęcia, koleżanki nie idą do pracy, a znajome olewają zajęcia dodatkowe.

Co będziemy wtedy robić?

Będziemy walczyć.   

Bo teraz to się wkurzyłyśmy.

Z całej afery wokół zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej zrobiło się bardzo niefajne uproszczenie, które można sprowadzić do dylematu: jestem za aborcją, albo jestem przeciw aborcji.

Halo halo halo.

To nie o to tu przecież chodzi.  

Zdecydowana większość kobiet chce w którymś momencie swojego życia mieć dziecko. Kurde, tak nas ewolucja ukształtowała: mamy taką supermoc, że możemy zrobić i utrzymać w brzuchu życie.

W brzuchu. Życie. Czyjeś. Nowe.

Batman może się schować.

Rodzimy, kochamy, wychowujemy dzieci. Pomagają nam hormony, ściana macicy, partnerzy, książki  i cała reszta rzeczy i zjawisk, które nam w tym pomagają. Mieć dziecko jest super. Mieć dziecko w kochającej się rodzinie – najlepiej. Mieć dziecko, na które czeka się ze zniecierpliwieniem, które jest naszym małym, różowym, najukochańszym cudem, skarbem, które jest wynikiem miłości i którym jesteśmy gotowi opiekować się przez wieczność całą- jeszcze lepiej. Większość matek oddałaby za swoje dzieci życie, tak je kochamy, tak jesteśmy biologicznie zaprogramowane, tak już mamy.

Ale nie możemy nikogo do tego zmuszać. 

W życiu fajnie jest mieć wybór. Fajnie jest zadecydować, czy się będzie jadło schabowego czy bezgutenowe pierożki, fajnie jest podjąć decyzję, czy się będzie lekarzem czy artystą malarzem, fajnie jest też rozstrzygnąć, czy się będzie żyło czy nie. 

I teraz tak – tych, co mi tu teraz wjadą z dyskusją o zygocie i od kiedy mamy człowieka, a od kiedy nie, zapraszam z powrotem na lekcję biologii albo na jakieś inne forum, tutaj się o takie rzeczy nie spieramy. Cała reszta czyta w napięciu dalej.

Jestem przeciwna aborcji. 

Tak.

Ale ja mówię tylko o sobie.

I ja decyduję tylko o sobie.

I jestem przeciwna aborcji, jeżeli chodzi o moją osobę, dzisiaj. Bo dzisiaj jestem zdrowa, mam w planach dzieci, mam męża i jestem szczęśliwa.

Ale hej, wiecie co?

Nie mam daru przewidywania przyszłości. 

I jeżeli kiedykolwiek w moim życiu zaistniałaby taka sytuacja, a nikomu nigdy jej nie życzę, bo jest to przeokrutny koszmar, ale jeśli by zaistniała taka sytuacja, że lekarz by mi kiedyś powiedział, że

Pani Moniko, no sytuacja następująca, bo tutaj pewne rzeczy są nietegez, i Pani ma albo bramkę A, że pani umiera, ale jest Pani wspaniałą męczennicą, jaka piękna śmierć zupełnie bezsensowna, albo bramkę B że Pani przeżywa, leczymy, żyjemy, próbujemy dalej,

to wiecie co?

To ja bym chciała mieć wtedy wybór. 

I nigdy w życiu nie pozwoliłabym nikomu tego wyboru odebrać.

Jestem człowiekiem, żyję w wolnym kraju w XXI wieku. Mam prawo leczyć się u lekarza, któremu ufam, który swoje prywatne przemyślenia trzyma dla siebie, który troszczy się o moje zdrowie najlepiej jak potrafi, który nie ma związanych rąk bezsensowną ustawą. Mam prawo do bycia szanowaną, mam prawo do własnych decyzji, do własnego zdania, do przemyśleń, do refleksji, do własnego sumienia. I nie powinnam nawet musieć się o nie upominać.

I ja bym tutaj całą dyskusję na razie do tego sprowadziła, wiadomo, możemy się jeszcze rozpisywać o wszelakich konsekwencjach prawnych dla matki i lekarza, o gwałtach, o badaniach prenatalnych, o całej masie następstw zaostrzenia ustawy, które są tak koszmarne, że aż niemożliwe, że my o tym w ogóle dyskutujemy, ale ja bym tutaj postawiła kropkę.

Wybór, piękna sprawa. Taka… podstawowa.

Z tych trzech elementów hasła: wolność, równość, braterstwo

Wolność przez chwilę mieliśmy, ale spieprzyliśmy.

Równość nam nigdy nie wyszła.

Ale zostało nam jeszcze braterstwo. 

Może i akcja z ustawą antyaborcyjną to tylko kropla w morzu zagrażających nam spraw, może kiedy my się burzymy, za zamkniętymi drzwiami sejmu dzieją się jeszcze inne ważne rzeczy, ale wiecie co?

Hej, to nasz kraj.

My go tworzymy.

My go tworzymy razem. I jeśli w to uwierzymy, w siebie, w nas, jeśli się dokoła zauważymy, jeśli się trochę wokół nas rozejrzymy…

To możemy zbudować coś naprawdę fajnego. I możemy decydować.

Od podstaw kochani, od podstaw. Tak. Znowu tam wracamy.

Rozejrzyj się, zobacz swoją małą społeczność. Lokalną. Albo przyjaciół. Albo przyjaciół plus znajomych. Albo lokalną plus przyjaciół plus znajomych plus ludzi z pracy. O kurde. Dużo się nas zrobiło, co?

Utopia?

Raczej świadomość obywatelska. Albo świadomość w ogóle.

Jeżeli Ty też wciąż wierzysz, że my razem coś możemy, że my jako społeczeństwo naprawdę mamy głos, że my umiemy zawalczyć, wspólnie, jeszcze raz, wziąć sprawy w swoje ręce, a nie rozkładać je biernie bo co ja mogę, jeżeli Ty też, tak jak ja, wciąż wierzysz, że obywatel może, a nawet powinien o sprawach państwa decydować, może, a nawet powinien współdziałać i od podstaw swój mały świat budować…

Jeżeli Ty wciąż chcesz mieszkać w fajnym kraju, gdzie się szanujemy, działamy, robimy, czasem się nie zgadzamy, ale budujemy coś razem…

To zrób sobie wolne w poniedziałek. 

Są z nami pracodawcy, wykładowcy, duże korporacje. Wszyscy robimy sobie wolne. To się dzieje naprawdę. Bądź tam z nami. Żeby móc sobie spokojnie kiedyś powiedzieć: ja też tam byłam/em. Ja też walczyłam/em.

Pamiętacie 1980 rok? Oni wtedy wyszli na ulicę, zjednoczyli się w swojej sprawie i swoją wolność wywalczyli. Oni już zrobili swoje.

Teraz pora na nas.

3.10.2016.

Teraz my. My też tu jesteśmy.

2 komentarze

  1. Olo
    • Monika Harwas

Skomentuj