ŻYJ.

Papieros do kawy, nieprzespane noce, kilkanaście godzin w pracy, terminy „na wczoraj”,  stres, dużo stresu, jeszcze więcej stresu… Znasz to? Ten post jest dla Ciebie.

Byłam ostatnio u lekarza. Parę badań, głowa w tą, głowa w tamtą, patrzymy prosto, otwieramy buzię, ręce do przodu, a proszę się przejść, no takie tam.

-„Pani Moniko, czy ma Pani stesującą pracę?” – chyba nie mam, może czasami, może częściej niż czasami, Jezu, nie wiem, to zależy… 12 godzin pracy to stresujące czy nie? -„Radzę natychmiast odstawić papierosy, są zmiany, które przy dalszym takim trybie życia mogą zamienić się w nowotworowe”. Bada bęc, o kurde.

Żyjesz sobie, osiągasz jakieśtam sukcesy, po drodze trochę imprezujesz, cośtam lubisz robic po pracy.. Jesteś młody/młoda, nie myślisz, co będzie potem, nie utożsamiasz się z obrzydliwymi zdjęciami na opakowaniach zagranicznych papierosów. Nagle życie mówi Ci: „Ha Ha Ha idioto, to NAPRAWDĘ możesz być Ty”, to może być Twoja jama gębowa, okraszona rakiem, to może być Twój kręgosłup zamęczony siedzeniem przed biurkiem, to może być Twój wzrok, pogarszający się od komputera, to może być Twoja nerwica od ciągłego stresu.

Mamy wspaniały XXI wiek, mamy najnowsze technologie, dobre samochody, świetne prace, pensje na koncie, fajnych znajomych, sukcesy zawodowe, mieszkania na kredyty, zapełnione półki na sklepach i żarcie w lodówce, ale kurde, gdzieś po drodze zapomnieliśmy o sobie, zapomnieliśmy o szacunku do swojego ciała, do swojej duszy.

Trochę mnie to nie dziwi, skoro od dzieciństwa jesteśmy zaprogramowani na sukces- przedszkole z dodatkowym angielskim, niemieckim i francuskim, konkurs na najładniejszą sukienkę komunijną, gimnazjum pozwólcie, że przemilczę, a potem rywalizacja na dobre rozkręca się w liceum, matura to już wyścig po wejściówkę na uczelnie wyższe, a na studiach dzieciaki chowają przed kolegami notatki, bo nie daj Boże, jeszcze Mariola lepiej napisze kolokwium. W pracy na zmianę podlizujemy się szefowi, podkładamy świnię współpracownikom, walczymy o awans, albo obgadujemy głupią Jolkę z boksu obok. Papieros, nadgodziny, podwyżka, terminy, kawa, papieros, terminy, w weekend melanż do pełna, przecież musisz odreagować, znowu nie spałam w nocy, szef mnie znowu zabije, korki, papieros. Brzmi znajomo, c’nie?

Od czasów neandertalczyka bardzo ładnie się wyprostowaliśmy, rozwinęła nam się technologia, żyjemy sobie w I-chmurze, lajkujemy się na Twarzoksiążce, ale w kwestiach emocjonalnych- spieprzylismy, zawracajmy. Za swój sukces, za swoje „wygrane życie” płacimy najwyższą stawką- naszym zdrowiem.

Po co Ci te tysiące na koncie, po co Ci ten awans, jeśli wracasz do domu i nie masz nawet siły odgrzać sobie obiadu? Po co Ci to, to jeśli, Twoje dzieci są bardziej przywiązanie do swojej pani w przedszkolu niż do Ciebie? Po co Ci to, jeśli w Twoim życiu za mało jest życia?? Nikogo absolutnie nie namawiam do nagłej zmiany pracy, zwyzywania szefa i wyjazdu do Ameryki Południowej, chcę tylko, żebyście się zastanowili, czy gdzieś po drodze czegoś nie zgubiliście? Czy jeszcze zauważacie drugiego człowieka, czy widzicie już tylko cyfry, procenty i lajki? I najważniejsze, nie ma takiego pieniądza,  nie ma takiego awansu. nie ma takiego sukcesu, który zrekompensuje Ci utracone zdrowie. Czasem wystarczy spacer po pracy, ploty z przyjaciółmi, zwykła myśl „nie muszę się tym przejmować”. Kochaj, ciesz się, doceniaj każdy dzień, ŻYJ.

nati

 DSC_0313go_back_we_fucked_up_everything

 

 

Skomentuj