I Runda MML w Karolinie…

…czyli odpalamy sezon!!!

 

Żołądek podchodzi mi do gardła, bełt czai się gdzieś tak w okolicy podniebienia, ręce się trzęsą, w głowie mi się kręci, na granicy omdlenia jestem…

Sezon startowy zaczęłam.

Znowu stoję na maszynie.

Było zostać przy tych lalkach Barbie.

Jak co roku, mniej więcej o tej porze, każdy szanujący się zawodnik zamawia okleiny, wymienia tłoka, pucuje motocykl, zmienia opony na takie z ładną, kanciastą kostką, pakuje do torby czyściutkie rzeczy motocrossowe (Nowe rękawiczki! Nowe rękawiczki mam!) i pakuje to wszystko do odkurzonego busa. Na zawody jedziemy!

Oczywiście, pierwsze starty w sezonie mają swój nieoficjalny kodeks, swoisty savoir – vivre. Po pierwsze – wszyscy przyjechali towarzysko. Po drugie – wszyscy mało trenowali bo praca/bo dziecko się urodziło/bo szkoła/bo kontuzja/bo nie było czasu/bo cośtam. Po trzecie – każdego coś boli. Preferowany ból – kolana, obojczyki, łokcie… no ale to już każdy sam ma swoją własną prywatną bolesność. Ja oczywiście nie odbiegam od schematu, jakżebym śmiała! Wszystkie trzy punkty odhaczone. Czyli można startować na legalu!

10391873_594642680694431_8397900230221381971_n

fot: mmx.com.pl

Zawsze podkreślam, że uwielbiam Międzynarodowe Mistrzostwa Lubelszczyzny. W tym temacie nic się nie zmienia – świetna atmosfera, przygotowany tor, dobra organizacja. Z przyjemnością przyjeżdżam próbować swoich sił. I sił Jadźki. I wytrzymałości psychicznej Andrzeja też. Każdy na MML’u jest „chciany”, każdy jest witany z otwartymi rękami, każdy może wpaść i po prostu świetnie się bawić.

Bawić, haha. Zdążyłam zapomnieć, jakim stresem są starty. A już pierwszy w sezonie start, matko święta, mózg mi oszalał. Nie wiem o co chodzi, ale żeby to był wyścig o marchewkę, żeby to było totalnie towarzyskie spotkanie, żeby to prostu była miła motocrossowa niedziela… na starcie odchodzę od zmysłów. Gdybym mogła jakoś zwizualizować swoje odczucia, żebyście mogli sobie to mniej więcej wyobrazić, to byłoby to coś na kształt rozdeptanej galarety. Jakoś tak się wtedy czuję.

12933032_595692697256096_2895665003847203955_n

fot: mmx.com.pl

Chcesz, marzysz o tym starcie, odliczasz dni, ciuchy w rządku układasz… a jak przyjdzie co do czego, jak już na tej maszynie stoisz, to marzy Ci się zwolnienie od mamy. Tak to wygląda w moim wykonaniu. Ten moment zanim opadną bramki… te ostatnie 5 sekund… uwierzcie mi, nie chcielibyście być wtedy w mojej głowie. tak też było 3 kwietnia na torze w Karolinie.

12901146_1100457790004519_8383524172108745305_o

fot: X-Cross

A potem maszyna opadła, a mi zgasł motocykl.

Czyli jestem w swojej szczytowej formie i nic się nie zmieniło.

W pierwszym wyścigu jechałam sama sobie. Gonić już nie było kogo, bo zanim odpaliłam i ruszyłam, to dziewczyny pewnie już wjeżdżały na drugie okrążenie. No tom stwierdziła, że popyrgam se sama, też będzie fajnie. I było, aczkolwiek brakowało mi ścigania się z kimś, bo jedyny kontakt z rywalkami miałam, jak wsadzały mi dubla ;p tak czy inaczej, nerwy trochę puściły, pojawiła się czysta ekscytacja z jazdy i zaczęłam się po prostu świetnie bawić. Testowałam sobie różne trasy, próbowałam wybierać koleiny, sprawdzałam, ile dolecę na skoku… Naprawdę było fajnie!

12592575_1769812273240055_7333384264908551518_n

fot: zawodymx.eu

A w drugim wyścigu objechała mnie o 20 lat młodsza dziewczynka na 85tce.

Pozostawię sprawę bez komentarza.

12495084_978096205558879_6806352979988633326_n

fot: Foto Art Group

Zastanawiam się czasem, co mi ten motocross daje. Na pewno uczy pokory. Na pewno otwiera na ludzi. Na pewno uświadamia mi też, że granica leży tam, gdzie ją sobie sama postawię. Narzeczon znowu wyjechał, a ja postanowiłam nie odpuszczać i pojechać na zawody sama. Zapakowałam się do busa, ruszyłam w drogę, mając tylko nadzieję, że wpisałam właściwy Karolin w GPS’ie. Zaparkowałam, wyładowałam motocykl, zalałam wahę. Wystartowałam. Da się! Wszystko się da! Ogromnie dziękuję wszystkim, którzy w tą niedzielę mi pomogli – Karolinie, Karolowi, Łukaszowi, Witkowi – dzięki nim rozmiar paniki i stresu odpowiednio się zmniejszył i było mi dużo lżej 🙂

Fajnie, że są ludzie, którzy poświęcają mnóstwo czasu i energii na to, żeby zorganizować takie zawody. Wrzucają informacje na fejsa, zapraszają, pomagają, robią zdjęcia, dbają o nagrody. Naprawdę fajnie, że tym ludziom się chce. To widać i czuć. Dzięki takim osobom każdy mój przyjazd na zawody na Lubelszczyźnie to wspaniale spędzony czas, super zabawa i doładowanie się pozytywną energią. Dziękuję!

12439097_473507156174631_779436834155854133_n

fot: www.coyot.net

A, to jeszcze się pochwalę. Wszyscy wiemy, jak wygląda moja jazda w motocrossie. Gdyby Inarritu chciał nakręcić motocyklową wersję „Zjawy”, to ja jestem oczywistym kandydatem do roli Leonardo. Też się czołgam, tarzam, pluję, mam poobijane różne rzeczy, a jak Jadźka na mnie spadnie, to jak Boga kocham jakby leżał na mnie niedźwiedź. No ale sobie startuję i jest fajnie i bawię się świetnie i kto mi zabroni. Ba! Są tacy, co to nawet doceniają!

Puchar dostałam i szarfę. Pierwszy w życiu mój własny osobisty! Pojechałam Ci ja Mistrzostwa Okręgu Warszawskiego i proszę bardzo, jak ładnie o zawodników dbają! Wygrawerowane literki są i na szarfie naszyte takie ładne, i jakbym mogła to bym się w tą szarfę zawinęła i wszędzie tak łaziła, a zamiast z kubka, piła kawę z pucharu. Radość! Radość największa!

WP_20160403_20_07_23_Rich (2)

No to co? Lecimy ten sezon!

 

6 komentarzy

  1. Wa
    • Monika Harwas
  2. Gosia
    • Monika Harwas
  3. Halina Matysiak
    • Monika Harwas

Skomentuj