6 rzeczy, których warto nauczyć się od facetów.

Mężczyźni to mądre stworzenia są też. 

 

Przyznaj się, wkurza Cię Twój stary czasami. Masz go dosyć tak oooookrooopnie. Wymądrza się, wszystkim by rządził, nie można się z nim dogadać, nie będzie z Tobą przecież rozmawiał o takich pierdołach emocjach. Nic nie czai! Kwiatów nie kupił! O rocznicy zapomniał! Znowu wrzucił ciemne do jasnych! Nie pozmywał, a  miał Ci pomagać w domu! Samochód stoi brudny od miesiąca!

On jest z innej planety!!!   

fot: Jarek Wygoda

Eeee, wcale nieprawda. Ale ja nie o tym.

Żeby nie wiem jak bardzo Cię Twoja druga połówka czasami wkurzała, to warto jej się jednak przyjrzeć. Z życzliwością. I czegoś się od niej nauczyć. A okazuje się, słuchajcie, że od mężczyzn zgapić można naprawdę sporo fajnych rzeczy. Poobserwowałam, przeanalizowałam, wyciągnęłam wnioski… i oto jest.

fot: też Jarek Wygoda

Lista 6 rzeczy, których możemy się nauczyć od facetów: 

  1. Mówią wprost.

Zauważyłyście kiedyś, jak faceci rozmawiają ze sobą? Tam nie ma miejsca na subtelne niedopowiedzenia czy delikatne aluzje. „Wyglądasz jak idiota”, „Weź nie piernicz”, „Wkurzasz mnie” – pada w większości męskich rozmów. Kobieta powiedziałaby prędzej: „Bierz tę bluzkę kochana, Mirek zwariuje! Grubo?? Jakie grubo, grubej nie widziałaś!!”. Albo coś bardziej jak: „Nie no co ty, przecież powiedziałabym Ci, gdyby nudziły mnie Twoje opowieści o tym, jak Staś ząbkuje, mów dalej, mam wolne 2 następne godziny!”.*

Jesteśmy mistrzyniami drugiego dna, naginania rzeczywistości, mówienia tak, żeby nikomu przypadkiem nie zrobić przykrości, żeby nikt sobie przypadkiem nic nie pomyślał niefajnego, no bo przecież świat wtedy zginie, wyschną rzeki i las równikowy wyparuje tak nam od dzieciństwa wpajano. Jak na tym wychodzimy? Zazwyczaj tak sobie. Jesteśmy opacznie rozumiane, niechcący pakujemy się w sytuacje, w których wcale nie chcemy być, a czasem nawet mówimy coś wbrew sobie bo tak wypada/bo nie wypada mówić inaczej. Fuj. Bardzo mi się natomiast podoba, jak ludzie „walą prosto z mostu”, oczywiście z zachowaniem zasad dobrego wychowania. Ale szczerze. „Nie chce mi się tego robić”, „nie podoba mi się to” albo „ten pomysł według mnie jest świetny/denny/średni” – prosty przekaz, podstawowa gama emocji. Czysto. Prosto. Wspaniale. Też tak próbuję, i wiecie co? NIKT się jeszcze na mnie nie obraził. Świat nie zginął, rzeki nie wyschły i las równikowy z tego co wiem, to też w miarę spoko. Mam za to spokojną głowę, jestem w zgodzie z moim małym, wewnętrznym „ja”, z narzeczonym i z mopsem też.

*ja raz tylko powiedziałam przyjaciółce, że wygląda jak idiota, ale ona sobie wtedy niechcący wyrwała wszystkie rzęsy zalotką, i to było równie zaskakujące, co śmieszne, no i tak mi się wypsnęło, okeeej?

2. Zapominają.

Nie tylko o rocznicach, urodzinach, imieninach, dacie Pierwszego Pocałunku i Pierwszym Trzymaniu Się Za Rękę. Faceci bardzo szybko zapominają też o urazach. Widziałaś kiedyś dwóch kolegów, sfochowanych i nie odzywających się do siebie przez miesiąc? Albo obgadujących się za plecami? Albo tworzących wrogie obozy? Im się w to nie chce bawić, i ja bardzo to podziwiam. Prosto z mostu: Jesteś taki i owaki, dobra weź, no dobra; to co, gramy jutro w kosza? Poszło. W ogóle faceci fajnie się też kłócą. Tak konkretnie. Wyobrażasz sobie swojego ukochanego, jak płacze Ci, że przez Ciebie czuje się taki niedoceniony i nie spał całą noc bo siedział na podłodze w łazience i płakał, a tak w ogóle to w ogóle już go nie słuchasz i wcale Ci nie zależy i kiedyś było inaczej i w przedostatni poniedziałek jakoś tak się krzywo na niego spojrzałaś i on nie może o tym zapomnieć?! No właśnie.

3. Niczym się nie przejmują.

Wyobraź sobie gościa, który zastanawia się, czy wygląda grubo w tej bluzce. Albo co powiedzą koledzy, jak wrzuci opis na Twarzoksiążce. Albo typa, który zastanawia się, co zamówić, żeby kelner nie pomyślał tylko, że się odchudza/obżera/że nie ma pojęcia, jak się wymawia to danie. No jakoś nie pasuje, nie? Z moich obserwacji wynika, że faceci maja większość rzeczy w… no gdzieś. Jak jest wkurzony, to jest wkurzony i nie udaje, że jest super. Wkłada pierwszą lepszą koszulkę i pierwsze lepsze spodnie i już jest wystrojony i może iść na Róże Gali czy tam inne Paszporty Polityki i będzie się świetnie czuł. Dobrany taki. Wygodnie mu w skarpetkach i sandałach i co mu zrobisz?? A tak w ogóle, to zostaw, to są jego ulubione adidasy, nie wyrzucaj! To nic, że biały kolor pamiętają tylko z czasów sklepowej półki, a duży palec zaraz sam z nich wyjdzie i będzie wskazywał drogę. Ulubione są. Ale że co? Że co inni powiedzą? A co go inni obchodzą?!?

Jesteś sobą, robisz to, na co masz ochotę i robisz to po swojemu. I masz gdzieś, czy komuś to się spodoba, czy nie. Genialne.

4. Nie biorą rzeczy do siebie.

Ooooj my, kobietki, to lubimy się przejmować porażkami, nie? Roztrząsamy je i analizujemy na milion sposobów, co? Obwiniamy się i molestujemy pytaniami: co poszło nie tak? Gdzie popełniłam błąd? Gdybym zrobiła tak i tak to na pewno…

…na pewno nic. Tak by sobie pomyślał facet. Nie udało się, no i co? No i nic. Dalej robi. Najwyżej coś innego. Nie będzie się przecież obwiniał, że mu nie wyszło, bo co mu to da? I to jest magiczne hasło, które zapożyczyłam od swojego Narzeczona i które często ratuje mi mój użalający się nad sobą tyłek. Co mi to da? Jeśli wiem, gdzie popełniłam błąd, super. Drugi raz go nie powtórzę. No, chyba, że za drugim razem sobie utrwalę. Jeśli nie wiem, co było przyczyną, to po co drążyć i psuć sobie humor/dzień/rok/życie? Idziemy dalej.

5. Nie martwią się na zapas.

Szukają rozwiązania. O, to jest też fajne. Ja mam tak: w głowie milion scenariuszy, wszystkie jednakowo dramatyczne, aczkolwiek niektóre może bardziej.

Przykład: zepsuł się odkurzacz.

Ja: OBożezepsułsięodkurzaczcoteraz? Na pewno się spalił -> i nie da się go naprawić -> trzeba będzie kupić nowy -> nowy będzie mnóstwo kosztował, odkurzacze są teraz takie drogie -> kolejny dodatkowy wydatek w tym miesiącu -> nie mam teraz na to pieniędzy  -> wszystkie moje koleżanki na pewno stać na nowy odkurzacz -> przegrałam życie ->a miałam w tym miesiącu iść do fryzjera -> mam beznadziejną fryzurę -> w ogóle jestem beznadziejna -> na bank to ja zepsułam odkurzacz -> nic mi w życiu nie wychodzi -> KOCYK

Andrzej: Dzwoni do pana, który naprawia odkurzacze.

Kurtyna.

6. Myślą tylko o jednej rzeczy na raz.

Ja wiem, że multitasking i że teraz to się wyjmuje rzeczy z pralki i w tym samym czasie robi creme brulee z rabarbarem, załatwiając przy okazji duży deal z nowym klientem na asapie i robiąc czternaste powtórzenie burpeesów, ale no dajta spokój. Wiecie, dlaczego faceci mają taki spokój ducha? Bo koncentrują się tylko na jednej rzeczy na raz. I nie, nie jestem złośliwa, wręcz przeciwnie, uważam, że to jest super. Najpierw zrobię jedną rzecz i skupię się na niej w stu procentach, a potem następną. Na spokojnie. Znacie ten natłok myśli, to uczucie, że głowa Wam zaraz eksploduje? Może faktycznie łatwiej nam, kobietom, byłoby gdybyśmy sobie trochę odpuściły. Nie wszystko na raz. Po kolei.

Teraz obieram jabłko. Teraz kroję jabłko. Teraz jem jabłko. A teraz podbijam świat 🙂

DSCF1223

ewidentnie podbijam świat

No i co? Nie tacy najgorsi, nie? Cośtam podłapać można? No to machnij lajka, niech się cieszą, że takie mądrale!

A już niebawem, dużo się tu będzie działo… I nie tylko tu 🙂

 

19 komentarzy

    • Monika Harwas
        • Monika Harwas
    • Monika Harwas
    • Monika Harwas
  1. Kruuul
    • Monika Harwas
    • Monika Harwas
    • Monika Harwas
    • Monika Harwas
  2. Dzoana
    • Monika Harwas

Skomentuj