Biały jednorożec, Natalia Siwiec i pani od chemii…

Czyli opowieści o ślubie ciąg dalszy! 

 

Mam czasem takiego jednego joba w roku, którego zazdroszczą mi koledzy. Robię Playboya. To znaczy nie, żebym tam od razu mieszkała w wilii, chodziła w szlafroku i wymieniała co chwilę blondynki na młodsze roczniki, aż tak to bez przesady, ale mam swój szczebelek w roznegliżowanej drabinie długich nóg, kształtnych piersi i okrągłych, naoliwionych pośladków, to znaczy ja je raz w roku maluję, na takiej imprezie co się nazywa Gala Samochód Roku Playboya, i tak, pośladki też maluję, i właśnie w tym momencie najczęściej kolegom odpala się zazdrość. Sama impreza, no nie powiem, jest na czym oko zawiesić, różne są tam ciekawe osobistości, na przykład raz była taka pani co jej się przedziałki pomyliły, i zamiast dumnie eksponować ten z przodu, jak to większość pań na tego typu imprezach czyni, pokazała się ze zgoła innej strony, to znaczy pokazała się z du*y strony, jeśli już się bawimy w dokładną analizę. Także tego, nie jest tak, że nudno i sztywno czy coś, zawsze się coś takiego jednak zobaczy, że się człowiekowi zmienia punkt widzenia i niby z d**y akcja, a patrzcie jak wesoło.

No więc praca moja.

Fantastyczną ekipą zawsze tam jesteśmy, pracy sporo, bo i pokaz mody, i gwiazdy różne różniaste, ale zawsze się zgrabnie z robotą uwijamy, i przychodzi taki moment, już po całym zamieszaniu że trzeba sobie odpowiedzieć na bardzo ważne pytanie:

Czy ja tu zostaję na imprezę?

Zazwyczaj spieszy mi się do domu, Teraz-Już-Męża, mopsa i szarych dresów, ale zanim był Teraz-Już-Mąż, dorosłe życie, wełniane skarpety, ciepły rosół i stabilizacja, to był taki epizod, taki moment miałam, że ja sobie raz w życiu, pamiętam, na to pytanie odpowiedziałam, że no raczej! 

I teraz musicie to sobie dobrze wyobrazić, więc ja wjadę na gęsto ze szczegółami:

Stoję ja. Drinka kolorowego mam w dłoni, szklanka jakaś firmowa, belwedery jakieś czy inne prestige, deluxy i bardziej-ekskluzywnie-być-nie-może. Blask luksusu doświetlonego różowym laserem otula mnie twarz moją. Tłum faluje, a każdy jeden w tym tłumie wykonturowany, wyprasowany i nabłyszczony. Panie w długich sukniach, dekolty połyskują rozświetlaczem z drobinkami, panowie w garniturach, no blichtr i błysk w tej kolejce do darmowego jedzenia niesamowity!

Ja stoję. I nagle… Jak nie błyśnie z mojej prawej! Jak mnie  nagle brokatową mgiełką ze złotymi drobinami nie chlaśnie! Jak mnie woń perfum Toma Forda nie omiecie! Jak mnie nagle seksapil w połączeniu z bronzerem z MACa i pomadką Chanel nie trzaśnie! Czy to anioł? Czy to syrenka Arielka?? Czy to księżniczka Celestia?? Czy to biały jednorożec z tęczowym ogonem???

Nie!

To Natalia Siwiec.

Błysk fleszy mnie był oślepił, zaraz się tłum radosny zebrał wokół, łokciami sobie do gwiazdy wszyscy drogę torują…I ja właśnie w tym momencie, stojąc tam, grzejąc się w blasku Natalii Siwiec i dzierżąc kolorowego drinka, spojrzałam na siebie, po raz pierwszy od jakiejś 13:00, i oto, co me oczy ujrzały:

-na twarzy miałam coś, co jeszcze o 11:00 było mejkapem, ale o 23:45 było moją spoconą twarzą po 12 godzinach pracy

-na bluzce miałam coś, co jeszcze o 11 było białym t-shirtem, ale o 23:45 bardziej przypominało „Bitwę pod Grunwaldem”, pod warunkiem, że laliby się tam szminkami, bronzerami i podkładami w sztyfcie.

-na stopach miałam coś, czemu bardzo daleko było do eleganckich szpilek, bo to było conversami

-w głowie natomiast miałam coś, co dość szybko uformowało się w jedną, klarowną i sprecyzowaną myśl. Idę do domu.

I tak sobie wtedy pomyślałam, że kurde, no impreza to taka może nie do końca w moim stylu, ale ja też sobie zrobię kiedyś taki jeden dzień w życiu, że koło mnie będą wszyscy skakać, i upinać i czesać mi włosy, i chociaż raz to mi ktoś zrobi makijaż, i też będę się cała na drobinkowo świecić, i ja też się wtedy właśnie pobawię w taką Natalię Siwiec i ja gwiazdą wtedy będę też, albo najlepiej, to będę wtedy księżniczką!

I parę lat później okazało się, że bawię się w Monikę Harwas biorącą ślub. 

I teraz tak:

Z tym ślubem to jest czyste wariactwo.

Makijaże próbne, kosmetyczki, kwasy, peelingi, nawilżanie, opalanie natryskowe, upięcia… – niee, ślub to wcale nie jest bajka z Pinteresta, ślub dla kobiety to jest ciężka, cholera, harówa! Od dnia oświadczyn myślisz już o tym, w co się ubrać, jak się przygotować (welon!!!!)  a potem, jak już ten jeden, jedyny raz naprawdę WIESZ w co się ubierzesz… potem jest tylko trudniej.

Na szczęście wszystko poszło gładziutko – jutro ślub, wachlarz przedłużonych rzęs otula oczy moje, opalenizna prosto z maszyny znakomicie udaje dwutygodniowe wakacje na rajskich wyspach, paznokcie w kolorze delikatnego różu nabrały kształtu migdała… Tak. Mój dzień Ci on. Jestem wypielęgnowana od dużego palca po czubek głowy, każdy centymetr mnie jest idealnie przygotowany. Nic, tylko się hajtać i stać w miarę nieruchomo, bo jeszcze niechcący coś zepsuję.

No to ślub. Jutro. Jedziemy z mamą po raz ostatni do sali weselnej, światełka są, winietki się drukują, kwiaty jadą, stoły już stoją… To już jutro. Ogarnia mnie wzruszenie ogromne, już widzę, jak tu nazajutrz z MĘŻEM będziemy siedzieć, a tutaj będziemy tańczyć pierwszy taniec, tutaj będą rodzice, tutaj kwiaty, tu lampiony, łezka mi się w oku kręci, drżeć mi usta zaczynają…

Spotykamy się z mamą wzrokiem. Tak. Ona też to widzi. Rusza mama w moim kierunku, zaraz się w uścisku złapiemy, córka z mamą, mama z córką, razem to wzruszenie przeżyjemy, to już jutro, to już jutro! Zbliża się, zbliża do mojej twarzy, myślę sobie, to jeden  z tych filmowych momentów, kiedy mama głaszcze córkę po policzku, i mówi coś w stylu moje dziecko jesteś już taka duża, kiedy to się stało, i lecą łzy wzruszenia, i tak stoimy objęte, i wszystko jest wyblurowane, a w tle mruczy Celine Dion, i mama się tak zbliża, i już stoi koło mnie, i wzrok jej tężeje, i źrenice jej się zwężają, i mówi do mnie wtedy:

-Dziecko… a czemu Ty masz zielone brwi???

Tak.

Gdybyście kiedyś wpadły na taki pomysł, że henna zrobiona zaraz po opalaniu natryskowym to świetny pomysł, to ja, i pani od chemii pewnie też, mówimy Wam, że jednak nie.

unnamed

A to jeszcze parę zdjęć Wam pokażę, jak już się tak człowiek odwalił w końcu!

unnamed-1

Fryz

 

img_0944

Mejkap!

 

No ale najważniejsze, to być sobą!!!

_mg_0871_wynik

_mg_0870_wynik

Skomentuj