Jak poradzić sobie z samotnością?

…czyli stary wyjechał, i co teraz? 

 

Narzeczon mi wyjechał. Znaczy się już wrócił, ale jak zaczynałam pisać ten tekst to jeszcze był wyjechany.

Kojarzycie ten wpis, w którym oboje opisywaliśmy jak się poznaliśmy i tak dalej? Jeżeli nie, to o tutaj o zapraszam:

 

Zanim nasze dwie ogniste osobowości wpadły na siebie i stały się jedną kulą energii, miłości i brechty, wiodłam sobie całkiem spoko życie. Własne M1, mops, motocykl, motocrossowe treningi, praca – wszystko się zgadzało. Jakieś randki były, spotkania z przyjaciółmi, na przyszłość plany… nie szukałam chłopaka na siłę. Byłam samodzielną, zadowoloną z życia singielką. Poukładane miałam. Raz lepiej, raz gorzej, ale było stabilnie. I nagle BUM – Mężczyzna Mojego Życia w spodniach tył na przód (kto nie pamięta, wraca do posta powyżej!) przyszedł i cały misterny plan w… tego. Wtargnęło to rude szaleństwo w moje w miarę poszufladkowane jestestwo i traaaaach – wszystko przewróciło się o 180 stopni. Po dwóch tygodniach zamieszkaliśmy razem i okazało się, że właśnie tego puzla mi brakowało. Ba! Okazało się, że ta układanka wyszła idealnie. Mops z miejsca pokochał Andrzeja, motocykl zmieniłam na większy, mieszkanie singielki zamieniło się w dom, obiady gotować zaczęłam… no sielanka, sielanka taka, że kucyki Pony wymiękają. I „M jak Miłość” zresztą też.

Człowiek bardzo szybko przyzwyczaja się do dobrych rzeczy.

A dobre rzeczy czasami się kończą.

(nie spoko, nie zerwaliśmy, wyluzujcie, już tłumaczę!)

Andrzej ma pracę. Praca polega na częstym wyjeżdżaniu. Ale przez te dwa lata nigdy nie rozstaliśmy się dłużej niż na 10 dni. Człowiek się przyzwyczaja. Do porannej kawki, do ja wyjdę z psem rano, a Ty wieczorem, do ja pozmywam, do zostaw, ja umyję motocykl, do odbiorę Cię z pracy, do wieczornego omówienia dnia, do obecności tej drugiej osoby. Jesteśmy zwierzętami stadnymi. Wyrabiamy sobie przyzwyczajenia, wpadamy w rytm albo go wypracowujemy, układamy sobie naszą codzienność, nasza rutyna to rodzaj stabilizacji…

A potem ta druga połówka pakuje walizkę i wyjeżdża do tajskiej dżungli na dwa tygodnie.

A Ty zostajesz sama.

A w Twoim rozkładzie dnia życia, nagle pojawia się wielka dziura, bo przecież zazwyczaj było, że „razem”.

No i jak sobie z tym poradzić??? 

Na początku nawet się cieszyłam. On będzie miał fajną motocyklową przygodę, ja tu sobie na spokojnie porobię babskie sprawy – do kosmetyczki pójdę, w domu posprzątam gruntownie, na pisaniu się skupię…

W pierwszych dniach swojej samotności dostałam Szału Ogarniania:

  • zrobiłam z chaty katalog Ikea
  • kupiłam dywan
  • tak naprawdę kupiłam dwa dywany
  • kupiłam też dwie doniczki i zioła i wsadziłam je do tych doniczek i teraz to już naprawdę mieszkam w katalogu Ikea
  • wyrzuciłam połowę rzeczy z szafy
  • połowę z połowy wyrzuconych rzeczy jednak włożyłam z powrotem
  • rozpisałam zdrową dietę
  • zjadłam wszystkie niezdrowe rzeczy w mieszkaniu. O 23. 23:30. No dobra, 23:45. Raz. Dwa razy. 4 noce z rzędu.
  • poszłam do kosmetyczki
  • kupiłam sobie sukienkę
  • rozważałam zakup kolejnych szałowych obcasów, które tak ładnie będą wyglądać w szafie
  • dobra, wciąż rozważam ten zakup
  • chyba je kupię
  • chodziłam na fitness CODZIENNIE
  • mówiłam do mopsa
  • bardzo dużo mówiłam do mopsa
  • chyba zepsułam mopsa. Teraz jak zaczynam coś mówić to ona ma taką dziwną twarz. Może nie chciała wiedzieć tych wszystkich rzeczy?

A potem skończyły mi się rzeczy do roboty. Znaczy się tak naprawdę taką listę mogłabym jeszcze ciągnąć w nieskończoność, ale stało się coś innego.

Potem poczułam się samotna. 

Nie zrozumcie mnie źle – mam przyjaciół, mam wspaniałą rodzinę, mogę do nich zadzwonić w każdej chwili, wygadać się, pośmiać, popłakać i ponarzekać. Ale samotność może nas też dopaść w tłumie ludzi. Samotność można też mieć w sobie. Możesz być na najlepszej imprezie świata z najlepszymi ludźmi na planecie, może wam grać super muzyczka, może lać się alkohol, mogą być szalone tańce… a Ty na środku parkietu możesz czuć się jak najbardziej samotna osoba świata.

I to też jest ok.

Po paru dniach życia w wersji „ja plus mops minus Andrzej” zrobiłam się smutna. Nie było po co i komu robić śniadania, po co sprzątać, przecież i tak jestem sama, nie miałam ochoty dzwonić do nikogo, i tak mi się nie chciało z nikim gadać, no dopadł mnie lekki marazm, że tak stan ten nazwę.

I wtedy zrozumiałam.

Możesz być z najlepszym mężczyzną świata, w najlepszym związku świata, ale NAJPIERW musisz być w zajebistym związku z samą sobą. 

Najpierw musisz się zajebiście czuć sama ze sobą. I ze swoją samotnością. Do ułatwień można się bardzo łatwo przyzwyczaić. Ktoś może wyjść za Ciebie z psem, może odrobić za Ciebie pracę domową, pozmywać za ciebie naczynia… Ale nie przeżyje Twojego życia za Ciebie. Swoje życie przeżywasz Ty sam. Tak, jak tego chcesz.

I wtedy zrobiłam zwrot. Zaczęłam się tą swoją samotnością cieszyć. Tak na spokojnie. Nie szukałam już na siłę zajęcia, żeby tylko mieć coś do zrobienia, żeby tylko nie myśleć o tym, że jestem sama. Posprzątałam mieszkanie dla siebie. Bo przyjemniej się w czystym mieszkaniu zasypia. Ugotowałam sobie dobry obiad. Bo fajnie jest zjeść coś pysznego. Każdego wieczoru przed zaśnięciem czytałam sobie książkę na wyciszenie. Chodziłam z mopsem na długie spacery. Bo fajnie jest pochodzić samemu po okolicy i poznać ją od nowa. Wsłuchałam się w siebie. Bo dobrze jest usłyszeć swoje „ja”. Przestałam rozmawiać z mopsem. Dalej bardzo dużo mówiłam do mopsa. Bardzo się wyciszyłam i uspokoiłam. To było fajne i potrzebne.

Jaki z tego wszystkiego wniosek?

Czasami zaprzyjaźnienie się ze swoją samotnością jest super. Czasami nasze życie codzienne sprawia, że zagłuszamy się sami, swój wewnętrzny głos. Tyle do zrobienia, tylu ludzi czegoś od nas chce, tyle osób do zadowolenia, tyle wymagań do sprostania…A wtedy, kiedy robi Ci się już troszkę duszno, albo kiedy za bardzo przyzwyczaisz i przykleisz się do kogoś, warto pobyć chwilę ze sobą sam na sam. Po prostu dobrze się z sobą czuć. Samotności nie ma się co bać, bo to trochę tak, jakbyśmy się bali sami siebie. Poza tym, warto czasem pobyć sam na sam z kimś wyjątkowym, inteligentnym i błyskotliwym, nie? 

Jesteś super, Czytelniku!

Dobra, idę.

Z mopsem pogadam.

😀

14 komentarzy

  1. wa
    • Monika Harwas
  2. Ania
    • Monika Harwas
  3. Sonic
    • Monika Harwas
      • Sonic
        • Monika Harwas
          • Sonic
          • Monika Harwas
  4. fanka
    • Monika Harwas
  5. Gosia
    • Monika Harwas

Skomentuj