Co warto zobaczyć na Langkawi?

…plus kilka rzeczy, które zadziwiło/ zafascynowało mnie w Malezji. Tak, będzie o jedzeniu. 🙂 

 

Słuchajcie, zróbmy tak: ja Wam trochę poopowiadam o Langkawi i będziemy udawać, że zima nie istnieje, a z nieba przed chwilą padała wata cukrowa. Okeeeej?

Nasze malezyjskie perypetie już znacie, a jeżeli jeszcze ich nie znacie, to #gdzieżeśtabylijakjatopisałam i #ranyjakiwstyd. Szybciutko szybciutko, do głównej i nadrabiamy zaległości!

Ci, co już wiedzą, że zrzygałam się na lotnisku, niechaj ze spokojem czytają dalej.

Po wielu przygodach (już przeczytali??) dotarliśmy do naszej magicznej, rajskiej enklawy w postaci wyspy Langkawi. Opinie o tym miejscu czytałam różne- od hejtów w stylu „takie tam Międzyzdroje” do zachwytów nad pustymi, szerokimi plażami. Czyli – jedziemy w ciemno i albo udajemy, że Mielno, albo że Australia.

Okazuje się, że na Langkawi znajdziecie i to, i to.

Znaczy oczywiście bez przesady, ale jakoś musiałam przejść do opisu.

Pierwsze wrażenie- mieli rozmach, skurkowańcy! Plaża- jest. Długa i szeroka, z delikatnym, białym piaseczkiem. Hippisowskie beach bary- są. Z piwem, drinkami, grillem i superkoleżeńską obsługą. Nocne markety- checked. Ze smakołykami za grosze, przygotowywanymi niemal na naszych oczach. Będą Państwo zadowoleni.

IMG_5098 (2)

 

Powiem Wam tak: jeżeli na tym świecie jest jedna rzecz, w którą jestem naprawdę dobra, to ja jestem dobra w urlop.

Na każdy dzień zaplanowałam nam atrakcje. Zamieszkaliśmy w AB Motel, szeregowych domkach usytuowanych przy samej plaży. Cenowo- średnia półka, czyli 150 RM/noc (1RM=ok 90 groszy). Wzdłuż Pantai Cenang, czyli głównej „riwiery” na Langkawi znaleźliśmy też więcej super miejscówek z cyklu „otwierasz drzwi i jesteś na plaży”, ale były trochę droższe.

Pantai Cenang to najsłynniejsza turystyczna miejscówka na Langkawi. Znajdziecie tam restauracje, wspomniane bary, stargany z różnościami, jasny piaseczek i dużo miejsca na plaży. O dziwo, mieszkając w samym środku „malezyjskich Międzyzdrojów”, nie czuliśmy się wcale jak na nieustającej imprezie. W nocy było cicho i spokojnie, za to wieczorem do wyboru mieliśmy szereg miejscówek. Moja ulubiona- maty rozłożone bezpośrednio na plaży, niskie stoliki, a na nich lampiony z migoczącym blaskiem świec w środku. Instagram na żywo w full HD i nofilterneeded, mówię Wam. Byłoby nawet całkiem romantycznie, gdybyśmy byli romantyczną parą, oczywiście (A umiesz wybekać „Odę do radości”? Ale by było śmiesznie, jakby ta pani się teraz wywaliła. Gramy w „najgłupszą minę świata”??). No to tego.

IMG_5177 (2)

Co do samej plaży- może woda faktycznie nie jest karaibsko-przejrzysta, ale kto by się tam czepiał, leżąc w połowie stycznia na plaży pod palmą.

Z tą wodą u mnie to jest taki trochę problem- ja bardzo nie lubię rekiny i bardzo się rekiny boję. Do tego stopnia się boję rekiny, że jak pierwszy raz w życiu obejrzałam „Szczęki”, to przez miesiąc brałam w wannie prysznic zamiast kąpieli, bo cholera wie, co tam z odpływu wylezie. Właziłam więc do morza, ale zachowując pełną ostrożność, ani na chwilę nie zapominając o bacznej obserwacji tafli wody. Wyobraźcie sobie więc moją minę, kiedy, zanurzona po pas, poczułam nagle mocne pieczenie, takie mocno graniczące z bólem.

-K***a rekin.

I co teraz? Andrzej daleko, nikogo w pobliżu, a ja na bank właśnie jestem jedzona przez rybę.

Spojrzałam w dół, spodziewając się kałuży krwi i mojej pływającej obok kończyny…

Meduza, cholera.

Ale do rzeczy. Zwiedzanie! Zwiedzanie umiem i zaraz Wam podpowiem, co tam na Langkawi zobaczyć warto:

1.Wodospad Seven Wells, albo bo tubylczemu Telaga Tujuh. Zadanie pierwsze- spróbuj to przeczytać. Zadanie drugie- na samą górę prowadzi jakieś 500 schodków, ale Matka Boska Turystyczna mi świadkiem, że warto. W połowie drogi jest kąpielisko, 100% made by Matka Natura i to jest słuchajcie, spektakularnie wspaniała sprawa. Włazisz tam i masz do dyspozycji kilka naturalnych baseników z krystaliczną wodą (no tak, seven wells w końcu). Czyli coś jak spa, tylko za free i trzeba uważać na małpy. Na samej górze jest jeszcze fajniej, bo widok zapiera dech w piersiach, a Ty tak jakby pluskasz się nad przepaścią. Zaprawdę, powiadam wam- łał. Spotkaliśmy też tam małych obozowiczów, czaicie? Kolonie na szczycie wodospadu?!? Mamo, mogę jechać na obóz młodzieżowy? Jasne, tylko weź latarkę i maczetę, wiesz, jak bywa w dżungli. Osom.

 

WP_20160125_15_34_45_Rich (2)

2.Wodospad Durian Perangin. Wjeżdża się tam jak do Jurassic Parku. Jedziesz sobie spokojnie na skuterku, a tu rozpościera się dżungla przed Tobą i odruchowo zaczynasz wypatrywać triceratopsów, tak na wszelki wypadek, jakbyś miał zrobić szał na insta. Przechodzisz przez wejście a tam… uroooooczoooo! Klimat jak z filmów, takich w stylu: młody uczeń karate przyjeżdża do starego mistrza i razem robią takie wygibasy na kamieniach i trenują, i taka motywująca muzyczka leci i młody na końcu wygrywa jakieś ważne zawody. Kurde, chyba właśnie streściłam „Karate kid”. Na górze Durian Perangin mamy natomiast scenerię rodem z Indiany Jonesa. Małe kąpielisko i woda spadająca kaskadą w dół- no nic, tylko kręcić swoją wersję przygód typa w kapeluszu. Aaa, zapomniałam, że boję się ciemnej wody- ale to już sobie zobaczycie w części drugiej filmiku z naszymi przygodami. Kupcie popcorn, warto.

 

635896916046767562 (2)

WP_20160126_12_29_47_Rich (2)

WP_20160126_12_21_12_Rich (2)

3.Black sand beach- to stamtąd pochodzi zdjęcie na huśtawce. Nie powiem- spełniłam tam marzenie o huśtaniu się z widokiem na morze, aż mi się trochę oczy spociły! Plaża jest całkiem malownicza, było tam tez prawie pusto. Ale… Hmm… Lubiliście się w dzieciństwie bawić w lepienie babek w piaskownicy? A pamiętacie taki ciemny piasek, co tak super się lepił? No to wiecie, że to nie był piasek…nie? Na szczęście na Black Sand Beach czarny piasek jest piaskiem, tak tylko se wtrąciłam anegdotkę z dzieciństwa. Jupijej!

IMG_5091 (2)

IMG_5083 (2)

IMG_5079 (2)

4. plaża Tanjung Rhu. No tutaj to jest tak jakby luksusowo… Panie, nie pogadasz- Bijonse w hotelu obok, leżaki, panie, za 20 ringdingongów za godzinę… (a wokół PUSTO i miejsca MNÓSTWO, no ale kto bogatemu zabroni na leżaku leżeć???). Stwierdzam natomiast, że jest to chyba najładniejsza plaża na Langkawi, a przynajmniej mi najbardziej przypadła do gustu. Ludzi prawie wcale, cicho, pięknie, wspaniale… Zresztą zobaczcie sami:

IMG_5101 (2)

WP_20160126_16_53_46_Rich (2)

5.Island hopping. Zdecydowanie najbardziej popularna forma zwiedzania. Tanio i dobrze. Musisz się tylko przygotować na to, że na łódce oprócz Ciebie najprawdopodobniej będą też: płaczące dziecko, grupa Azjatów cykająca zdjęcia bez opamiętania, rozentuzjazmowana Amerykanka, przestraszona Niemka i obrażony Arab. Albo jakiekolwiek inne nacje w jakiejkolwiek innej kombinacji. Ogólnie- będzie turystów do pełna i będziesz musiał z tym handlować. Na pierwszej wyspie (Pregnant Maiden Lake) jest fajnie, dopóki nie wejdziesz między małpy. Jak wejdziesz między małpy to:

a) zabiorą Ci torebkę

b) oddadzą ją za ciastki

c) będą się na Ciebie patrzyły, jakbyś im zjadła ostatnie Oreo.

d) raczej się nie polubicie

Średnio tam było przyjemnie, bo czuliśmy się, delikatnie mówiąc, nieproszeni. W końcu to małpi dom, nie nasz 🙂 Ale doświadczenie na pewno ciekawe.

WP_20160127_14_48_09_Rich (2)

Ostatnim punktem na mapie wycieczki jest natomiast mała wysepka, której jest tak blisko do raju, że chyba najbliżej. No nie mam racji?

WP_20160127_16_36_11_Rich

A jeżeli chodzi, ciekawostki, to…:

-pierwszy raz w życiu jadłam smażone lody i są najpycha. Jak dla mnie smażone lody to do tej pory był oksymoron, no ale okazuje się, że akuku Monika Harwas, lody też można usmażyć i spróbuj to teraz ułożyć w swojej głowie. Aż wprosiłam się panu do budki, żeby zobaczyć, jak takie danie powstaje, i uwierzyłam w magię. Magię Głębokiego Oleju. Mniam!

WP_20160126_20_08_21_Pro (2)

-dwa dni jazdy na skuterze i objechanie całej wyspy kosztowało 7 złotych. Tyle zapłaciliśmy za benzynę. 7 złotych. Mówiłam już, że pokochałam Malezję?

-płaszczka smakuje jak kurczakoświnia. Biedna płaszczka. Znaczy się jest pyszna, ale jakoś jak jem kurczaka, to trochę mniej mi smutno.

IMG_5037 (2)

-na Langkawi za 10 złotych możesz najeść się tak, że pękasz. Poniżej kilka przykładowych dań za około 6-10 złotych:

 

WP_20160127_09_53_40_Rich (2)

WP_20160127_09_52_13_Rich (2)

WP_20160126_18_30_14_Rich (2)

WP_20160126_18_30_06_Rich (2)

WP_20160125_20_53_50_Pro (2)

Pyyycha!

A ja jeszcze nieśmiało chciałam Was zaprosić na mój kanał You Tube: Piach i puder. Już niedługo ruszam na nim z pewnym bardzo fajnym projektem… :)))

Skomentuj