Top five- 5 najgorszych tekstów na Święta.

Hejka hej, Dżizas zmartwychwstał, radujemy się wszyscy, jest wspaniale, jajka, pisanki, zajączki i takie takie, siadamy więc do stołu razem z całą rodziną…No i się zaczyna. 

 

Najpierw Cię lukają od góry do dołu wszystkie babcie, ciotki i wujki, a potem zazwyczaj następuje seria niewygodnych pytań. I tekstów, które słyszysz co święta, a które sprawiają, że najchętniej resztę obiadu zjadł(a)byś pod stołem. Postanowiłam zebrać je wszystkie do kupy, znaczy się do posta, żebyśmy się chociaż z tego pośmiali, bo uniknąć tego raczej nie damy rady.

Moi kochani, top pięć świątecznych obciachów czas start!

1. „Ale pannica z Ciebie wyrosła!”– mój ukochany, zazwyczaj wygłaszany przez jakąś daleką ciotkę, ale wujkowie też lubią nim czasem zarzucić. Pomijając fakt, że „pannica” brzmi równie atrakcyjnie co „kiełbasa”, tekst sugeruje znaczący upływ czasu, a nie musicie mi wszyscy przypominać, że się kurde, starzeję. Szczególnie znienawidzona kwestia w wieku dojrzewania, bo a) brzmiało jakoś tak obraźliwie (jak wszystko, kiedy się dojrzewa) b) dajcie mi wszyscy spokój (hello, dojrzewanie) c) foch (no już nie będę się powtarzać).

2. „Jak tam w szkole/pracy/na studiach?”– nie znam innej sensownej odpowiedzi niż „dobrze”. No bo czy oni naprawdę chcą wiedzieć, co się u mnie dzieje? Oni tego „dobrze” po prostu oczekują! Nie korciło Was czasem, żeby udzielić absolutnie wyczerpującej odpowiedzi w stylu: „A dobrze, dziękuję, mam romans z szefem” albo „w szkole ok, tylko ostatnio mnie przyłapali jak jarałem skręta w kiblu”, a potem patrzeć na reakcje członków rodziny? Najlepiej w slow motion.

3. „No to kiedy ślub/dziecko?”– raz już prawie mi się wyrwało, że jestem gejem i myślałam, że to będzie śmieszne, ale zapomniałam, że technicznie rzecz biorąc jestem gejem. Znaczy się, że lubię facetów. Znaczy się eee… nieważne. To jest zresztą niezły fenomen- o ślubie rodzina i tak się przecież dowie, a ciążę zapewne zauważą. No to po co człowieka stresować??? Poza tym, po pytaniu z tej kategorii głupie miny Twoje i Twojego chłopaka gwarantowane. Aaa i skrępowanie też. Gwarantowane.

4. „No i jak tam, masz już jakiegoś kawalera?”– w domyśle: „zegar biologiczny Ci tyka i zaraz stracisz termin przydatności, więc lepiej dołóż jeszcze trochę desperacji do swoich poszukiwań faceta, na pewno Ci to pomoże”. O Boże. Po takim pytaniu Twoje ego zmniejsza się do rozmiaru wielkanocnej pisanki, cellulit optycznie się powiększa, cycki maleją, iloraz inteligencji gwałtownie spada a Ty w myślach już szukasz biletu na koniec świata. Najlepiej w jedną stronę. Dlaczego wszystkie ciotki świata uważają, że posiadanie faceta jest absolutnym synonimem szczęścia, sukcesu życiowego i spełnieniem wszystkich marzeń? Otóż nie. Najpierw znajdź szczęście w sobie, osiągnij swój sukces, spełnij swoje marzenia, a potem odszukaj sobie kawalera. Nigdy na odwrót. A w ogóle najlepiej to nie szukaj, sam się znajdzie w odpowiedni momencie. A ciotce powiedz, że jesteś w idealnym związku ze swoją poduszką, doskonale się rozumiecie i uzupełniacie, i na razie Ci więcej do szczęścia nie potrzeba.

5. „Nałóż sobie więcej, Tobie nie zaszkodzi”– jasne, najwyżej się zrzygam. No dobra, tutaj nie ma co dyskutować- babcia Cię kocha. Jeżeli potrafisz odmówić dokładki, w taki sposób, że się nie obrazi- stary, wyłącz ten komputer i startuj do najbliższej ambasady bo jesteś urodzonym dyplomatą i wróżę Ci międzynarodową karierę. Raz odmówiłam babci. Do dziś mam łzy w oczach na to wspomnienie.

Dobra, a Wy co słyszycie najczęściej przy świątecznym stole? Podzielcie się ze mną w komentarzach, przetrwamy te święta razem!!!! Ahh no i wszystkiego najnajnaj, Moi Kochani, odpoczywajcie sobie i jedzcie ile wlezie, i tak po świętach ruszymy na siłownię.

 

 

 

 

2 komentarze

  1. Nka
    • Monika Harwas

Skomentuj