Takie tam, w piaskownicy.

  Czasu ostatnio jest mało, a nawet ZA mało, więc wykorzystuję każdą wolną chwilę, żeby troszkę popyrgać. 

Wczorajszy dzień był WYZWANIEM i to nie wyzwaniem z cyklu robię przysiady z Chodakowską- wczoraj to była SPARTA. Jazda w głębokim piachu sprawia mnóstwo frajdy, pod warunkiem oczywiście, że się jeździ. W moim przypadku każde kółko udekorowane było całym mnóstwem spektakularnych upadków we wszystkich możliwych kombinacjach- a to przez kierownicę, a to motocykl pojechał a ja zostałam, bądź też, moje ulubione- już już wyjeżdżam z zakrętu, już już odkręcam gaz… a tu HA HA HA pani Moniko, lądujemy twarzą w piachu. Umęczyłam się przeokrutnie co chwilę podnosząc moją yamahobestię, ale kiedy już W KOŃCU zrobiłam 2 kółka bez wywrotki- klękajcie narody, jaka radość!
Doszłam do wniosku, że podczas mojej jazdy ktoś powinien puszczać soundtrack z „Rocky’ego” a moje miny nagrywać w slowmotion- You Tube byłby mój.
Reasumując, dalej kocham motocross, choć jest to trudna miłość, nauki przede mną wciąż mnóstwo, piach uczy pokory, no i Dakar jeszcze w tym roku sobie odpuszczę. Elo!

P.s. Zawieszenie kasku na drzewie było Bardzo Złym Pomysłem- całą drogę powrotną walczyłam z mrówkami.
P.p.s. Macie tu jeszcze filmik, jak dostaję piachem po twarzy ;p

Skomentuj