Wyprowadziłam Pszemka na spacer, czyli pierwszy raz na torze w Radomiu.

Przygód z Pszemkiem ciąg dalszy, tym razem pojechaliśmy udawać, że wymiatamy na supermoto.

Jeżeli zawsze chciałeś/aś sprawdzić się na torze, ale nie masz pomysłu, jak się za to zabrać i chcesz wiedzieć, jak wyglądają początki takiej zabawy- nie wyłączaj tego okienka! Jestem tu dla Ciebie!

_DSC4769

Środek długiego, czerwcowego weekendu. Żar leje się z nieba. Dopijam poranną kawę i zerkam na Mężczyznę Mojego Życia (czeeeeść Andrzej! Andrzej czeeeeeeść!).

-To co dziś robimy?

-A może by tak pojechać na tor do Radomia, Pszemka przewietrzyć…

-Dobra, namówiłeś mnie.

No to teraz szybko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu- ekspresowe pakowanie gratów (stylówa nie do podrobienia- motocrossowe spodnie i buty plus pożyczona kurta z wielkim napisem „Martyn” na plecach. Kim jesteś, Martynie? Mam Twoją kurtkę! Ogólnie- Jacyków by płakał, ale jeszcze nie wiem, czy z żalu, czy z zachwytu).  Ruszamy! Załadowani po kokardę, z piosenką na ustach i radosną alergią (lato, lato, ah to ty). Radomiu- jesteśmy gotowi i mamy własne „3 cytryny” w bagażniku.

Moje wyobrażenie o jeździe na torze motocyklowym: wychodzę z busa w slow motion, włosy rozwiewa mi wiatr (patrz reklamy Pantene pro v), make up oczywiście nienaganny. Ubieram się w swoje supermodne motociuchy, wiecie, obcisłe kombinezony, te sprawy, żadnych tam wypchanych barów- skrzyżowanie Catwoman z Jennifer Lopez ze spotu Pepsi. Wsiadam na swój motocykl, zgrabnie odpalam. Wjeżdżam na tor. Zawstydzam wszystkich. Zjeżdżam do domu. Pozostaje po mnie aura tajemnicy… „Kim była ta dziewczyna?”…

Rzeczywistość: potykam się o własną nogę wychodząc z busa. Kurtyna w dół.

A tak na serio: tor w Radomiu to bardzo przyjazne dla początkującego motocyklisty miejsce. Bardzo miły pan nadzorujący na wejściu wytłumaczył co i jak, i kazał jeszcze obiecać Andrzejowi, że zakończę dzień w jednym kawałku. Potem co chwilę podjeżdżał i dopytywał, jak się jeździ i czy wszystko ok. A jak do jazdy zachęcał pięknie! Jestem jego fanką, sto procent. Plus ma fajny skuter.

Co do samej jazdy- na torze wybierasz swoją linię i ciśniesz po niej, ile fabryka dała. Ci, którzy Cię mijają/chcą minąć muszą kombinować. Linii nie można nagle zmieniać, nie należy też ustępować innym motocyklistom. Po prostu jedziesz swoją trasą i reszta Cię nie obchodzi. No, to tak w teorii. W praktyce: nie-mam-kurde-pojęcia co to znaczy jechać jedną linią. W motocrossie zazwyczaj jadę tam, gdzie mnie poniosą koła/wywali koleina. Skoro do tej pory żyję i mam wszystkie kończyny, uznałam, że to chyba jest ok. Natomiast na torze asfaltowym taka wolna amerykanka nie ma racji bytu. Z obraniem swojej trasy miałam więc spory problem. A i weź się tu jeszcze jej trzymaj, jak tak do końca nie wiesz, która to! Może gdybym więcej nakurzała resorakami po dywanie za dzieciaka lepiej by mi z tą linią szło? Na cholerę mi te Barbie były?!?

Rzecz druga- jak słyszysz za sobą ryk czyjegoś silnika i czujesz, że on jest tuż za tobą, to na usta ciśnie się wielkie: RATUNEEEECZKUUUU!!! Ja wiem, że to tego za mną zmartwienie, żeby mnie wyprzedzić, ale co jeśli on we mnie wpadnie? Ja mu w ogóle nie ufam! A co jak niechcący zmienię trasę? W motocrossie upadanie idzie mi całkiem dobrze, chyba najlepiej ze wszystkich ewolucji. Wpadam w piach, ewentualnie pokrzywy, ewentualnie kamień, pokrzyczę chwilę, potem chwilę się pośmieję, cyknę fotkę i jazda dalej. A w supermoto… toż to beton jest, czy jaki asfalt. Przecie to boleć musi jak się tyłkiem o to przyszoruje.

Oprócz tych dwóch zmartwień, jazda na torze to czysta przyjemność. Najfajniej było, kiedy znalazłam swój rytm i po prostu się mu poddałam. Z delikatnego letargu wyrwał mnie natomiast but przycierający o podłoże- tak się niespodziewanie złożyłam! Przytarłam też podnóżki, podobno to szpan na mieście. Zadzwońcie do Rossiego,  idę po niego.

A jak się sprawował Pszemek? Doskonale! Może trochę brakuje mu mocy- tak przynajmniej twierdzą chłopaki. Faktycznie, fajnie byłoby, gdyby sprawniej przyspieszał, no ale nie napinajmy się, to 125ccm, nie od razu Harleya zmontowano. Za to zaskakująco łatwo składa się w zakrętach, a wiadomo- dobre złożenie to ładne zdjęcie na Instasia, a stamtąd już blisko do sławy i fejmu i pudelka.pl. Takżetego, z Pszemkiem mamy nadzieję na przyszłość, ale ogólnie to nauka nas kręci i takie takie.

Proszę bardzo, ledwo co zaczęłam pisać, a tu już konkluzję trzeba. Wnioski są następujące: Pszemek wciąż jest fajny, tor w Radomiu też jest fajny i ogólnie jest fajnie, że jest fajnie. No i fajnie. Cześć.

_DSC4770

 

_DSC4781

_DSC4782

 

4 komentarze

    • Monika Harwas
        • Monika Harwas

Skomentuj