Ona i on.

Chcecie poznać obie wersje wydarzeń? 

 

Ona:

Jakoś niespecjalnie spieszyło mi się na tą sesję zdjęciową. Zanim się ogarnęłam, zanim wyszłam z psem, zanim coś zjadłam- już byłam spóźniona. Załadowałam się do samochodu, korki tego dnia były niemożliwe, chyba pogoda była mocno nietegez do jazdy. Nie dogadałam się z GPS’em (jak zwykle, Krzysiu, jak zwykle się dogadać nie możemy) i w efekcie przez pół godziny okrążałam Rondo Daszyńśkiego. Mówili, żeby się nie spieszyć, że luźna atmosfera, no ale jakoś tak głupio… Dzień wcześniej zadzwoniła Natalka, czy nie chciałabym wziąć udziału, że sesja taka jest, magazyn motocyklowy, a ja taka motozajarana,… No raczej, że chciałam.

W końcu dotarłam, wpadam spóźniona, a tam… mnóstwo ludzi! I każdy krzyczy, tańczy, śpiewa, je pizzę albo właśnie opowiada kawał. Dookoła piętrzą się motocyklowe ciuchy i akcesoria, no szaleństwo istne, ale jakie wspaniałe! Nim się zorientowałam, zostałam wrzucona w ten wir, tu masz takie buty, tu masz spodnie, kask, kask za duży? doobra, wkładaj! Tutaj stawaj, ciach! Robimy zdjęcia!

Pewnie chcecie przeczytać teraz, że Andrzej stał na drugim końcu pomieszczenia, nasze oczy spotkały się i nagle poczuliśmy trzaśnięcie pioruna?

No cóż, kiedy się poznaliśmy, Andrzej właśnie usilnie próbował założyć spodnie i koszulkę tył na przód, obficie świecąc przy tym gaciami. Chciał tym rozbawić kilkuletnią córkę wspomnianej Natalki. Skubany, ujął mnie.

Czym ja go ujęłam, nie wiem. Może tym, że założyłam wtedy legginsy? Albo żartami o kupie może? W końcu dowcipy o defekacji w połączeniu z obcisłym leginsem to mieszanka, wiadomo, wybuchowa.

Pierwsza randka?

W restauracji na warszawskiej Pradze wkładaliśmy sobie kiełki w nos i udawaliśmy morsy. Wszyscy goście wyszli z sali. To się dopiero nazywa all inclusive! Dzisiaj jestem już trochę mądrzejsza… Kolejna randka- przyjechał po mnie i „porwał” do Gdańska. Zima, morze, zachód słońca, pusta plaża… Co robi dziewczyna w takiej sytuacji? Cieszy się, czy coś? Selfie robi? Ja się, na przykład, rozpłakałam. (No beksa, beksa…). Ostatecznie Andrzej zdobył moje serce, kiedy dopadło mnie okrutne grypsko. Znacie ten stan- zasmarkany, czerwony nos, przeszklone oczy, rumieńce od gorączki… czysty seksapil. Jędrek przyjechał z rosołem. Sam ugotował. Chyba też się wtedy rozpłakałam.

Mówią, że przeciwieństwa się przyciągają. My z kolei jesteśmy niemal tacy sami. Jaramy się tymi samymi rzeczami, z tego samego się śmiejemy, oboje nie potrafimy usiedzieć w miejscu. W naszym przypadku sprawy potoczyły się arcyszybko, ale ani przez chwilę nie miałam wątpliwości, że dobrze robię. To wszystko wydawało mi się takie… naturalne. Może o to tak naprawdę chodzi? Zresztą poznaliśmy się w idealnym momencie- nie potrzebowałam wtedy faceta, miałam fajne, poukładane życie, było mi całkiem spoko samej… i chyba tu tkwi cały sekret.

10448740_478256715649842_8969908766293555787_n

10294408_666865656701553_6541554371213781852_n

12570873_957075321013917_1977786362_n

A wiecie, co w nim lubię najbardziej?

Kiedy jestem chora, przynosi mi gorącą herbatę z cytryną. Kiedy płaczę, przytula a potem się ze mnie śmieje, bo mam śmieszną twarz jak ryczę. Kiedy jadę na zawody, myje mi motocykl (jedną ręką, bo w drugiej trzyma piwo), kibicuje, udaje, że tak tak, bardzo ważne zawody, tak tak, dobra prędkość, tak tak Kochanie, taka dzielna jesteś, mimo, że wszyscy wiemy, że nienawidzi motocrossu (Brudne te motocykle! Brudne to wszystko w błocie fuj! Na supermoto wszystko błyszczy!). Imponuje mi zaradnością, poczuciem humoru i opiekuńczością. Wszędzie ma znajomych i wszędzie zjednuje sobie ludzi. Zostawisz go na chwilę w poczekalni u dentysty, a on po 5 minutach jest umówiony z wszystkimi na browara. Kiedy trzeba, stawia do pionu. A kiedy indziej podaje kocyk i czekoladę. Mówi, że cokolwiek nie zadecyduję, będzie mi kibicował. Ma zbyt dużo pomysłów na minutę, ale większość realizuje (to test na moją wytrzymałość na stres i adrenalinę). Zdejmuje sobie sam szwy na nodze, a potem mówi, że trochę się czuł jak Rambo, a trochę było mu słabo. No jak go nie kochać? Wiecie, po czym poznać, że to TEN facet? Przy TYM facecie czujesz się najlepszą, najbardziej inteligentną, zabawną, piękną i seksowną wersją siebie. TEN facet uskrzydla.

Nie ma jednej recepty na sukces, ale chyba przede wszystkim należy się szanować. Najpierw szanować, potem kochać, a już w ogóle, to trzeba się lubić. I my się lubimy. Lubimy spędzać ze sobą czas, lubimy razem zwiedzać świat, razem jeździć na motocyklach, lubimy ze sobą rozmawiać, a czasem lubimy razem robić nic. Tak samo dobrze bawimy się ze sobą na wyścigach motocyklowych w Irlandii, na plaży w Malezji, w kinie w Warszawie czy w domu w dresie. I oboje wiemy, że gdziekolwiek byśmy nie wylądowali i cokolwiek by się nie działo, to będzie dobrze. Bo mamy siebie.

 

FB_20150214_11_40_01_Saved_Picture20150214115254 (2)

A chcecie wiedzieć, jak to wszystko wygląda od Andrzejowej strony?

On:

Jak Monika H. w oko mi wpadła i w ucho sumie też
Nasz związek to idealny przykład na to, że szczęściu da się pomóc. Do sesji foto w mojej robocie potrzebowaliśmy względnego dziewczęcia. Zaraz wyszukałem koleżankę na FB, jednak los chciał, że nie mogła przyjechać. Powstała szybka akcja, w której pomóc mi mogła jedynie Natalka, posiadająca zarówno kontakty, jak i odpowiedni zmysł estetyczny. Najpierw miała podesłać jakąś modelkę i tutaj pojawił się instynkt swatki. Podmieniła umówioną dziewczynę na mą aktualną Narzeczoną.
Już wspólna rozmowa przez internetowego komunikatora zapaliła pierwszą lampkę. Bo jak nie być oczarowanym dziewczyną opowiadającą dowcip o kupie? Wieczorem sesja i przyszła Monika H. Śmiechu było dużo, gadka się kleiła, a legginsy leżały jak trzeba. Po akcji foto trzeba było coś wymyśleć, więc idealnym punktem zaczepienia był brak kasy. Mojej, żeby zwrócić jej za paliwo. Gotówki, której przy sobie nie miałem i tak nie chciała, tym bardziej nie miała pojęcia ile mógł jej Civic spalić w drodze z Żoliborza. No to zaprosiłem ją na kolację następnego dnia (żeby niby stratna nie była i chociaż się najadła). Pierwsza randka ogarnęła temat w całości. Pozytywna obora w knajpie, wkładanie kiełków do nosa, normalnie love story z kiczowatej komedii. Różnica taka, że takiej ilości dziwnych tekstów i żenujących historii żadne kino by nie wzięło. Jak pierwszy raz zawitałem w Moniki mieszkaniu, to niby Browar poznała we mnie dobrego człowieka, bo sama do mnie przylazła. Gówno prawda, bo lezie do każdego kto ją pogłaszcze, ale dzięki temu poczułem się bardziej pewnie. Dobrym omenem był również mopsi bąk wymierzony prosto w moją twarz. Później już poszło i jest zajebiście, ale o tym to pewnie Monika się już rozpisała.
Mam napisać przepis na udany związek. Ogólnie to się nie znam. U nas chyba rządzi poczucie humoru i duża swoboda istnienia. Śmieszy nas to samo, więc trollowanie rodziny i znajomych idzie nam wyśmienicie. Równie dobrzy jesteśmy w śmianiu się z siebie nawzajem, aczkolwiek Monika czasem później płacze i sam nie wiem czy to dobrze, czy już źle. Jeszcze ta swoboda. No pracę mam jaką mam, często mnie nie ma i w sumie może nawet częściej niż jestem. Monika to samo, a jak dorzucimy do tego to samo hobby, ale na innych torach to bez zdrowego podejścia do rozłąki ni cholery byśmy rady nie dali. Jak jesteśmy razem to jest super, jak osobno to przecież zaraz znowu będziemy razem, więc będzie świetnie. Jak dla mnie nie ma nic gorszego jak pretensje do partnera za to, że żyje w taki sposób, jak chce. Oprócz tego, że Monika jest jedyną kobietą (poza moją Mamą i Siostrą), która nie chce mnie zmienić i pomaga we wszystkim czego potrzebuję, to tak z chemicznego punktu widzenia okrutnie ją kocham, a to ułatwiło mi poproszenie jej o to, żeby została „moją żono”.

kurtka Icon, rekawice spidi i jakas czapeczka

—-

To jeszcze ja, Monika. Dziękujemy, Natalka 🙂

8 komentarzy

  1. A.
    • Monika Harwas
  2. K.
    • Monika Harwas
  3. Ami
    • Monika Harwas
  4. Foldzi
    • Monika Harwas

Skomentuj