6 sposobów na jesienną chandrę

Nie będę Ci wciskać kitu, u mnie też nie zawsze jest słodkopierdząco. 

 

Bywają takie dni, że najchętniej zalegalizowałabym swój związek z łóżkiem i nigdy go już nie opuszczała. Bywają takie, że na każde sąsiedzkie „Dzień dobry” mam ochotę wyszczerzyć kły i dosadnie wytłumaczyć, gdzie takiego sąsiada najchętniej bym posłała. Bywają nawet takie, że wkurza mnie mój własny, osobisty mops!

Spójrzmy prawdzie w oczy- listopad jest beznadziejny. Każdy miesiąc do czegoś służy. We wrześniu idzie się do szkoły, grudzień to święta i prezenty, w październiku mam urodziny, czyli też prezenty, w styczniu trzeba się zacząć odchudzać do wiosny, a marzec to już taki mały czerwiec. A listopad? Listopad jest po prostu brzydki. Jest tak brzydki, że najchętniej przeleżałabyś cały miesiąc pod kocem, co jakiś czas wystawiając światu środkowy palec na znak życia. Jest tak beznadziejny, że nawet Browar jeszcze dobrze nie wychodzi z bloku, a już wciska wsteczny i ciągnie z powrotem do domu. Włączyłaś już opcję przetrwalnikową „byle-do-wiosny”? Znosisz jesień, tylko że bardzo źle ją znosisz?- dobrze trafiłaś. Ja też, cholera. Proponuję przetrwać jesień i zimę razem. A jak to zrobić? Jak przegonić brzydką chandrę? Aaaa, no tutaj właśnie wchodzę ja, cała na… no wchodzę po prostu i mówię Ci, co trzeba robić. Znaczy piszę. A Ty czytasz i dajesz mi znać, czy podziałało.

Panie i panowie, oto krótki poradnik, jak zabić chandrę. Niech ginie.

Śpiewaj na cały głos. Najlepiej Adele. Najlepiej w domu. Dlaczego Adele? Bo można bezkarnie drzeć ryja i „Hello z drugiej strony” i nie ma obaw, że Lionel odbierze. Poza tym i tak nigdy nie będziemy wyciągać górnego C tak jak ona. Jak już spadać, to z wysokiego konia i ambitnie lecimy z repertuarem a nie jakieś tam makareny. Ostatecznie śpiewaj co chcesz, ale pamiętaj że nie ma ograniczeń i dźwięki mają Ci, kochana, spod wątroby wylatywać- mruczenie jest dla słabych! Ty masz ryczeć jak Celine Dion w PMSie! Zawstydzić masz Beatę Niech-Spadnie-Na-Nas-Złoty-Deszcz Kozidrak! Uwolnić masz emocje w tym śpiewie! A dlaczego w domu? Tak naprawdę to koncertuj gdzie chcesz, ale przestrzegam przed dawaniem show w samochodzie. To akurat moja specjalność. Nie daj Boże zapomnisz, że uchyliłaś wszystkie szyby w aucie i stojąc na czerwonym na pobliskim przystanku zastaniesz taki oto widok:

Crowd-Taking-Pictures

źródło: Internet

No chyba, że chcesz zostać gwiazdą jutubka. Wtedy drzemy się na całego, gestykulacja rękami i dramatyczna mimika jak najbardziej wskazane. I uchylone szyby, ofkors.

Sprzątaj. Serio. Jak masz chandrę, posprzątaj se chałupę. Posprzątana chałupa równa się posprzątana głowa. Zawstydź Perfekcyjną i poukładaj alfabetycznie przyprawy w kuchni. Albo naucz się robić origami z niesparowanych skarpetek. Albo nie wiem, wyczyść fugi w łazience szczoteczką do zębów. Chodzi o to, żebyś chociaż w jednym miejscu w domu zrobiła totalny, absolutny, niczym nieskażony KLAR. Wybierz najpierw jedno. Weź na warsztat szafę, albo kuchnię, albo łazienkę, albo cokolwiek. Małymi kroczkami. Nie bierz się od razu za całe mieszkanie bo zapewne skończysz tak jak ja za każdym razem- zgodnie z hasłem że żeby posprzątać trzeba najpierw nabałaganić, zazwyczaj odnajduję się po godzinie w stercie ciuchów gdzieś pomiędzy kuchnią, łazienką i otwartą lodówką. Z mopsem z moimi gaciami na głowie.

Czasem sobie odpuść… Od raz niezrobionego prania i nieugotowanego obiadu jeszcze nikt nie umarł. Nie zadręczaj się, że nie masz siły żeby coś zrobić. Czasem chandrę trzeba po prostu przeczekać, nie zmuszać się do aktywności, nie robić nic na siłę. Ta siła przyjdzie, sama, na spokojnie. W międzyczasie zabierz się za coś fajnego, zrób sobie jakąś przyjemność- idź na spacer, poczytaj dobrą książkę, pomaluj paznokcie. Odradzam włączanie telewizji. Grozi zidiotowaceniem. Od zidiotowacenia niebezpiecznie blisko do „Żon z holiłud”, a dalej to już tylko Azjaci przebrani za ciasteczkowego potwora śpiewający piosenki o smutnych karaluchach. Czyli koniec świata.

…A czasem nie odpuszczaj. „Żałuję tego treningu”- nie powiedział nikt nigdy. Zbierz swój tyłek na siłownię, nawet jeżeli mogłabyś przysiąc, że przykleił Ci się do kanapy. Uwierz mi, że Twoje samopoczucie potreningowe podziękuje mi za tą radę. Są rzeczy, których nie warto zaniedbywać- nie zamieniaj się w tą dziewczynkę, co wychodziła ludziom z telewizora w „The ring’u”. Umyj i ułóż sobie włosy, zrób sobie make up, ubierz się w coś fajnego i wygodnego. Nie pozwalaj sobie na zaniedbanie się- fizyczne, emocjonalne i intelektualne. Myślisz, że ja mam ochotę na podbijanie świata kiedy wyglądam jak mieszanka Paddy’ego Kelly z Courtney Love na kacu???

Spotkaj się z przyjaciółmi. Ludzie są potrzebni. Szczególnie jesienią. Idź na kawkę z przyjaciółkami, poskaczcie razem na koncercie, złóżcie razem szafę. Poplotkujcie, pośmiejcie się, zbudujcie sobie bazę z koca. Zróbcie coś! Nawet jeżeli chwilowo gatunek ludzki spotyka się z głębokim zażenowaniem z Twojej strony i masz wrażenie, że otaczają Cię sami idioci, daj im szansę. Niektórzy idioci są naprawdę spoko!

Naucz się czegoś nowego. Tak! Jesienne wyzwanie to jest to! Znajdź sobie jakąś rzecz, której zawsze chciałaś się nauczyć i idź w to! Gotowanie, taniec na rurze, salsa, malowanie- to jest Twój czas! No bo kiedy, jeśli nie teraz? Latem zawsze jest coś do zrobienia, a jesień aż się prosi o zajęcia dodatkowe. To co wybierasz? Pochwal mi się w komentarzu!

I jak? Pomogłam? Podpowiedziałam coś? Walczymy z chandrą razem? Wiem, że jesteś świetna w łóżku i mogłabyś w nim leżeć cały czas, ale daj już spokój. Pokaż jesiennym smuteczkom gdzie ich miejsce (najczęściej w lodówce, tak, wiem, ale wywalmy je gdzieś dalej). I dawaj mi znać, jak Ci idzie!

Ah, i pamiętaj- nic się nie stanie, jeśli na jeden dzień zostaniesz smutnym, jesiennym, kołdrzanym burrito. Ale tylko na jeden dzień. Potem robią się odleżyny 😉

6 komentarzy

  1. Marcin
    • Monika Harwas
  2. A.
    • Monika Harwas
  3. k.
    • Monika Harwas

Skomentuj