Leave WOŚP alone!

Polacy to naród z werwą, mamy tendencję do narodowych zrywów.

Zrywy narodowe występują u nas we wszelakiej postaci. Był już zryw „tańczących z gwiazdami”-  nagle jak Polska długa i szeroka same Maseraki- na parkietach szał (do dzisiaj pamiętam, jak mnie tata na imieninach babci  na densflorze wyświechtał- też myślał, że jest Maserakiem), szkoły tańca zapełnione do ostatniego metra kwadratowego, a w niedzielę o 20 wszyscy jak jeden mąż przed ekranem telewizora, z włączoną opcją komentatora oczywiście („nieee, no, ta Cichopek to w ogóle kolan nie prostuje!”). Następnym zrywem była Polska gotująca- na każdym kanale jakiś MasterMistrzGarnka, a na Twarzoksiążce nagle zaroiło się od zdjęć wykwintnych dań, serwowanych przez znajomych. Okazało się, że kaczka w sosie pomarańczowym z blinami z awokado i kremem z wasabi to spoooko, da się zrobić, otagować i jeszcze na Instasiu karierę zrobi.

Wciąż trwa zryw „na Chodakowską”- ćwiczymy minimum 3 razy w tygodniu, regularnie wstawiamy zdjęcia swoich brzuchów i tyłków w obcisłych legginsach (podpis „po treningu”/ „trening zrobiony”/”dzisiaj pośladki” OBOWIĄZKOWY), jemy nasiona goji i do wszystkiego dodajemy olej kokosowy (a i zdjęcie porannej owsianki, nie zapomniajmy o zdjęciu owsianki!). Z tego akurat masowego fit-szaleństwa śmieję się z sympatią, bo dobrze, żeśmy narodowo ruszyli dupska, a i owies z rana nie zaszkodzi. Sama wieczorami odpalam sobie fitnessy, jeszcze do bycia fitwspaniałą brakuje mi zdjęć w lustrze, ale jak sobie wypocę sześciopaka- oooo, to się będzie działo na Instasiu!

Wszystkie te zjawiska są raczej krótkotrwałe- zachwycamy się czymś, rzucamy się na to, a potem nam przechodzi i zaraz pojawia się kolejna „pasja Polaków”.

Ale jest jeden zryw, któremu niestraszny upływ czasu, która odradza się co roku, i który porywa całą Polskę w bardzo piękny i wzruszający sposób. To Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Każdego roku, w drugą niedzielę stycznia, cały nasz naród jednoczy się w słusznej sprawie, i uczestniczy w Finale Orkiestry. Wrzucamy symboliczne piątaki do czerwonych puszek, przyklejamy sobie serduszka na kurtki, czoła i plecaki, i ruszamy dalej, każdy do swoich spraw. Ale przez tą jedną chwilę, kiedy moneta ląduje w skarbonce wolontariusza, kiedy po ulicach maszerują poobklejane dzieciaki, kiedy wybuchają fajerwerki podczas „Światełka do nieba”- przez tą chwilę jesteśmy jednością. Jest w tym coś wzruszającego, może nawet podniosłego. W ten jeden dzień w roku mamy wspólny cel- pomagamy. Pomaga pan Roman spod warzywnego, pomaga elegancka pani spod piątki, ta co, wszędzie chodzi z yorkiem, pomaga hipster z Placu Zbawiciela i pomaga Natalia Siwiec. Jeden dzień, jeden cel, jedna wielka dobra energia- jak tu nie kochać Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy?

Ano są tacy, co nie kochają. Internet oblała ostatnio fala hejtu skierowana w Jurka Owsiaka. Podobno rozliczenia nie takie,  dom jakiś za duży ma, a jak się go pytają o zarobki, to się jąkać zaczyna. Otóż pan Owsiak się jąka na co dzień, nie obchodzi mnie jaki ma dom, a jeśli na Orkiestrze kiedykolwiek cokolwiek zarobił (a raczej wątpię)- niech ma, napracował się chłop. Dopóki widzę efekty jego działań, a widzę, gdyż wystarczy wejść do pierwszego lepszego szpitala- nie wnikam w jego księgę rozliczeń i konto bankowe. Nie dziwię się, że się facet wkurza- ile można odpowiadać na tendencyjne pytania, kiedy wszystko już właściwie zostało wyjaśnione- wystarczy wejść w „rozliczenia finansowe” na stronie WOŚP’u.

Taki piękny dzień, ta druga niedziela stycznia. Taka przyjazna, ogólnopolska akcja w szczytnym celu. Takie ładne dzieci, poświęcające swój weekend, żeby pomóc bardziej potrzebującym. Hejterzy, nie spi****lcie tego, lepiej obczajcie sobie własne konto bankowe.

Dobra, idę odpalić Mel B na You Tubie, w końcu „uśmiech, moc, fitness, sport” wciąż w modzie!

kubek 1 druk

źródło zdj: internet

.10913665_10205478476062776_2092272145_n

a tutaj gęba moja, wypadałoby wstawić zdjęcie z lustra w legginsach, ale jeszcze nie mam sześciopaka

Skomentuj