Krótka rozprawka o busie Andrzeju, pękniętej gumie i ludzkiej uprzejmości.

  Wyobraźcie sobie, że jest Dzień Kobiet, czekacie w domu z obiadem na swojego Mężczyznę, aż tu nagle Mężczyzna dzwoni i prosi żebyście zeszły na dół, gdyż czeka na was niespodzianka.  

Posłusznie wychodzicie i oczom waszym ukazuje się samochód, a po chwili Mężczyzna wręcza wam do niego kluczyki, mówiąc coś mniej więcej w stylu że to twoje i że wszystkiego najlepszego. I teraz BUM, to wcale nie jest scenka z ekranizacji kolejnej powieści Grocholi, to jest samo życie, i to moje, i samochód jest Mercedesem Vito i kosztował 69,90, czyl flaszkę. Wspaniale, c’nie?
Mercedes dostał piękne imię Andrzej, troszkę go rdza podjada, ale ogólnie jest wspaniały, motocykle w nim mieszkają i są zadowolone, ja jeżdżę na treningi i jestem zadowolona i w ogóle tęcza, kolorowe misie i hatifnaty. Ale jak to w życiu bywa, zawsze coś się musi spier**lić i Andrzejowi ostatnio pękła guma, to znaczy opona mu pękła. Oczywiście byliśmy dość daleko od domu, oczywiście wracaliśmy zmęczeni, oczywiście ja zmagałam się z grypą i przegrywałam, słowem, no ostatnia rzecz, której pragniesz w takiej chwili to awaria pojazdu, który wiezie twoje pupsko.
No cóż, stało się i trzeba było się ratować. Po kilku małych przygodach, dotarliśmy w końcu do stacji, gdzie bardzo uprzejmy pan sprzedawca pomógł nam odkręcić zardzewiałe (!) koło zapasowe, za co dostał zresztą ciastko. Patrząc na mojego Mężczyznę wymieniającego koło nie mogłam się oprzeć wrażeniu że „oJezuJakieToMęskieISeksowne” i zastanawiałam się, czy ja też wyglądałabym seksownie wymieniając oponę, i stwierdzam, że etam i że takie rzeczy to tylko w reklamach amerykańskich papierosów.
Wciąż twierdzę, że Andrzej super samochodem jest, a poniżej galeria, jakżem z niego zrywała podłogę coby pomieścić motocykle.

 

Skomentuj