Kurczak curry dla idioty, czyli jak przyjaciele mogą uratować ci randkę.

Pamiętacie ten moment na samym początku związku, kiedy jeszcze randkujecie i wszystko jest takie świeże i nowe i wspaniałe? Kiedy codziennie golisz nogi i masz zawsze posprzątane, „tak na wszelki wypadek”? Kiedy cały czas nosisz make up, masz  ogarnięte paznokcie i wyjątkowo pilnujesz się z ładnymi gaciami i skarpetkami do pary? 

 

No to u mnie już po tym etapie, ale nie bójta się, ten następny też jest całkiem spoko, tyle że już przestajesz się wstydzić pidżamki z pieskami  i gdzieś znika opcja „ład i porządek na chacie”. Ale ale, ja dzisiaj nie o tym, dzisiaj będzie o radości ze wspólnego gotowania, z facetem, z przyjaciółmi, z psem albo z kotem, no to już z kim tam wolicie. Pichcić absolutnie nie umiem, i mogłabym się z powodzeniem zapisać do grupy „gotuj z idiotą”, bo wszystko, co się dzieje na kuchennym blacie to dla mnie czarna magia. Kucharzenie natomiast zbliża ludzi do siebie i chyba dlatego mogłabym się do tej czynnosći przekonać. Wiem co mówię, gdyż mężczyzna mój uwiódł mnie rosołem, ja jego próbowałam kurczakiem curry, ale i tak musiałam się ratować poczuciem humoru i ładną bluzką, więc u mnie to w sumie nie wyszło. Anyway, kto lubi tworzyć obiad w gronie znajomych ręka do góry! Nawet zmywanie póżniej jest frajdą, a jak się człowiek pysznie nażre! A teraz mam dla Was coś specjalnego, przedstawiam Wam przepis na danie, które, jakby nie paczać, zapoczątkowało mój obecny związek. Przepis ten jest absolutnie niezwykły, nietuzinkowy, jedyny w swoim rodzaju i bezczelnie zabawny, więc uwaga na opluty ze śmiechu ekran. Historia powstania tej receptury jest bardzo krótka, wszystko zaczęło się bowiem od mojego rozpaczliwego telefonu do przyjaciółki, takiego z cyklu: „on zaraz tu będzie, ratuj!!!”

Panie i Panowie, przedstawiam Wam kurczaka curry a’la Marta M., enjoy!

Kura Curry Dla Opornych

Kup w sklepie:

  1. Kurę, bez kury ani rusz (piersi dwie)
  2. Pasta curry żółta ALBO curry w proszku + kurkuma w proszku
  3. Imbir zmielony
  4. Jedna limonka. Jak sklep nie domaga, to cytryna i mówisz sprzedawcy, żeby się ogarnął, PRL już za nami, możemy importować produkty spożywcze, jakie tylko nam się chce
  5. Cebulę, jedną, dużą (większą niż Twoja pięść), białą. Nie taką, co ma żółte na wierzchu tylko białe. Jak nie ma w sklepie, kupujesz z żółtym na wierzchy, a sprzedawcy mówisz j.w.
  6. Papryka ostra w proszku
  7. Oliwa z oliwek
  8. Sos sojowy
  9. Ryż (basmati jest spoko, najlepszy na świecie jest dziki, ale jego nigdzie nie ma i znowu będziesz musiała apelować do sprzedawcy o ogarnięcie się)
  10. Śmietana (im gęstsza tym lepsza, chociaż wiadomo, gęsta tuczy i takie tam bzdury; kij w oko kaloriom kupuj Śmietanę Szefa Kuchni 22% – nie, niestety nie alkoholu)

Plan działania:

  1. Myjesz ręce. Higiena to podstawa.
  2. Kroisz kurę w kostkę, nie fanatycznie równą, nie róbmy znowu scen
  3. Taką pokrojoną wsadzasz do miski i wlewasz/wsypujesz do niej:
    1. Dwie łyżki oliwy
    2. Sok z jednej limonki. Chyba, że nie było, to klniesz pod nosem na sklep i wciskasz sok z jednej cytryny
    3. Łyżkę sosu sojowego
    4. Dużo curry i kurkumy. Żółta ma się kura zrobić, bo kurczak curry jest żółty i jak nie będzie, to to już wcale nie będzie kurczak curry, tylko kura ze śmietaną i odrobiną curry i to może być zupełnie niesmaczne
    5. Małą łyżeczkę imbiru
    6. Sporo ostrej papryki. Czyli łyżkę jakąś. Ty nie lubisz ostrego bardzo, więc nie przeginaj. Jakby było bez smaku, to podczas smażenia możesz dodać jeszcze trochę
  4. Merdasz to wszystko w misce, żeby żaden kawałek kury nie był poszkodowany
  5. Wsadzasz taką kurę w błocie do lodówki
  6. Kroisz cebulę w kostkę
  7. Wyjmujesz patelnię, stawiasz na włączonym palniku, rozgrzewasz oliwę
  8. Wrzucasz cebulę i smażysz
  9. Wyjmujesz garnek i wstawiasz wodę na ryż
  10. Jak cebula będzie przezroczysta i słodka (możesz spróbować, tylko proszę pamiętaj – GORĄCE), to wrzucasz jej do towarzystwa kurę z całym tym błotem
  11. Mieszasz, przykrywasz i starasz się o tym nie zapomnieć
  12. Do gotującej się wody w garnku wsypujesz trochę soli i wsadzasz tam jedną torebkę ryżu
  13. Ustawiasz sobie alarm, żeby nie zapomnieć, kiedy trzeba ten ryż wyłączyć
  14. Jak Ci się kura z mamałygą usmaży, próbujesz (GORĄCE) i jak za mało słone dodajesz troszkę sosu sojowego, jak mdłe trochę ostrej papryki
  15. Jak jest ekstra, to dolewasz śmietanę (jedną taką małą, co jest jak pół dużej)
  16. I trzymasz to na patelni mieszając raz po raz.
  17. Po jakiś 4 min powinno być gotowe
  18. Jak zapipczy wyjmujesz z wody ryż, odcedzasz
  19. Na talerze najpierw ryż, potem paciają z kurą i podajesz z uśmiechem i pewnością siebie na twarzy
  20. Zmywanie naczyń zostawiasz mężczyźnie, nie po to spędziłaś ostatnie 40 min swojego życia w kuchni, żeby teraz zmywać gary

 

KONIEC

 

W razie jakichkolwiek wątpliwości dzwonisz pod numer (tutaj był numer) i krzyczysz  „RATUUUUUUNKUUUUU”

 

P.S. Ja wiem, że to był przepis pt; „To się NIE MOŻE nie udać”, ale Marta nie napisała ILE DOKŁANIE curry się wsypuje, no to wyobraźcie sobie co się wydarzyło… 🙂 btw, Marto, jesteś Yodą sztuki gotowania.

gotowanie main

żródło gotującej pupy: internet

gotowanie

proszę zwrócić uwagę na idealny dobór koszulki względem stosunku do gotowania ( to na zdjęciu to akurat nie kurczak curry, ale Mężczyznę też tym nakarmiłam)

gotowanie niech bedzie 

w kuchni to mogę sobie co najwyżej selfie walnąć ;p

2 komentarze

    • Monika Harwas

Skomentuj