Jak docenić ciepłą wodę, czyli motocross w Hiszpanii.

Płacą Ci za mało, sąsiad Cię wkurza, nie szanują Cię w biurze, chodzisz na ciągłym wkurzeniu, a tak w ogóle to jest za zimno/ za ciepło/ za drogo/za tanio/po prostu jest do dupy? Wyjedź gdzieś, gdzie nie ma ciepłej wody.

Serio mówię. Zaraz Ci wyjaśnię, dlaczego.

Całe moje życie można by opisać w trzech słowach- marzenia. się. spełniają. Chciałam jeździć na dwóch kołach- pierdzę jadźką po torach motocrossowych. Chciałam być ARTYSTOM- jestem charakteryzatorem i wizażystą, mam wizje i pędzle. Chciałam pisać- …nooo, dzień dobry, witam na moim blogu :D. Marzenia nawet niekoniecznie się spełniają- ja je spełniam, i guess what- Ty też masz taką magiczną moc, ale to akurat wyjaśnię Ci w innym poście, wtedy jakoś bardziej motywacyjnie polecę, a teraz mam flow na śmieszne opowiastki.

Anyway, marzył mi się wyjazd do Hiszpanii w celach treningowych, tj: #ja, #moje moto, #moje motoziomki, #tor, #jeździmy, #fun braaap, buziaki, jednorożce i te wszystkie inne pierdoły, co się je po hasztagu wypisuje. Motocross na Półwyspie Iberyjskim, tydzień wolnego w środku kręcenia serialu?- ha. ha. ha. Bardziej prawdopodobny wydawał się być mój udział w „Tańcu z gwiazdami”, ale… UDAŁO SIĘ. Wybłagałam wolne, doczepiliśmy się z jadźką do Najszybszego Człowieka z Lasu (Adaś- always in my heart…) i w drogę! Busem do Hiszpanii! Jak wspaniale! Wspaniale było, a i owszem, ale gdzieś do pięćsetnego kilometra… W busie podróżuje się fajnie, żeby nie było- można wymyślać coraz to nowsze pozycje do spania (głowa na plecaku, nogi na walizce, albo boczna ustalona- głowa na ręce, nogi na oknie, wesoło machające stopy, albo ewentualnie jeszcze można na egzorcystę- głowa, nogi i ręce WSZĘDZIE). Można też uprawiać radosną konwersację z towarzyszami podróży („Eeeej chłopakiiii, a jaka była naśmieszniejsza chwila w waszym życiu?”, „eeeeej chłopakiiii, a ile mieliście dziewczyn?”, „eeej chlo….DAJ NAM SPOKÓJ!”). Można też czytać:

zdjęcie (1) (Andrzej kierował, ja czytałam książkę Kominka- teraz jest Jasonem (http://jasonhunt.pl/). Ogólnie kiedyś przybijemy se z Jasonem piątkę, jak już będę sławnom blogerkom, a będę, bo przeczytałam wszystkie jego poradniki, i teraz to już nie ma innej opcji niż sukces.)

Dobra, wracajmy do podróży- po dwóch dniach jazdy, dwóch tysiącach przebytych kilometrów, myciu zębów na przydrożnych stacjach, spaniu w starych skierach- DOTARLIŚMY. Wstajemy rano, wychodzimy z busa, a tam… śnieg. No to teraz wyobraźcie se moja minę, bo chyba nie dysponuję tak barwną polszczyzną, żeby ją opisać. O. Może Ernest Bryll by mnie zrozumiał:  „Oj, gębo moja. Zbyt smutny. Jęzor ci urósł. Na wietrze. Powiewa…”

Ogólnie- pozdrowienia z Hiszpanii:

zdjęcie (1)

Po standardowym pytaniu „jak żyć?”, stwierdziliśmy, że ojtam ojtam, i faktycznie- słońce przygrzało, cośtam się poroztapiało.. zrobiło się tak ciepło, że spokojnie można by w klapkach po śniegu biegać (:>). Najważniejsze- pojeździłam! Oczywiście najwolniej ze wszystkich, i w stylu co najmniej rozpaczliwym, ale jeździłam! Na torze! W Hiszpanii! Podejrzewam, że wszyscy uczestnicy szkolenia głęboko nie lubili momentu, kiedy wjeżdżałam na tor, a gdyby tylko mogli, to mrugaliby mi długimi. Mimo wszystko, byli bardzo mili 🙂 Na dowód, że ja to wciąż ja, parę zdjęć z jazdy:

zdjęcie (1)

hiszp

Ale ale, przejdźmy do meritum- DLACZEGO właściwie wyjazdy, podczas których prysznic to luksus a brudne skiery są codziennością są takie fajne? Bo, Moi Kochani, kiedy jedynym Twoim zmartwieniem jest to, czy uda Ci się dzisiaj umyć włosy w ciepłej wodzie, okazuje się, że tak naprawdę nie masz zmartwień. Po 5 dniach mieszkania w busie, moje warszawskie 36 metrów jawiło mi się jako luksusowy apartament, w którym spokojnie urządzać mogę biegi na przełaj. W trzecim dniu w końcu zrozumiałam facetów- też zaczęłam dzielić ubrania na brudne i brudne, ale da się jeszcze założyć. Kiedy wróciłam, gotowane ziemniaki okazały się być najlepszą potrawą, jaką w życiu jadłam, a moja łazienka zmieniła nazwę na Luksusowe Spa Moniki.

Najlepszym sposobem na stres w pracy, na codzienne szaleństwo, na grafik zapchany obowiązkami, jest właśnie taki wyjazd- gdzie śpisz w busie, gotujesz obiad w jednym garze, zapominasz, co to w ogóle jest tusz do rzęs, ciągle chodzisz w dresie i masz wyrąbane. Zaprawdę polecam Wam- udajcie się od czasu do czasu w jakąś dzicz/ wyprawę survivalową/ do klasztoru buddyjskiego. Zmęczcie się od czasu do czasu porządnie, zapomnijcie o kawie z pianką, dopasowanych butach do torebki, profilu na Instasiu- po prostu pożyjcie sobie przez kilka dni. Ja wróciłam z nową energią, i ze świeżo nabranym dystansem- każdy kilometr mojej podróży oddalał mnie od codziennych, błahych, warszawskich problemów. Na dowód tego, jak tam ładnie w tej Hiszpanii, kilka fot:

zdjęcie (1)

zdjęcie (2)

zdjęcie (3)

zdjęcie (4)

zdjęcie (5)

 

2 komentarze

  1. Kasia
    • Monika Harwas

Skomentuj