Why we ride.

  Na ostatnim treningu zdałam sobie sprawę z fajnej rzeczy. Myśl ta zniecka objawiła się w mej głowie- to było coś jak pijackie pomysły biznesów życia ze znajomymi- po prostu mnie olśniło.  

Z racji okropnego grypska, które nie chce się ode mnie odczepić jak Kim Kardashian od Kanye’go Westa, byłam bardzej obserwatorem niż aktywnym użytkownikiem toru. I wtedy refleksja mnie naszła prosta, acz prawdziwa- to nie sam wiatr we włosach, prędkość i ryk silnika sprawiają, że tak kochamy motocykle, to też ludzie, którzy z nami jeżdżą. Czym byłby trening bez pogawędki i wymiany poglądów, że „ta hopa to beznadziejna, a tamta koleina strasznie głęboka”? Czym byłaby wspólna przejażdżka bez przegadania wrażeń z jazdy? No właśnie, jeździmy (jeżdżę?) w dużej mierze dla frajdy, jaką sprawia dzielenie się pasją z ludźmi. Takie spostrzeżenie mam: nieważne, co w życiu robisz, nieważne, czy kręci Cię szydełkowanie, gra w klasy czy oglądanie przedwojennych filmów- znajdź ludzi, którzy lubią, to co Ty, a raczej nie zagrozi Ci poczucie samotności 🙂

Skomentuj