Noworocznych życzeń kilka, z krótką recenzją filmową w tle.

Smarki, chusteczki, witamina C i lekki rausz jak na kacu, albo mocno zakrapianej imprezie- tego wszystkiego Wam NIE życzę w Nowym Roku.

Po pierwsze primo- piszę tego posta w stanie wirusowego upojenia okropnym choróbskiem, wobec czego mój mózg zwolnił obroty o jakieś 97%- momentami może być ostro nielogicznie, ale damy radę. Ja pisać, Wy czytać, mam nadzieję. W ogóle wchodzenie w Nowy Rok z gorączką ma swój urok- jesteście na swojej własnej imprezie, Ty i Twoje smarki, można się pobawić w głuchy telefon, bo jak próbujesz krzyknąć to wydajesz takie fajne skrzeki a i tak nikt Cię nie słyszy, a i tak od 2 dni kręci Ci się w głowie, więc już wszystko jedno czy to od wódki czy od gorączki.

Ale ja dzisiaj nie o tym, ja dzisiaj o tym, że w łamach myślenia o czymś innym niż choróbsko w pierwszych dniach 2015, obejrzałam film. Bardzo był piękny i teraz będzie o tym, że ładny był to film. Dzieła kinematografii bardzo często mnie wzruszają- krzyczę do Leonardo w Titanicu, że się przecież zmieści na tych drzwiach, błagam Mufasę, żeby się obudził. Jak Braf Pitt krzyczy że Troja jest moja i mogę sobie ją wziąć to wyciągam łapki do telewizora,  a gdyby ten typ w „Love actually” zgubił swoje kartki z wyznaniem miłości do Keiry Knightley, to spokojnie podyktowałabym mu je z pamięci.

Filmy bardzo często mnie wzruszają, ale rzadko PORUSZAJĄ. A „Begin again” sprawił, że moje przemielone przez grypę, osowiałe i zakatarzone jestestwo jakby na chwilę się ocknęło i przeniosło do Nowego Yorku, gdzie rozgrywa się akcja filmu Johna Carney’a, kimkolwiek on jest, a Wikipedia twierdzi, że jest reżyserem. Moi kochani, „Zacznijmy od nowa” to nie jest dzieło na miarę „Requiem dla snu”, „Ojca chrzestnego” czy czego tam sobie uważacie za kultowe, ale jest za to filmem bardzo ładnym, ciepłym i mało cukierkowym, dziękujemy Ci Hollywood za to. Bohaterowie są prawdziwi, mają krzywe zęby, problemy z alkoholem i dorastającą córką, trochę zwalili sobie życie, a trochę są słodziakami. Wystająca broda Keiry Knightley (tak, ona też tu gra) jakoś nie wkurza, a broda Adama Levina jest przewspaniałym przykładem na to, że drwale… i że broda… i że mężczyzna lasoseksualny… nieee, że to nie jest dobry pomysł. Anyway, fabuła prosta- są marzenia, pitu pitu, Nowy York, pitu pitu, spełniamy marzenia, Big Apple, pitu pitu, marzenia, pitu pitu… a jednak jest fajnie i ogląda się z przyjemnością!

Przypomniały mi się nagle wszystkie fajne, małe bzdury, które w  życiu robiłam- picie likieru Tolon Tolon na dachu w Barcelonie, nocne kąpiele i kimanie w konfucjańskiej świątyni na Tajwanie, fajki i rozmowy o życiu na balkonie na warszawskiej Pradze, tańce z przyjaciółmi w domku na Mazurach… „Begin again” w bardzo przyjemny dla oka sposób uzmysławia, że najważniejsze w życiu są małe rzeczy, spontaniczne akcje, prawdziwe emocje, ludzie spotkani po drodze! Małe pierdoły, bo to one później zapadają w pamięć. Nie pamiętam, co robiłam tydzień temu, ale pamiętam śmiech mojej Marty, jak wbiegałyśmy do wody 8601 km stąd, na Tajwanie. Nie pamiętam, czy zapłaciłam za rachunki, ale pamiętam wyraz twarzy Ewy, jak się dzieliłyśmy sekretami na balkonie praskiej kamienicy, albo śpiew Oli gdzieś w środku nocy (i ulicy) w Aprice. Takie rzeczy się pamięta, i takich rzeczy Wam życzę, Moi Kochani Czytelnicy, w nadchodzącym roku.

Życzę Wam, żebyście tańczyli rano w pidżamie do ulubionej piosenki, żebyście przystanęli i zaśpiewali razem z grajkiem przy metro Centrum, żebyście siedzieli i pili wino z butelki gdzieś na dachu i żeby pod Wami rozpościerał się widok całego miasta, żebyście leżeli na łące i patrzyli w gwiazdy, żebyście każdego dnia robili coś niezgodnie z planem, ale za to spontanicznie i z dziecięcą radością. Tego Wam życzę, żebyście nigdy do końca nie dorośli i żeby każdy dzień przynosił fajny, mały materiał do wspominania. Życzę Wam, żebyście czasem byli głupi, irracjonalni, czasem mieli głupawę, zrobili coś idiotycznego, powiedzieli coś nieśmiesznego. żebyście byli sobą i żebyście się z tego, do cholery, cieszyli. Wreszcie życzę Wam spełnienia jednego, największego, najskrytszego marzenia, nawet jeśli sami jeszcze nie wiecie, co to do końca jest, bo na swoim przykładzie wiem, jaką to daje moc.

begin again źródło zdjęcia: Internet

imprezazandrzejemwlasciwa

niujork

niujorktez

sylwek

 

 

 

One Response

  1. Kasia

Skomentuj