Dlaczego warto być dobrym człowiekiem?

…Czyli znowu natchło ciocię Monikę.

 

Założyłam tego bloga z bardzo prostej przyczyny. Chciałam poprawiać ludziom humor. Kilka razy, opowiadając różnym znajomym anegdotki z mojego życia usłyszałam, że O Boże powinnaś to wszystko spisać. Parę takich O Boże powinnaś to wszystko spisać później stwierdziłam, że a właściwie to czemu nie? W końcu życie mam całkiem ciekawe, zawód uprawiam taki, że każdy dzień jest inny, hobby też mam fajne, a pisać bardzo lubię. Padła decyzja. No to blog.

O ile z początku pisałam głównie dla jakiś 10 – 15 osób, z czego jedną z nich byłam ja, drugą moja mama, a reszta to  przyjaciele, którym po prostu wypada, którzy są najlepszymi przyjaciółmi ever, o tyle z czasem czytelników powoli zaczęło tu przybywać.

I zaczęły pojawiać się wiadomości i komentarze.

I te wiadomości i komentarze regularnie zaczęły wbijać mnie w fotel. A mopsa w posłanie.

Okazało się, że moje historyjki komuś pomagają. Albo rozśmieszają. Albo dają nadzieję. Albo uspokajają. Albo skłaniają do refleksji. Okazuje się, że moje historyjki się przydają.

Wiecie, są takie momenty w życiu, że człowiek ma wrażenie że robi z siebie totalnego idiotę. Że to, co robi nie ma sensu i to w ogóle żenada jakaś straszna i było skończyć ten biol-chem i się przemęczyć, a nie blogi jakieś wymyśliłam. Można było się nie wpychać przed szereg, można było skończyć studia, znaleźć normalną pracę, wziąć kredyt, kupić mieszkanie, mieć dzieci… Iść normalną ścieżką. Można było wyleczyć się po cichu z depresji, nie mówić nikomu, powoli układać sobie życie. Można było. Ale tego nie zrobiłam.

Zamiast tego założyłam bloga i opisuję w nim swoją historię. Szczerze. Bez lukrowania, ale też bez przesady. Jak przepłaczę całą noc, bo akurat właśnie teraz jestem beznadziejna a świat zły i niedobry i znowu mi się wygotowała woda na herbatę, to wrzucam na fan page zdjęcie i opisuję, jak było. I robię to z humorem, bo tak naprawdę nasz świat jest zabawny, my sami jesteśmy zabawni, a czasami nasze problemy to już w ogóle są śmieszne.  

Zastanawiałaś się kiedyś, jak wyglądasz, jak jesteś wkurzona i krzyczysz z wściekłości i aż Ci się gotuje wszystko w środku? Albo jak wyglądasz, kiedy jesteś turbozałamana i płaczesz wniebogłosy i smarki Ci lecą i razem ze łzami tworzą taką śmieszną breję na Twojej twarzy?

kim-kardashian

No właśnie. I nie mów, że właśnie się nie roześmiałaś 🙂

Było parę takich momentów, że stwierdziłam, że chyba przesadziłam. Że za bardzo się uzewnętrzniłam. Że może nie powinnam się tak wystawiać na ocenę. Że może „co pomyślą inni” ma jednak sens. Było parę takich momentów, że już mi się nie chciało pisać.

A potem dostawałam wiadomość, że dzięki mojemu wpisowi ktoś się ubawił i szczerze uśmiał. Albo, że dzięki mojemu wpisowi ktoś komuś wybaczył. Albo z kimś porozmawiał. Że dzięki mojej pisaninie ktoś przestał się bać/wstydzić. Dostałam też wiadomość, że przeczytawszy moje teksty, ktoś chce być lepszym człowiekiem.

To naprawdę robi wrażenie.

Kiedy odbieram takiego maila, albo zatwierdzam taki komentarz najczęściej mam łzy w oczach bo jestem beksa  na nowo stwierdzam, że warto było pójść inną, swoją drogą. Wyjść przed ten szereg. Poza swoją bezpieczną strefę pt. „Nikt mnie teraz nie widzi to nikt mnie nie będzie oceniał”.  Jestem wtedy przekonana, że dobrze zrobiłam.

Widzicie staram się wierzyć w to, że świat jest naszym odbiciem. To, co sami dajemy najczęściej do nas wraca. To bardzo proste. Uśmiechniesz się do kogoś – w 98% ten uśmiech zostanie odwzajemniony. Szczerze się do czegoś przyznasz – dostaniesz szczerość w odpowiedzi. Dasz pozytywną energię – pozytywna energia do Ciebie wróci. Każdy z nas ma swój mały mikrokosmos, zazwyczaj ograniczony do rodziny, przyjaciół, miejsca pracy, osiedla, na którym mieszka, przedszkola, do którego chodzi jego dziecko itp. I to w zupełności wystarczy. To jest bardzo dobry początek. Jeżeli ten swój mały świat zbudujemy tak, jak nam się marzy, zaczynając od samych siebie – to nie ma opcji, żeby dobra energia nie przeszła dalej. To trochę, jak z kręgami na wodzie. Dotkniemy palcem, a one staja się coraz większe, i większe, i większe…

Ja marzę o tym, żeby stworzyć tutaj miejsce przyjazne, pełne sympatii i dobrej energii. Chcę za pomocą tego bloga przekazywać ją dalej. Bo głęboko wierzę, że warto.

Jesteś odpowiedzialny sam za siebie. I od siebie najlepiej zacząć. Dużo jest wszędzie agresji, dużo za dużo. Dużo jest smutku, pretensji, wzajemnych oskarżeń, płytkich relacji, fałszu, interesowności. Czasem można mieć nawet wrażenie, że tylko z tych złych rzeczy składa się nasza codzienność. Ale to nie znaczy, że my mamy się temu poddawać. To wcale nie znaczy, że nie możemy zbudować sobie czegoś lepszego. We własnym domu. Baa, we własnym sercu najpierw! Tak się fajnie wymądrzam, a samej mi daleko do ideału – wyolbrzymiam, jestem królową dramatu, w szczególności jak mi coś nie wyjdzie, zadręczam się głupotami, a jak taki jeden sąsiad wchodzi do windy, to ja wychodzę. Foch taki. Ale to nie znaczy, że nie mogę codziennie próbować i pracować nad sobą. To nie znaczy, że samo próbowanie nie jest fajne.

Chciałabym czasami wziąć Cię czytelniku za rękę i przelać na Ciebie cały mój zachwyt światem. I moją do niego miłość. Jeżeli chociaż trochę mi się to udaje za pomocą tego bloga – ja pierniczę, misja wykonana. Nie zmienimy całego świata. Ale może zmienimy mały jego kawałek. A to już jest bardzo dużo. 

No to tego.

Kartka mi się kończy.

Eee, pozdrawiam 😀

Jeżeli po przeczytaniu tego, co tu wypacam masz ochotę przytulić kogoś/zatańczyć w pidżamie/zaśpiewać Adele na cały głos/zrobić coś fajnego – IIIIIDDDDDŹŹŹŹŹ i ZRÓB TO! Będę zaszczycona 😀

6 komentarzy

  1. ela
    • Monika Harwas
  2. K.
    • Monika Harwas
  3. Olo
    • Monika Harwas

Skomentuj