Dzień dobry, kocham cię.

A Ty co mówisz swojemu sąsiadowi rano? 

 

„Może się pani przesunie?!?!?!?!?!?!?!?!” – ryk nad uchem wyrywa mnie z chwili zadumy. Ranyboskie, ile w tym krzyku agresji! Ile nienawiści! Któż to taki wkurzony? Podnoszę wzrok- agresorem jest młoda kobieta z dwójką dzieci, jedno to jeszcze niemowlę w wózku. Za nią schowany mąż. „Dobij mnie”- wypisane ma gość na twarzy. Cholera, faktycznie niechcący zatorowałam swoim samochodem drogę. Odjeżdżam, uśmiecham się. „Miłego dnia!”. W środku mi się gotuje. No właśnie. Co my tacy, Polacy, wkurzeni?

Takich sytuacji spotyka nas każdego dnia milion. Racja, mój błąd, zaparkowałam furę jak ostatnia fajtłapa. Ale czy nie wystarczyłoby grzeczne: „Przepraszam, czy może pani przeparkować? Nie zmieszczę się z wózkiem”. Albo cokolwiek innego, byle nie pełen frustracji i gniewu krzyk. No problem, mea culpa, już przestawiam, biję się w pierś. Nie postawiłam tam przecież mojej wysłużonej Hondy specjalnie. I ja, i pani z wózkiem odjechałybyśmy zadowolone, życząc sobie nawzajem wszystkiego dobrego. Jakie to proste!

No to czemu tak się nie dzieje? Czemu wciąż wyładowujemy swoją złość na innych? Nie myślcie sobie że jestem lepsza- przy gorszym dniu fukam na wszystkich na prawo i lewo. Potem mi okropnie wstyd i obiecuję sobie zen, dużo medytacji i poprawę. Aż do następnego ZNP. A tak w ogóle, to dajcie mi wszyscy spokój, ale najlepiej to dajcie mi koc i czekoladę!!! Dobra, ale skąd się w nas ta złość bierze? Obstawiam frustrację. Może czasem zmęczenie, niewyspanie, rozdrażnienie. Ale wiecie, co obstawiam najbardziej? Jesteśmy bandą egoistów, ot, co!

Tak tak, egoistów. JA jestem zmęczona, JA jestem niewyspana, JA jestem wkurzona, JA jestem sfrustrowana, JA mam najciężej. I nawet nie próbuj udowadniać, że Ty masz gorzej, bo g…. się znasz na mieniu gorzej! JA Ci zaraz opowiem, jak JA mam przerąbane, a jeszcze mi jakaś dupa w Hondzie zajechała wczoraj drogę, idiotka jedna! I w ten sposób karuzela wkurzenia dalej się kręci, można doskonale zepsuć dzień sobie, swoim dzieciom, mężowi, a jeszcze najlepiej tej głupiej sąsiadce z klatki obok też! Ha! Wkurzajcie się wszyscy! Tak jak JA!

Wiecie, gdzie leży problem? Nie widzimy się nawzajem. Patrzymy na siebie, ale się nie widzimy. Słuchamy siebie, ale się nie słyszymy. Rozmawiasz z kimś i wertujesz fejsbunia na telefonie? No to wcale z tym kimś nie rozmawiasz. Słuchasz opowieści koleżanki o jej nieudanym związku, a myślisz tylko o tym, że dobrze że Twój Franek jest wierny? Wcale nie słyszysz swojej przyjaciółki. Ja, ja, ja, cały czas ja. Też tak czasem mam, nie myślcie, że nie. Bardzo tego nie lubię, ale też czasami sama sobie SOBĄ zasłaniam innych. Fuj fuj, tfu akysz! Szkoda, tyle się przez to traci. Tyle historii ludzkich, tyle emocji, tyle drugiego człowieka! Umyka nam to, chłopaki i dziewczyny, spierdziela to od nas  aż się kurzy. Pełno wokół nas ludzi, a tak naprawdę jesteśmy sami. Mówisz coś do mnie? A sorry, nagrywałam filmik na Snapa. Masz złamane serce? Ojej przepraszam, co mówiłaś? Sprawdzałam wiadomości na fejsie.

Nie mówię, że złość jest zła, wcale a wcale! Złość emocja jak każda inna. Ale jeżeli każdego dnia jedziesz rano do pracy i najchętniej popodstawiałbyś wszystkim nogi, na pana ochroniarza w biurze warczysz już od rana a Twoje własne dzieci irytują Cię do granic możliwości- hjuston, mamy problem. Idź gdzieś chłopie wylej swoje wkurzenie, byle nie na innych, bo będzie źle. Pobiegaj sobie w lesie, pokrzycz, popłacz, pośpiewaj na całe gardło. Drzyj się, aż Cie będą uszy boleć. A potem wróć do domu i przytul dzieciaki, nie ich wina, żeś nieustannie podkurzony.

Pogadaj czasem z sąsiadem, tak po prostu- co tam u niego? Może niekoniecznie wyznawiaj mu miłość, tak jak w tytule posta, ale już życzenia miłego dnia na pewno przyjmie z radością. Zadzwoń do babci, niech Ci opowie jakąś swoją historię. Umów się z przyjaciółką na ploty i wino i wyłączcie w pizdu te telefony. Uśmiechnij się do pani w sklepie. Zagadaj do pana na stacji. BĄDŹ. TUTAJ. TERAZ

Skomentuj