Moje wielkie greckie wakacje cz II

Słońce! Plaża! Morze! Grecji część druga.

 

Na północy już byliśmy, o tutaj byliśmy: tutajbyliśmynapółnocy, przyszedł czas na południe. W skrócie: jeżeli szukasz pięknych, długich, piaszczystych plaż, turkusowej wody i lubisz żółwie – odnajdziesz się w tej części Zakynthos jak ekipa z Warsaw Shore w Mielnie.

Zacznijmy jak u Hitchcock’a- najpierw będzie bomba, a potem będzie jeszcze większa i bardziej epicka bomba. Czyli zapraszam na plażę Dafni. Od razu uprzedzam- droga do tego raju jest mocnym offroadem i przygotuj się na Top Gear w swoim najlepszym wydaniu. Tylko że bez gładkiego asfaltu. Za to z dużymi dziurami. I krętymi zakrętami. I stromymi podjazdami. Skuterem 80-tką. Clarkson by płakał. Mógłby nawet płakać ze szczęścia, gdyby tylko spojrzał przed siebie i ogarnął wzrokiem bezkres rajskiego, błękitnego morza. A widoki po drodze, uwierzcie mi, są niezapomniane.

Dobra, wjeżdżamy na Dafni.

I opada nam szczena. Hmm, jakby to ująć… kojarzycie te sceny z „Piratów z Karaibów” jak oni są na plaży i są Karaiby i plaża i Karaiby i piraci i plaża? Stojąc na brzegu morza odruchowo zaczynasz rozglądać się za Johnnym Deepem. Po chwili stwierdzasz, że jest tak super że Johnny Depp jest Ci właściwie do niczego niepotrzebny. Zobaczcie zresztą sami:

WP_20150922_10_31_40_Rich

Tak, plaża była praktycznie pusta. Na wejściu wita nas supersympatyczna pani, właścicielka beach baru. Leżaki przy plaży są darmowe, a to niezły wyjątek. Pani zaprasza na do baru na obiadek, drineczka czy co tam dusza zapragnie. Mrożona kawa, leżanka i książka nad brzegiem turkusowego morza? No raczej! Przepis na relaks idealny! Dafni pozostanie chyba moją ulubiona plażą na Zakynthos, urzekł mnie ten karaibski klimat i miła atmosfera. Jezu słodki, jak ja bym teraz do tej wody wskoczyła…oj jakbym wskoczyła… Byłoby to bardziej spektakularne niż Pamela Anderson i David Hasselhoff wbiegający do morza w slow motion.

WP_20150922_10_51_41_Pro

 

 

WP_20150922_14_30_05_Pro

WP_20150922_14_29_45_Pro

 

WP_20150922_14_26_26_Pro

Kolejna piękna plaża jest w Gerakas. Prosto, długo i szeroko ciągnie się piaszczysty brzeg zalewany przez błękitne fale. Gdyby Mickiewicz zamiast w Nowogródku wylądował na Zakynthos, to głęboko wierzę, że Telimena zamiast pląsać po lesie pływałaby z żółwiami w Gerakas.  W ogóle z tymi żółwiami to szacun dla Greków. Gniazda są pięknie zabezpieczone i oddzielone od turystów, a przy wejściu na plażę dostajesz krótkie pouczenie, gdzie można, gdzie nie można, co wolno, a czego nie. I bardzo dobrze, niech sobie Caretta Caretta żyją w spokoju.

WP_20150922_15_46_11_Pro

WP_20150922_15_46_25_Pro

WP_20150922_15_49_40_Pro

A tutaj fajna knajpka nieopodal:

WP_20150922_15_59_21_Pro

Następny obowiązkowy punkt na turystycznej mapie Zante- Jaskinie Keri. I znowu Andrzej został kapitanem, wypożyczyliśmy łódkę od Zante Magic Tours i w drogę! Pogoda tego dnia była, delikatnie mówiąc, zmienna. Chmury, deszcz – cały czas uciekaliśmy przed wielką, czarno-szarą masą. Czyli hej przygodo. Jeżeli cenicie sobie podróżowanie i zwiedzanie na własną rękę- polecam wypożyczenie fun boat’a. Dołożycie trochę piniążka, ale za to płyniecie, gdzie chcecie, zatrzymujecie się, kiedy chcecie i ogólnie walić biedę, szampan na pokładzie i nikt nie musi wiedzieć, że zajumaliście z all inclusive kanapki, a tak naprawdę to przez pół roku jedliście ryż żeby odłożyć na wczasy. W jaskiniach Keri Stwórca też ewidentnie popłynął z fantazją i trochę mu się machnęło turkusem, ale dzięki Ci Panie bo to kawał dobrej roboty był! Przydadzą się okulary do pływania- pod wodą też jest spektakularnie.

WP_20150923_12_57_42_Pro

WP_20150923_13_42_20_Pro

WP_20150923_13_45_38_Pro

Pora na deser – wyspa Marathonissi, zwana także Wyspą Żółwi. Poza sezonem raczej żółwia tam nie spotkasz, ale za to znowu przeniesiesz się na chwilę na plan reklamy Bounty. Tutaj ludzi jest znacznie więcej, w końcu turystyczna atrakcja, ale takiego delikatnego piaseczku tom dawno nie widziała! Ubawiłam się tam przednio.

WP_20150923_14_28_45_Pro

WP_20150923_14_29_48_Pro

WP_20150923_14_33_09_Pro

Idę…

I co? fajnie jest na Zakynthos, nie? Na koniec będzie mniej sympatycznie, ale czuję, że muszę Was ostrzec, za przykład podając moją smutną historię. Zawsze podróżowałam na własną rękę. Sama szukałam biletów, ogarniałam nocleg, wymyślałam środki transportu, planowałam wycieczki. W tym roku, no cóż mnogość obowiązków trochę mnie przygniotła i postawiłam na wersję- emeryt, czyli jedziemy z biurem podróży. Wybraliśmy Itakę. Wszystko załatwione, podstawiają nas pod hotel, niczym się nie przejmujemy, czysty, niczym nieskażony wypoczyn. Życie pokazało, że HA HA HA. Po pierwsze- pani rezydentka na miejscu wprowadzała nas w błąd, polecając wycieczki organizowane przez biuro, a próbując nas zniechęcić do samodzielnego zwiedzania. Mówiła np, że trasy są źle oznaczone, że zabłądzimy itp itd. Nic takiego się nie wydarzyło, a oznaczenia na trasie do tarasu widokowego Zatoki Navaggio odczytałby mój pies. Mam jeszcze parę innych zastrzeżeń, ale rozumiem, że biuro chce zarobić, reklamują swoje usługi na wszelkie sposoby, niech Wam będzie, marketing rządzi się swoimi prawami. Najgorsze wydarzyło się na lotnisku. Nikt nas nie poinformował, że nasz lot został zmieniony. Przed wylotem okazało się, że nie ma nas na liście pasażerów. Zachowanie Greków – klasa. Proszę się nie martwić, zaraz pomożemy, wszystko załatwimy, no problem. Zachowanie osób reprezentujących Itakę – żenada. Najpierw pani obraziła się na nas, że w ogóle robimy problem. Potem kazała nam płacić. Sobie, na miejscu, gotówką. Żadnego potwierdzenia, umowy, dawajcie mi tu pieniądze. Aha, i nie ma tu bankomatu, więc musicie wziąć taksówkę w tą i z powrotem. Mało tego. Pani zaczęła wstrzymywać grecką obsługę, która już była w trakcie załatwiania nam zmiany biletu. Zadzwoniłam do Polski, szukając pomocy. W słuchawce usłyszałam drugą obrażoną panią, która niemal wykrzyczała mi: „To co, ja mam specjalnie dla państwa lot wyczarterować?!?”. Ajjj, nieładnie, nieładnie. Okazuje się, że w umowie z biurem jest napisane, że każdy musi sobie sam sprawdzić lot przed wyjazdem. Owszem, w Polsce zadzwonią i napiszą do Ciebie tydzień wcześniej, ale zagranicą radź se sam. Już nawet nie chodzi o to, że nie poinformowali nas o zmianie lotu, że trzeba za coś dopłacić, chodzi o kulturę osobistą pracowników Itaki. Jestem poza granicami mojego kraju, z Waszym biurem podróży. Mam nieoczekiwaną, stresującą sytuację. Proszę o Waszą pomoc. Wy się na mnie obrażacie. Smaczek- pani rezydentka ZAGROZIŁA mi, że jeżeli będziemy robić problemy, to ona zrobi tak, że w ogóle z Zakynthos nie wylecimy. Moje pytanie: „Grozi mi pani?”. Odpowiedź rezydentki: „Tak”. Kurtyna.

2 komentarze

  1. A.
    • Monika Harwas

Skomentuj