Kobiety walczą w błocie, czyli Grand Prix Niepodległości Sochaczew 2015.

Tradycyjnie, jak co roku, błoto w Sochaczewie zaskoczyło motocyklistów. 

 

Ja systematycznie sama siebie zaskakuję w ogóle wsiadając na motocykl crossowy, ale tym razem zaskoczyłam się podwójnie- wsiadłam i pojechałam. I proszę się tu nie podśmiechiwać, Drodzy Czytelnicy, bo tym razem na serio rozpatrywałam zapakowanie Jadźki z powrotem do busa i wykonanie szybkiej zrywki, tak, żeby nikt nie zauważył że w ogóle byłam w Socho. Ostatecznie stwierdziłam, że jeżeli nie spektakularnie, to na pewno będzie śmiesznie. I wystartowałam.

12239615_1014062355310730_3715322781451177864_n

fot. X-Cross

Matka Boska Motocyklowa mi świadkiem, że tyle błota to koła Jadwigi jeszcze nigdy nie widziały! Brązowa maź kleiła się do kół, do ubrania, gogli, kasku i włosów, właziła do nosa a i nie jestem pewna, czy przypadkiem trochę jej nie zjadłam. Podczas treningu w pewnym momencie stwierdziłam, że warunki są tak cholernie ciężkie a ja jadę tak cholernie źle, że w sumie to już została mi tylko zabawa. Czyli pomijamy całą część ze ściganiem i koncentrujemy się na braku gleb a dalej to już palec Boży poprowadzi. No i prowadził ten palec, ale w moim przypadku to głównie do karchera. Sądząc po kolejce, resztę chyba też. Tradycyjnie, kobiety startowały z 85-tkami i tradycyjnie 85-tki zawstydziły kobiety. Dobra, wcale nieprawda. Nie zawstydzili nas, my mamy po prostu inny styl jazdy czytaj my już nie mamy mleczaków.

Mój osobisty styl jazdy jest dość wyjątkowy, to wszyscy wiemy. A już moje starty powinny dostać własny przymiotnik, zaprawdę powiadam Wam. Pozwólcie, że opiszę Wam sytuację z maszyny startowej w pierwszym wyścigu. Standardowo, przed wyścigiem cały katalog uczuć:

1. Niedobrze mi.

2. Nie jadę.

3. Jednak jadę.

4. Zginę.

5. Może nie zginę i będzie fajnie.

6. O kurde, ruszyli.

No właśnie. Beze mnie ruszyli. Jak to się stało, nie wiem Czytelniku, nie wiem. Znaczy tak naprawdę to wiem, ale wstyd się przyznać. Nie zauważyłam zegara, który odliczał czas: 15-10-5. No nie widziałam go po prostu i czekałam, aż tradycyjnie jakiś miły pan/miła pani pokaże nam tablice z czasem. A to panie, XXI wiek i teraz są wyświetlacze zamontowane, a nie jakieśtam kartony. Okazało się, że byłam jedyną osobą na starcie, która nie ogarnęła nowoczesnej technologii. Wszyscy pojechali, ja zostałam, zdziwiona, bez wbitego biegu. Ostatni będą pierwszymi, tak kiedyś w takiej jednej książce napisali i tego się trzymam! Na szczęście kilka laseczek się po drodze wywaliło i nie byłam ostatnia, czyli jednak Bóg jest z nami. A tak serio- nie ufam ludziom, którzy nie wywalają się w błocie. To jest niemożliwe. Oni na bank mają płetwy. Albo skrzela. Ja się na przykład, wywalam regularnie!

Wyścig drugi- ooo tu też było interesująco. Odczucia wewnątrz kasku już znacie- ogólnie miks „ja chcę do domu” z „o kurde, ale super!”. Tym razem mój wzrok odnalazł wyświetlacz z czasem, wszystko elegancko, koleina podsypana, nasyp piaskowy pod but zrobiony (nie dosięgam do podłogi przecież!), no nic tylko startować i wygrywać te puchary. Bramka opada, wszyscy ruszają, a tu nagle mój mózg we współpracy z motocyklem stwierdzają, że zróbmy trochę freestyle’u i puśćmy do tego podkład z „Macareny”! W wolnym tłumaczeniu: strzał ze sprzęgła i zła pozycja= 180 z lądowaniem na plecach. Pastrana byłby dumny. Albo bardzo smutny. Zanim wczołgałam się z powrotem na motocykl, zanim odpaliłam, zanim ruszyłam… niektórzy byli już w połowie drugiego okrążenia. Zostałam samotnym riderem, takim trochę nawet Ghost riderem tyle że mniej spektakularnie no i bez płomieni. A, i twarz jakby bardziej przystępna. Po serii uślizgów, wywrotek, kanciastych zakrętów, wypadania z kolein i nierównej walki z błotnistym podłożem- dojechałam. Trzecia. Od końca, oczywiście.

_DSC5768_1600x873

fot: Bogi Masłowiecka 🙂

_DSC5921_1600x924

fot: Bogi Masłowiecka 🙂

_DSC5923_1600x1028

fot: Bogi Masłowiecka 🙂

12232932_1014059201977712_7149491170514190444_o

fot: X-Cross

Mimo wszystko, zawody uważam za udane- fajny, trudny i wymagający trening. Atmosfera jak zwykle super, zarówno wśród zawodników, jak i za sprawą organizatorów. Legendarne to nasze Socho, nie ma co słodzić!Co do warunków na torze- przydatna lekcja na przyszłość. Dobra maseczka na twarz też. Spełniło się też jedno z moich marzeń- udało mi się zebrać na widowni moich przyjaciół i rodzinę. Niektórzy pierwszy raz widzieli jak jeżdżę na motocyklu! Ludzie, których kocham kibicujący kiedy robię to, co kocham- nie ma lepiej! Chciałabym powiedzieć, że jechałam dla nich, ale wtedy musiałabym przepraszać za moją koszmarny styl. To może powiem tak- w myślach robiłam dla Was whipy i scruby, a jak wyszło… to już don’t judge me. Ściganie się w moim wykonaniu to po prostu fajna zabawa. Oczywiście jestem prawdziwą babą i jak na prawdziwą babę przystało każdy mój start urasta w mojej głowie do rangi prywatnego Dakaru, ale nie oszukujmy się- nie jadę po żadne zwycięstwo. Ja już swoją walkę w życiu wygrałam. Jeszcze parę lat temu motocykl crossowy pozostawał w strefie marzeń. Jeszcze parę lat temu zwykłe wyjście z domu stanowiło problem. Dzisiaj jadę, nieważne jak jadę, mijam moich przyjaciół i rodzinę wiwatujących na widowni, zmagam się sama ze sobą, z motocyklem, z torem, z rywalkami. I myślę sobie, że nie umiałabym sobie nawet wyobrazić większego szczęścia. Myślę sobie, że większego szczęścia nie ma.

Marzeno! Dziękuję za zdjęcia!

fot: Marzena Chrostek

12236783_924969870891129_205140145_o (1)

12242905_924976254223824_1657747840_o

12248539_924975587557224_1013660449_o

12250263_924975897557193_1703900635_o

Andrzeju podwieź!

 

12255407_924976467557136_35069705_o

12255703_924975754223874_1871037477_o

12255769_924975827557200_1384441023_o

12268425_924976157557167_1644871099_o

12268740_924976134223836_98574816_o

12268949_924974827557300_874504472_o

 

6 komentarzy

  1. Patka
    • Monika Harwas
    • Monika Harwas
        • Monika Harwas

Skomentuj