Piesowąż, Top Gun i Zdzisława Sośnicka…

Czyli poznajcie Hondę CRF. 

 

Generalnie to mi do szczęścia niewiele potrzeba.

Grunt, żeby były dwa kółka i silnik, i pokażcie mi jak to się odpala.

Psychofanem żadnej marki też nie jestem, nie jest tak, że ja teraz tylko Yamaha, i cała na niebiesko i Yamaha pany, aczkolwiek, nie powiem, czapkę Faster Sonsów mężowi podwędziłam i dumnie się z nią nieraz na padoku obnoszę, i w mojej głowie to ja jestem wtedy zawodnik z teamu, ze stajni zawodnikiem ja wtedy jestem w swojej głowie, ale zaraz potem mnie rzeczywistość uświadamia, że to jednak tylko w mojej głowie było, i chłopaki weźcie mi pomóżcie ruszyć z kopniaka.

Każdy motocykl jest fajny, bo jest fajny i jest motocyklem.

Rączki i nóżki ze szczęścia zacieram, jak patrzę na Jadźkę czy Pszemka, ale tak samo wariują mi kończyny na widok malezyjskiego rozkosznego małego skuterka w kolorze czystej miedzi, albo nowego, błyszczącego Scramblera w salonie. Jest nawet takie jedno słowo, co fajnie to zjawisko opisuje, i tak mi się przypomina, że ono by tu pasowało, i ono brzmi tak: RADOŚĆ. Każdy motocykl radością jest dla mnie okrutną.

A co dopiero nowy motocykl. 

Nie żebym ja tam jakoś strasznie była wymagającym klientem, a co dopiero znawcą, zresztą kiedyś jak mi mąż (ej, męża mam, wiecie???) tłumaczył, co i jak w motocyklach działa, to mi się od razu przypomniała pierwsza lekcja chińskiego na sinologii, to jest wtedy też zupełnie nic nie rozumiałam, a pani strasznie krzyczała, że przez przeponę trzeba oddychać, PRZEZ PRZEPONĘ, i ja się, pamiętam, wtedy zapytałam dziewczyny obok, gdzie do cholery jest przepona, i ona też nie była pewna gdzie ona jest, no i tak zostałyśmy najlepszymi przyjaciółkami.

Ale motocykle, motocykle.

No więc nie żebym jakoś tam się bardzo znała, ale…

Przejechałam się Hondą CRF z 2015. 

I nic już nigdy nie będzie takie samo.  

-Chodź, spróbujesz – mówi mi Jeszcze-Wtedy-Narzeczony i wskazuje ręką na CRFę.

Nie no gdzieżbym śmiała.

Znaczy się ja oczywiście bardzo chętnie, ale jak na złość nagle przypominają mi się wszystkie te miejsca, które zwiedziłyśmy z Jadźką, a wcale nie chciałyśmy, to jest:

-drzewo

-no dobra, kilka drzew

-rów

-dziura, której miało tam nie być, a była

-no dobra, kilka takich dziur

-ok, kilkanaście, kto by tam zliczył, każdej nie powinno tam być, a była

-motocykl innej zawodniczki na Mistrzostwach Polski w Człuchowie, ale to wtedy akurat wcale z Jadźką nie chciałyśmy nic zwiedzać, tylko jakoś tak się felernie spotkałyśmy z koleżanką, że przez chwilę sobie nawzajem oglądałyśmy silniki, no i nie powiem, bardzo ładne, no ale ile można podziwiać obcy silnik.

No więc obawy były, ale nie z takimi obawami się już na motocyklu siedziało, dobra, dawaj ta Hondę, a, spróbuję! Najwyżej ślub przełożymy!

Wsiadam. Ruszam. Powoli wjeżdżam na tor.

Jezusmaria na statku kosmicznym jestem.

Pierwsze kilka kółek zawsze trzeba zachowawczo, wiadomo, starsi mówili i dobrze mówili, raz się nie posłuchałam, wjechałam na piaszczysty tor z pełnym impetem, gaz wykręciłam, nie no nie powiem, prawie jak Villopoto szłam, sunęłam po tym piachu po prostu, no nad dziurami to się unosiłam…dopóki nie zatrzymało mnie stado rozjuszonych i wrogo nastawionych pokrzyw. Tak gdzieś po 50 metrach.

Jadę. Znaczy przepraszam, ja pokonuję przestworza asfaltu w rakiecie najnowszej generacji.

Gdyby Honda CRF miała mieć jakiś swój slogan, jakieś takie hasło marketingowe swoje, gdyby miała mieć na przykład piosenkę swoją, to ja wiem, jaki ona miałaby tytuł i ja wiem, że mogłaby ją zaśpiewać tylko Zdzisława Sośnicka.

Ona by miała tytuł: „Ja ci wszystko wybaczę”.

Zamknęłaś gaz niechcący? Nie szkodzi, pojadę dalej. Hamulec puszczasz zbyt gwałtownie? Nic się nie bój, ja cię gładziutko wyprowadzę. Sprzęgło za szybko? Damy radę, nawet nie poczujesz. O, zobacz, sama do zakrętu się złożę, ty się tylko trzymaj. I ty się trzymasz tej pięknej istoty, i trochę jesteś jak ten dzieciak, co latał na piesowężu w „Neverending story”, trochę jesteś Batmanem, trochę Larą Croft, a trochę jesteś z Moto GP. Ogólnie parujesz zajebistością i wygrywasz własnie życie. 

I tak płynęłam sobie gładziutko po tym asfalcie, i minuty mijały, a potem mijały kwadranse, a ja dalej płynęłam, i byłyśmy tylko ja i Honda, i podbijałyśmy tor Jastrząb i on cały był nasz i tylko nasz, i my się w taką całość zlałyśmy i takim byłyśmy pociskiem, i do prędkości światła się zbliżałyśmy, i ja tak sobie myślałam, że ja cię już nigdy Hondo nie oddam, i patrz jak myśmy się w tym wszechświecie odnalazły, ja i ty, ty i ja, i zobacz, jak nam obu ładnie w czarnym, no zobacz, jakie my stworzone dla siebie…

wp_20160515_15_54_21_pro

wp_20160515_15_49_57_pro

wp_20160515_15_47_39_pro

13177264_707342826074562_7582570173209658151_n

 

I potem zjechałyśmy, i kask zdjęłam, i włosy mi rozwiało, to znaczy rozwiało mi akurat te, które nie były kołtunem, a było ich trzy, no ale wiatr mi je tak rozwiał te trzy włosy, i Wtedy-Jeszcze-Narzeczony szedł w naszym kierunku, to jest moim i Hondy kierunku, i on tak szedł, i tak kask trzymał, i ja sobie pomyślałam, że my się tak jednak we trójkę odnaleźliśmy we Wszechświecie, to jest ja, Honda i Andrzej, i Andrzej szedł do nas cały czas, jak Tom Cruz w Top Gunie z tym drugim, co szedł obok, i Andrzej mógłby być Tomem a ja bym była tym drugim, i tak byśmy razem w tym slow motion szli, z jakąś kozacką piosenką w tle, a Honda by dreptała za nami, jak wierny pies, czarny i błyszczący, i ja to tak wszystko oczyma wyobraźni widziałam dokładnie, i Andrzej tak rękę do mnie wyciągnął, i usta otworzył, jakby do śpiewu je złożył i mogłabym przysiąc, że usłyszałam fragment z „Take my breath away” i on tak powiedział wtedy…

-Dobra, możesz mi już oddać CRFę.

wp_20160515_16_10_52_pro-2

5 komentarzy

  1. K.
    • Monika Harwas
  2. Olo
    • Monika Harwas
      • Olo

Skomentuj